Sala 11

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Sala 11

Pisanie by Veneficium on Pią Paź 21, 2016 10:14 am

Zwykla sala ćwiczeniowa. Wzdłuż ścian stoją szafki zawierające różne składniki eliksirów, a sufit jest miejscami osmolony. Jedno z okien jest pęknięte i nawet traktowane zaklęciem naprawczym nie zmienia swojego stanu. Na ścianie za biurkiem nauczyciela wiszą trzy portrety. Podpisy informują, że przedstawione na nich postaci to Laverne de Montmorency, Gaspard Shingleton i Sacharissa Tugwood. 

_________________

Veneficium

avatar

avatar
Cytat : Jak wszędzie będziesz miał na skróty, to w końcu w ogóle przestaniesz chodzić.

Gif :

Ranga : Pan i Władca

Punkty doświadczenia :

Punkty Życia :

Wiek :

Krew : Najczystsza

Narodowość : Światowa

Pieniądze :

Admin

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Gru 26, 2016 10:01 pm

Drzwi były szeroko otwarte i zastawione ciężkim tomem, na którego okładce wypisany był wdzięczny tytuł: „Przez tysiąc porażek do jednego sukcesu”. Profesor Zhang kręcił się przy szafkach w poszukiwaniu czegoś, czego zapewne miał zamiar użyć w czasie dzisiejszych zajęć. Na biurku poukładane miał różnej wielkości pudełka, a na tablicy zdążył wypisać już wielkimi literami:

EKSPERYMENTY WYSOKIEGO RYZYKA
wprowadzenie do przedmiotu

 
Słowa wypisał kredą, którą zaraz potem zatknął za ucho i zdążył już o niej zapomnieć. Wygrzebał w końcu to, czego szukał i wepchał znalezisko do małej kieszonki na piersi koszuli. Pacnął się otwartą dłonią w czoło, jakby sobie o czymś przypomniał, po czym szybkim krokiem wyszedł z Sali ćwiczeniowej, o mało nie wpadając na pierwszego studenta, który tego dnia stanął w drzwiach. Nie zwrócił uwagi na to, kogo mało nie staranował, nie notując w głowie nawet płci tej osoby. Mimo to przekazał informację.
- Muszę jeszcze po coś pójść, przekaż reszcie. Mogę się spóźnić!
I odszedł, na końcu korytarza znikając za drzwiami skrzydła zamkniętego.

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Nathan White on Wto Gru 27, 2016 1:05 am

Wiecie czego Nathan nie lubił w październiku? Nie, nie konieczności powrotu na uczelnię. On nie cierpiał zmiany planu zajęć. Przez pierwszy miesiąc ciągle mu się wszystko myliło. Tak samo dziś. Zerwał się z łóżka nie chcąc się spóźnić na pierwszy wykład i ruszył w stronę budynku D tylko po to, by dochodząc do sali 11 zdać sobie sprawę z tego, że zaczyna dopiero za dwie godziny.
Kurwa...
Do siebie średnio mu się opłacało wracać, bo nie miał tam co robić. Na stołówkę też nie pójdzie, bo głodny nie był. Biblioteka odpada, bo nie ma nic tam do przeczytania. Pograłby na telefonie, ale szmelc tutaj nawala.
Z rozważań wyrwał go profesor, który nie wiadomo kiedy zmaterializował się przed jego nosem. Nathan natychmiastowo się zatrzymał, a nawet cofnął o pół kroku, by zrobić starszemu miejsce.
- Ups. Przepraszam, pana - odpowiedział automatycznie nie zastanawiając się, ile jest w tym tak naprawdę jego winy. Pokiwał odruchowo głową na słowa nauczyciela jeszcze zanim dotarły do niego słowa mężczyzny. Dopiero gdy ten zniknął mu z pola widzenia, do Nathana dotarło, co tu właśnie zaszło.
- Nie. Chwila! Proszę p... - Odwrócił się, ale było już za późno.
White wzruszył tylko ramionami i zajrzał do sali. Była jeszcze pusta, a na tablicy znajdował się temat zajęć.
Eksperymenty wysokiego ryzyka. W sumie, i tak nie mam nic lepszego do roboty.
Nie przejmując się tym, komu się właśnie wpycha na wykłady, wszedł do środka i zajął miejsce gdzieś na tyłach sali. Nie zamierzał rzucać się zanadto w oczy, bo i tak w teorii miało go tutaj nie być.

Nathan White

avatar

avatar
Cytat : Ten dzień był tak sza­lony, że jeszcze jed­no wa­riac­two miałoby na­wet sens.

Gif :

Ranga : Siewca Chaosu

Punkty doświadczenia : 84

Punkty Życia : 100

Wiek : 21

Krew : mieszana

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 58 G 2 S

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Daisabella Grablething on Wto Gru 27, 2016 8:55 pm

Wiecie, z czym się łączy prowadzenie bardzo niebezpiecznych eksperymentów genetycznych na prawdopodobnie jeszcze bardziej niebezpiecznych roślinach? Zwłaszcza gdy otrzymywane rezultaty mają zbyt często okazje wybuchać/dusić randomowych studentów/planować zdobycie władzy nad światem? Tak, z przyciskiem autodestrukcji. A oprócz tego, z tym że warto sobie przypominać zagadnienia z takiego przedmiotu jak Eksperymenty Wysokiego Ryzyka. Niestety nawet taka urocza ruda jędza wiedźma, jak Daisabella nie może mieć wszystkiego na głowie, a znając pośpiech i chęci Grubej Berty potrzebna jej literatura przybędzie, z jej rodzinnego domu, dopiero za jakiś czas, to warto pójść na wprowadzenie jako wolny słuchacz. Mózg zardzewiały jest po wakacjach, warto go odświeżyć, a na okienku i tak nic się nie robi.
Daisy miała na sobie lekko pocięte w odpowiednich miejscach jeansy, kowbojki, oraz fioletową koszulę, a włosy miała związane w wysoki kucyk. Do tego czerwona szminka i kocie oczy. Tak wystrojona zmierzała na wykład. No i oczywiście miała torbę, ale notatek nie zamierzała robić, bo po co.
Minęła się z wykładowcą wymieniając tylko krótkie przepraszam i wsadziła głowę do sali rozglądając się z dziecięcą ciekawością. Hehe Nathan. Udaje, że go nie ma. Nie zwraca na nic uwagi. Może jest nawet szansa, że jej nie zauważy (albo chociaż nie podniesie głowy).
Dais naturalnie, aczkolwiek w miarę cichym krokiem zbliżyła się do kolegi, po czym położyła mu się na kolanach (jej tyłek był na jednym krześle, a głowę położyła mu na nogach... jakkolwiek to brzmi w mojej głowie wygląda ta akcja w miarę przyzwoicie)
 - Jesteś wygodny, wiesz? Nie za kościsty, nie za pulchny... Obudź mnie jak wszystko się skończy - po czym przymknęła oczy. Może nawet serio się zdrzemnie?

Daisabella Grablething

avatar

avatar
Cytat : there's no personal space, when you're my valentine!

Gif : a

Ranga : weirdo

Punkty doświadczenia : 42

Punkty Życia : 100

Wiek : 22

Krew : czysta

Narodowość : Irlandia

Pieniądze : 63 g 7s 19k

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Nathan White on Nie Sty 01, 2017 8:37 pm

Nathanowi zaczynało się już powoli nudzić to czekanie. Zdecydowanie za wcześnie tu przyszedł.
I chciej tu być człowieku punktualnie. Powinienem zacząć nosić przy sobie jakieś książki, skoro telefonu nie dam rady tu używać. Ugh. Trzeba opracować jakieś zaklęcie chroniące elektronikę przed magicznymi zakłóceniami czy czym to tam jest.
Westchnął, podpierając się na ręce i przenosząc wzrok na ścianę. Tak bardzo nic się nie działo... do czasu.
- Mm? - Odwrócił głowę, dosłyszawszy czyjeś kroki, ale nie na tyle szybko, by Dais nie zdążyła do niego naprawdę blisko podejść. Nate nie miał zbyt wiele czasu na ewentualne powstrzymanie jej akcji, ale nawet tego nie próbował. Zamiast tego się wyprostował, odsuwając tym samym trochę od ławki, dzięki czemu mogła swobodnie się wyłożyć.
- Hehe. Chyba już o tym kiedyś wspominałaś. - Zaśmiał się i zmierzwił jej włosy na tyle, na ile pozwalała mu na to jej fryzura.
- Przyszłaś na nieswoje wykłady żeby sobie na mnie pospać? - Parsknął śmiechem i rozsiadł się wygodnie, nie przestając bawić się jej włosami. Zwłaszcza, że dorwał się jakoś do tych związanych w kucyk.

Nathan White

avatar

avatar
Cytat : Ten dzień był tak sza­lony, że jeszcze jed­no wa­riac­two miałoby na­wet sens.

Gif :

Ranga : Siewca Chaosu

Punkty doświadczenia : 84

Punkty Życia : 100

Wiek : 21

Krew : mieszana

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 58 G 2 S

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Remi Thibault on Nie Sty 01, 2017 9:08 pm

Jak to jest, że ci z bio mają tak dużo do roboty - wykłady, zajmowanie zwierzakami (także tymi uczelnianymi, choć niekoniecznie z samego obowiązku co dla frajdy) oraz oczywiście własne życie - a mimo to znajdują jeszcze mnóstwo czasu na szlajanie się, jak nie po jakichś grotach czy lasach, to po nieswoich wydziałach? Remi nawet niespecjalnie miał tu czym się zająć, ale skoro jeszcze nie nadarzyła mu się okazja by sprawdzić tą okolicę, a akurat miał wolne, to czemu by tego nie zmienić? Pewnie nawet nie zaglądałby do poszczególnych sal, nie chcąc przypadkiem przeszkodzić innym w nauce, gdyby nie dostrzegł w oddali znajomej sylwetki, która zniknęła mu za drzwiami z numerkiem 11. Niespiesznym krokiem ruszył w obranym kierunku, pozwalając się wyprzedzić paru osobom, w tym całkiem ładnej dziewczynie, która też okazała się zmierzać do tej samej sali. Także niedługą chwilę po wejściu Dais, drzwi otworzyły się ponownie i stanął w nich właśnie Remi.
- Nate? - uśmiechnął się do przyjaciela i zrobił parę kroków w jego kierunku. Na ten moment jeszcze nie zwrócił uwagi na to, że nie może dojrzeć nigdzie dziewczyny, która z całą pewnością weszła tu przed nim (z tej perspektywy zasłaniały ją blaty biurek, a to, że nie zajmowała normalnie miejsca uszło jego uwadze). Jakieś więc było jego zaskoczenie, a następnie zburaczenie, gdy dostrzegł dziwnie znajomą, leżącą sylwetkę z głową w okolicy krocza Nathana.
- OBożewybacztojajużpójdę... - rzucił na jednym wydechu, gdy wreszcie wypuścił wstrzymywane w płucach powietrze, odwrócił na pięcie i wystrzelił z sali, zupełnie nie zważając na to, że właśnie robił się czerwony jak pomidor; włącznie z włosami, skórą i całą resztą.

[zt]

Remi Thibault

avatar

avatar
Cytat : I don't care about what all the others say, but I guess there are some things that will just never go away.

Gif :

Ranga : "Ten Pajac"

Punkty doświadczenia : 79

Punkty Życia : 100

Wiek : 18 lat

Krew : Półkrwi

Narodowość : Francuz

Pieniądze : 0 G 0 S 0 K

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Colette Tomiczny on Wto Sty 03, 2017 4:53 pm

Nie było nawet mowy o kolejnym spóźnieniu. W tym roku Tomiczny zamierzał być dobrym i pilnym studentem, który nie będzie przeglądał podręczników przez powiększające szkiełko dna butelki absyntu, ale wreszcie w pełni poświęci się swojemu nowemu projektowi: mianowicie skonstruowaniu magicznej rękawicy, która będzie potrafiła przywołać różdżkę z powrotem do dłoni, nawet jeśli ta zostanie z niej wybita zaklęciem! Ekhem, zapewne sporo osób już nad tym wcześniej pracowało, ale skoro nie ma tego jeszcze na rynku, to znaczy, że albo wynalazca pałuje się jeszcze z urzędami o uzyskanie patentu albo wszyscy poprzednicy polegli. Może nie skutkując śmiercią, ale przynajmniej zniechęceniem. Colette miał o tyle dobrze, że ten rok miał stanąć w całości pod znakiem porzuconych eksperymentów, które trafią na powrót w troskliwe dłonie bandy wariatów i być może wreszcie uzyskają życie i użyteczność! Zwłaszcza pomysł Finty odnośnie klubu da im zaplecze pełne pomysłów, które być może pozwolą im sklecić jakiegoś cudacznego Frankensztajna, którym będą mogli z powodzeniem straszyć małe dzieci. No i które to przysłużą się oczywiście magicznej społeczności – bo to sprawa bezsprzecznie nadrzędna!
Brunet od rana nie opuszczał terenów swojego wydziału i trafił do odpowiedniego budynku nawet nieco przed czasem. Minął sale wykładową G i pilnującą ją rzeźbę 1:1 słynnego Albusa Dumbledorea, którego niewzruszonemu obliczu kiwnął głową na powitanie. Nawet fakt tego, że wielki czarodziej nie miał jednego szkiełka okularów, a jego krzywy, jakby złamany w dwóch miejscach, nos był nieco nadgryziony przez czas i liczne wypadki w tym budynku, nadal wyglądał dumnie. Cały czarodziej, nie tylko nos. Kiedy tylko student wdrapał się na odpowiednie piętro na zakręcie minął go biegnący truchtem chłopak, który w locie mienił się różnymi odcieniami czerwieni – od romantycznego odcienia krwi i świeżych róż, aż po sędziwą rdzę. Colette tylko obejrzał się za nim i przyspieszył kroku, bo coś czuł, z której sali tamten wybiegł.
- Ej, eksperymentujecie coś już? - zagaił od wejścia, widząc, że w środku ktoś już siedzi. I to siedzi podejrzanie spokojnie, bo szczerze mówiąc Polak sądził, że zastanie połowę klasy w ogniu, prowadzącego na miotle z gaśnicą w rękach i część studentów przyklejonych do ściany. Sapnął – prawie jakby był zawiedziony! - i wkroczył do sali nieco pewniej, od razu obierając kierunek siedzącego na uboczu chłopaka. - Dziwne, przed momentem wybiegł stąd chłopak, który wyglądał nieco tak, jakby płonął od wewnątrz. Powinienem wołać medyka, czy niekoniecznie?
Upewnił się z niepewnym uśmiechem, na moment jeszcze oglądając się na drzwi i nieco zwolnił, kiedy zauważył futrzaste zwierzątko na kolanach kolegi. Nie był to pufek, miał na to zdecydowanie za duże kończyny, ale widać równie mocno lubił pieszczoty. Col zwolnił, ale nie zatrzymał się całkowicie więc w końcu bez zażenowania usiadł w ławce tuż za specyficzna dwójką i położył się przodem na drewnianym blacie.
- Przeszkadzam?

_________________
Come closer.

Colette Tomiczny

avatar

avatar
Cytat : I am a GREAT MAN and one day If you are very lucky I might even be a GOOD ONE.

Gif :

Ranga : Smok Katedralny

Punkty doświadczenia : 34

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Polak

Pieniądze : 78 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Mistrz Gry on Sro Sty 04, 2017 6:23 pm

Przygotowanie się do zajęć zajęło mu dłuższą chwilę, zwłaszcza, że miał zamiar zaprosić na wykład gościnnie innego pedagoga, który był jedynym wyjątkiem w ich gronie, który nie potrafi się teleportować i wszędzie musi dostać się na własnych łapach. Na dodatek profesor musiał teleportował z Zamkniętego Skrzydła uszkodzony i wyglądający makabrycznie, wzmacniany kociołek na eliksiry, który nieoczekiwanie, z suchym trzaskiem pojawił się w rogu sali. Był wielki, ale widać było, że nawet grubość dna nie uchroniła go przed diabelstwem, które tak efektownie go rozsadziło. Tego byłoby na tyle, reszty nie było sensu taszczyć, nawet nie było widać, że ta sterta śmieci była kiedyś monstrualnym meblem. Opuścił czym prędzej pokój z pamiątkami i zerknął kontrolnie na zegarek na nadgarstku. Osiem minut. Źle nie było.
Wkroczył do sali 11 i ogarnął wzrokiem trójkę studentów, którzy zdecydowali się zerwać o poranku i uczestniczyć w zajęciach.
- Proszę usiąść prosto, albo całkowicie położyć się na podłodze, leżenie w obecny sposób szkodzi kręgosłupowi – odparł w przestrzeń, kierując słowa do jedynej przedstawicielki płci rzekomo pięknej w sali. Podszedł do biurka i i obrócił się wreszcie przodem do swoich słuchaczy, opierając się kością ogonową o biurko. - Witam was w nowym roku akademickim – słowem wstępu, którego już i tak zapewne macie dość po inauguracji, przejdziemy więc do meritum sprawy czyli zajęć. Omówimy dzisiaj czysta teorię, więc nie będzie wybuchów i nakazu założenia gogli. A co do eksperymentów samych w sobie, ciekawi mnie od wejścia co takiego, waszym zdaniem, może się zawierać w przedmiocie Eksperymenty Wysokiego Ryzyka? Hm? Ktoś ma jakiś pomysł? Gdybyśmy mieli zrobić nieco bardziej konkretną listę. - Mężczyzna obrócił głowę i zerknął przez ramię na ogromny zniszczony kociołek, który przywołał do siebie zaklęciem. Porządny sprzęt przepłynął miękko przez część sali i z odbitym w jego dziurawym wnętrzu cichym stukiem wylądował na podłodze przed prowadzącym. - Tu macie na przykład owoc pracy z niebezpiecznymi substancjami i eliksirami. Oczywiście nieudanymi sadząc po stanie, w jakim się zachował – co gorsza nie naprawiono go nie dlatego, by stał się pamiątką, ale dlatego, że magicznie jest to już kompletnie niemożliwe. Na dodatek część płynu wsiąkła w jego grube ściany i nawet dotykanie go w tej chwili i po upływie kilku ładnych lat nie uważa się za dobry pomysł.
Mężczyzna odsunął kociołek na bok.
- Innym przykładem wartym wspomnienia jako owoc nieudanego eksperymentu jest pomarańczowy bluszcz porastający ścianę w sali 14 w tym budynku. Ale jego omówię dokładniej na następnych zajęciach, zwłaszcza, że waszym zadaniem przed nimi będzie właśnie przyjrzenie się mu – tylko bez urywania czegokolwiek, niszczenia czy amatorskich prób eksperymentowania na nim! A przynajmniej nie na razie. Są jeszcze eksperymenty, które do dziś grożą koszmarnymi konsekwencjami, jak na przykład płyn zamknięty w tej fiolce, który po wylaniu mógłby wysadzić prawdopodobnie każdy inny budynek na terenie kampusu. – chrząknął pokazując wyciągnięte z kieszeni szkiełko i oderwał się od biurka, kiedy usłyszał cichy, ale zbliżający się nieubłaganie stukot pazurów na kamiennej podłodze. Celowo nie zamknął za sobą drzwi, bo ciężko byłoby je otworzyć czarnemu basiorowi. Całkiem sporej wielkości, dumnie stąpający pies wszedł do sali i jakby kiwnął łbem zebranym studentom. Na szyi miał biały kołnierz z krótkim krawatem w szkocką kratę, a na przednich łapach mankiety spięte spinkami w kształcie... Kostek. Ktoś tu miał dystans do siebie. - Witam kolego. Przywitajcie Profesora Sharva, który zgodził się na potowarzyszenie mi i pomoc w zajęciach jako żywy przykład niekończących się talentów naszych studentów.
Z gardła basiora wydobył się cichy, głęboki śmiech. Sam pies odzywał się męskim tembrem od którego aż wibrowało w uszach, ale był niesamowicie przyjemny do słuchania. Psi profesor przysiadł obok prowadzącego i podniósł łeb, by przyjrzeć się po kolei wszystkim młodym czarodziejom.
- Witajcie. Faktycznie na liście zniszczonych różdżek i kociołków, zdetonowanych sal i budynków, oraz nawet zarejestrowanych śmierci i zniknięć, wśród owoców nieudanych eksperymentów jestem jeszcze ja. Jak dotąd magiczna nauka zna tylko jeden zarejestrowany i wciąż żywy przypadek nadania pewnych ludzkich umiejętności stworzeniu które na początku było niemagiczne. To akurat ja – nie mówię tego, by się pochwalić, ale by przestrzec was przed podejmowaniem próby uczłowieczenia na własną rękę. Było tu po mnie kilka takich przypadków, ale zakończyły się one dla tych stworzeń męczeńską śmiercią albo przymusem ich uśpienia, by mutacja postąpiła za daleko.

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Tallulah Rossreeve on Pią Sty 06, 2017 11:42 pm

Według Tall spóźnienie się było rzeczą straszną. Nienawidziła się spóźniać. Gdyby mogła, nie spóźniałaby się wcale. Niestety, od kiedy na pierwszym roku otrzymała zmieniacz czasu, spóźniać zaczęła się dość... nagminnie. Zwłaszcza z początku. Potrzebowała trochę wprawy, aby dobrze wymierzać czas, aby znaleźć się w dobrym miejscu o dobrym czasie i tak dalej, i tak dalej. Wbrew wszystkiemu nie było to tak łatwe, jak mogłoby się wydawać. Zwłaszcza jeśli trzeba pogodzić mugolski i magiczny uniwersytet. Po pierwszych egzaminach zaczęło jej się to zdarzać już dużo rzadziej, a pod koniec roku prawie wcale. Wobec takich faktów była pewna, że złe nawyki zniknęły i nowy rok rozpocznie bez poślizgów. W końcu na inaugurację zdążyła, prawda? Może i ledwo, ale zdążyła. Dlaczego coś miałoby pójść źle? Głupie pytanie...
Po korytarzu rozchodziło się echo jej stukających obcasów. Biegła, licząc na to, że nie będzie aż tak źle. Co prawda były to zajęcia z WME, ale ich tematyka interesowała Tall ze względu na jej plany odnośnie pewnych projektów. Bo że byłyby one wysokiego ryzyka, to była zupełnie pewna. Dopadła do drzwi sali zziajana, z rozwianymi włosami, które teraz przypominały burzę ciemności jeszcze bardziej, niż zazwyczaj. Odkaszlnęła parę razy. Oj, powinna coś zrobić z kondycją. Za bardzo rozleniwiła się przez wakacje. Zrobiła parę głębszych wdechów i wydechów. Nie mogła tak wejść do środka, o nie! Zsunęła pospiesznie niewielki, skórzany plecak z ramion i wygrzebała z niego gumkę do włosów. Zostawiła parę drobnych kosmyków po bokach twarzy, aby ładnie zgrywały jej się z grzywką, resztę włosów związując wysoko w kucyk. Poprawiła jeszcze przydużą koszulę w zieloną szkocką kratę, która miała podwinięte do łokcia rękawy. Wygładziła czarny t-shirt z nadrukowanym napisem "TIME LORD" i ukryła pod nim swój magiczny talizman. Czarne jeansowe spodnie miały się dobrze. No to lu...
Sięgnęła ręką do klamki, zastanawiając się jak powinna wejść. Tak po prostu i przeprosić za spóźnienie? A może udałoby jej się zakraść? W sumie to była myśl. Może profesor nie zauważy...? Dotknęła klamki i zaraz zmarszczyła lekko brwi. Nie zauważyła tego wcześniej, ale drzwi były lekko uchylone. Zajrzała przez szparę do środka sali, ale nie udało jej się dostrzec profesora. Profesorów...? Zmarszczyła mocniej brwi. Zhang i... Och. Sharv. No dobra, to może być problem. Trudno będzie przejść niezauważonym. Ale cóż, do odważnych świat należy! Tall spędziła w swoim życiu dość czasu z Gryfonami, aby nabyć odrobiny ich cech. Według niej tych najgorszych. Ale to nie było teraz ważne!
Popchnęła delikatnie drzwi, aby uchyliły się mocniej, a potem podjęła tytaniczny wysiłek wślizgnięcia się do sali jak na absolwenta Slytherinu przystało. Nawet wstrzymała oddech, mając nadzieję, że dzięki temu będzie ciszej. Sięgnęła ręką, stojąc wciąż przy drzwiach, chcąc je zamknąć. Ze stresu zapomniała, że przecież były otwarte.

Tallulah Rossreeve

avatar

avatar
Cytat : Let it go!

Gif :

Ranga : Magiarcheolog

Punkty doświadczenia : 159

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Angielka

Pieniądze : 70 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Lucy Happymeal on Sob Sty 07, 2017 12:37 am

Eksperymenty wysokiego ryzyka - ten przedmiot brzmiał niebywale interesująco, na dodatek był prowadzony przez profesora Zhanga. Lu nie mogła go przegapić! Pomyślałby więc kto: wyrobi się. Na sto procent. Naturalnie ta iście szlachetna postać o najznamienitszych i najczystszych zamiarach pragnęła z całego serca zdążyć na czas i to kompletnie nie jej wina, że podły i perfidny budzik nie chciał zadzwonić! A że w ogóle go nie nastawiła, to zupełnie inna historia...
Stąd też na kilkanaście minut przed zajęciami pogodna panna Happymeal otworzyła swe piękne, zaspane oczęta. Przeciągnęła się, ziewnęła, zerknęła na zegarek... i zwaliła się z hukiem na twardą podłogę. O zgrozo, co to za godzina?! Dziewczyna, jak się zerwała, jak zrzuciła piżamę, jak złapała pierwszą lepszą koszulę w kratę i kolorowe spodnie, tak po paru sekundach wyleciała z pokoju, zapinając guziki w biegu. Mycie się? Dała radę dorwać szczoteczkę do zębów, na którą nałożyła trochę pasty (cenny moment!), teraz trzymaną w nieco umorusanej miętową mazią buzi. Czesanie się? E tam, jej fryzurę i tak zawsze można było określić grzecznym mianem „artystycznego nieładu”. Ten nieogarnięty wizerunek niezorganizowanej studentki był oczywiście jak najbardziej świadomy, zamierzony i w ogóle na miejscu! Choć na miejscu to ona nie była, bo znowu się zgubiła.
Szlag! Wszystko przeciwko niej, no naprawdę. Lucy studiowała tu już drugi rok, niemniej odnalezienie sali w tym labiryncie, stworzonym przez jakiegoś sadystycznego, klaunowatego frajera, było niczym autentyczne mission impossible. Lecz udało się! Taka z niej była zdolniacha.
Całkowicie zziajana, z dwoma różnymi skarpetkami i niezawiązanymi butami (w pośpiechu wepchnęła sznurówki do trampek), nie zatrzymując się, wpadła przez drzwi. A raczej na drzwi, jeżeli chcemy być dokładniejsi. Nie dostrzegła nawet, że te się poruszają, zamykają - nic. Z całym swym impetem grzmotnęła w nie (no skąd niby miała wiedzieć o Tall... To był tylko taki bonus - gratis, rzecz by można) i przekroczyła, a wnet przeskoczyła próg sali. Niestety z rozpędu trudno było jej wyhamować i gnając niczym tornado, z bronią w kształcie szczoteczki oraz z rękami wyciągniętymi przed siebie, wykrzyknęła tak dobrze znaną jej frazę - powtarzaną wręcz do znudzenia.
- PRZEPRASZAM ZA SPÓŹNIENIE!

Lucy Happymeal

avatar

avatar
Cytat : Just because you're trash doesn't mean you can't do great things. It's called garbage can, not garbage cannot.

Gif :

Ranga : Food

Punkty doświadczenia : 152

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 20 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Daisabella Grablething on Sob Sty 07, 2017 7:42 pm

Czy to jest jakaś dziwna klątwa, że gdziekolwiek w sumie pojawiła się Daisy to zaraz uznała, że powinna się porządnie zdrzemnąć? Stóg siana, nogi Nathana, szafa, składzik na miotły... A może po prostu za bardzo do siebie przygarnęła ideę "Beauty Sleep".
Leżąc wygodnie na nogach White'a początkowo zamiast spójnej wypowiedzi mruknęła niewyraźnie "mhmpf", ale gdy jakieś niewinne dziecię (prawdopodobnie nowy znajomy Nate'a z pierwszego roku), zaczęło wrzeszczeć wniebogłosy, bo ona się położyła na bliskim przyjacielu: no cóż, musiała chociaż na wpół otworzyć oczy.
- Blisko. Dostałam informacje z dziekanatu, że po następnej inwazji arbuzów, które będą atakować innych studentów, poprzez strzelanie w nich pestkami, mogą mi zabronić pracy po godzinach - westchnęła teatralnie - a przecież nawet nie rozrosło się to na inne wydziały i w sumie uwięziło tylko troje studentów w szklarni na dwie godziny. Naprawdę nie wiem, co ich niby takiego zdenerwowało. W każdym razie stwierdziłam, że warto sobie przypomnieć również podstawy wykonywania niebezpiecznych eksperymentów i podstaw zapobiegania pandemonium, więc oto jestem.
Oczywiście nie zrobiła tego w tym tygodniu, a raczej w zeszłym roku, o czym prawdopodobnie były krukon już wiedział. Pismo za to otrzymała w wakacje. Taka urocza informacja, aby się nie pogubić fabularnie.
Wtedy pojawił się Kotlet, który to znowu postanowił przeszkodzić dwójce trzecioklasistów w zabawie w łóżko i śpiącego. No co za nietakt! Pozwoliła sobie zignorować zapytania polaka, odpowiadając jedynie na to ostatnie:
- Nie przeszkadzasz, potomka już pewnie spłodziliśmy, ale uważaj aby nie usiąść na jakiś dziwnych wydzielinach ludzkich ciał. Działy się tu takie czary, że możesz tego nigdy nie doprać.
Oczywiście było to absolutną i wierutną bzdurą, bo Daisabella jako wiedźma nowoczesna miała w torbie jedną, czy dwie sztuki wyrobów lateksowych, ograniczających możliwość zajścia w ciążę, a w dodatku z Nathanem by się nie przespała. Bro code tak? Nie sypiaj z kumplami i przyjaciółmi swoimi?
Wtedy przyszedł pan prowadzący i polecił Grablething usiąść lub położyć się na ziemi. Przez sekundę, czy dwie nawet rozważała sturlanie się z kolan przyjaciela, ale uznała że upadek mógłby być bolesny, więc usiadła i przeciągnęła się demonstracyjnie. Słów psora i PIESora słuchała uważnie (kłamstwo, tak naprawdę właśnie pomyślała, że fajnie byłoby uczłowieczyć jakieś drzewo, oraz zastanawiała się, czy Shav lubi jak się go drapie po brzuchu). Oczywiście jak Nate i Kotlet coś by do niej szeptem mówili, to by im odpowiedziała. A jak! Hasztag bycie pro społecznym IRL.
No i jak na przyzwoity wykład przystało, nie zabrakło spóźnialskich. Długowłosa czarnula na chyba pierwszym roku (Serio, skradanie się? Przecież to nie jest podstawowa magiczna edukacja i profesorowie nie mają takich pretensji) i bardzo głośna Lucy McDonald od klubu drzemki, która stratowała biedną dziewczynkę, chcącą się niepostrzeżenie zakraść do ławek. Zaczyna się robić ciekawie!


Ostatnio zmieniony przez Daisabella Grablething dnia Sob Sty 07, 2017 9:54 pm, w całości zmieniany 1 raz

Daisabella Grablething

avatar

avatar
Cytat : there's no personal space, when you're my valentine!

Gif : a

Ranga : weirdo

Punkty doświadczenia : 42

Punkty Życia : 100

Wiek : 22

Krew : czysta

Narodowość : Irlandia

Pieniądze : 63 g 7s 19k

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Samantha Kastner on Sob Sty 07, 2017 8:28 pm

Niby miała lepsze rzeczy na głowie niż chodzenie na wykłady, do tego nieswoje, ale jak raz postanowiła się na takowy wybrać. Nowy rok, nowe zajęcia itd. Może nawet będą mieli coś ciekawego na Eksperymentalnym... Zawsze warto sprawdzić, a skoro już na jej okienku miał być wykład ze wstępu do przedmiotu, to mogła się na niego przejść.
Przed salą pojawiła się oczywiście spóźniona, bo jakże, ale za to ubrana w odpowiedni dla swojego wydziału kolorek! Koszuli nie chciało jej się zapinać, bo to nie byłoby w jej stylu, więc zarzuciła ją jedynie na siebie tak, jak zawsze robiła ze swoimi flanelami, a pod spód ubrała zwykły czarny t-shirt. Do tego skórzane rurki i glany, a bonusowo kostka na potrzebne jej na uczelni graty. Całkiem przyzwoicie jak na nią. Spóźnienie też nie aż takie wielkie, więc można to było uznać za jej dobry dzień.
Pewnie przekroczyła róg sali, ale zamiast ruszyć do jakiejś ławki, natychmiast się zatrzymała.
- Guten morgen... - zatrzymała się w drzwiach patrząc na dwie laski, które najwyraźniej aż za bardzo do siebie ciągnęło.
- Co do... - jakoś nie dokończyła tego zdania. Po prostu oparła się ramieniem o futrynę i patrzyła na cały ten cyrk.

Samantha Kastner

avatar

avatar
Cytat : Wszechświat ma kształt człowieka z rozstawionymi nogami.

Gif :

Ranga : Dark Queen

Punkty doświadczenia : 66

Punkty Życia : 100

Wiek : 22 lat

Krew : półczysta

Narodowość : Niemka

Pieniądze : 20 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Nathan White on Pon Sty 09, 2017 2:37 pm

Dopiero reakcja Remiego uświadomiła Nathanowi, że ktokolwiek mógłby doszukiwać się w ich pozycji czegokolwiek niestosownego.
- Ej, czekaj! - krzyknął za nim, usiłując podnieść się z krzesła, ale leżąca na jego kolanach Dais skutecznie uniemożliwiła mu doskoczenie do uciekającego rudzielca. Chociaż tyle, że przy okazji swojej próby wstania, nie przywalił jej głową o ławkę, a było blisko.
- Ups - mruknął przepraszająco i wrócił zrezygnowany do poprzedniej pozycji.
No to pięknie. Będę musiał mu się tłumaczyć...
Nawet nie zwrócił uwagi na zbliżającego się do nich Tomicznego.
- Ehh. Nie próbuj tamtego gościa zrozumieć. - Pokręcił głową, a później zerknął na Dais, która jak zwykle postanowiła dorzucić swoje trzy grosze. W ramach małej kary, podrzucił jej głowę jedną nogą, ale tym razem już uważając, żeby nie przywaliła nią o kant ławki przed nim.
Na szczęście, niebawem pojawił się profesor, który zakończył tę małą dyskusję i rozpoczął zajęcia. Po kilku minutach zjawił się również profesor Sharv, którego obecność trochę bruneta zaskoczyła, ale nie wywołała jakiejś wielkiej reakcji. W końcu nie raz spotykał już psiego wykładowcę i jego widok nie wywoływał na nim najmniejszego wrażenia. Ot, nauczyciel jak każdy inny. Jedyna różnica, że wygląda trochę inaczej.
Nie obyło się rzecz jasna bez spóźnialskich, którzy zaczęli wtłaczać się do sali kilka minut po rozpoczęciu zajęć.
Serio? To dopiero pierwszy ty... A tak. Pierwszy tydzień, więc się jeszcze nie przestawili. Później będą się spóźniali już tylko wybrani, a reszta daruje sobie w ogóle przychodzenie.
Zaśmiał się w duchu i próbował znowu skupić swoją uwagę na prowadzącym, jednak teatrzyk, który odstawiły przed wejściem dwie spóźnialskie, skutecznie mu to uniemożliwiły i zamiast myśleć o nauce, zaczął się śmiać. Niby w porę zdążył zatkać usta ręką, ale chichot i tak dało się łatwo usłyszeć. Niestety, ale Nate momentami zazwyczaj nie umiał zachować powagi.

Nathan White

avatar

avatar
Cytat : Ten dzień był tak sza­lony, że jeszcze jed­no wa­riac­two miałoby na­wet sens.

Gif :

Ranga : Siewca Chaosu

Punkty doświadczenia : 84

Punkty Życia : 100

Wiek : 21

Krew : mieszana

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 58 G 2 S

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Mistrz Gry on Pią Sty 13, 2017 10:32 pm

Psor Zhang podniósł wzrok na drzwi, mierząc niezadowolonym spojrzeniem, a jedna z jego brwi podjechała niebezpiecznie do góry. Czarnowłosa dziewczyna dodatkowo próbując się wślizgnąć tym mocniej wydała się podejrzana i zwróciła na siebie uwagę nawet Psora Sharva, który poruszył jednym uchem i wbił w nią spojrzenie paciorkowatych oczu, ale i on pozostawił to spóźnienie się bez komentarza. Nie byli w podstawówce, by karać za takie rzeczy. Studenci mogli w dowolnej chwili przyjść i wyjść z zajęć (oczywiście na własną odpowiedzialność utraty wiedzy) oraz pomijać proszenie o pozwolenie na skorzystanie z toalety. Nie dajmy się zwariować. Mimo to wtargnięcie – tak, wtargnięcie to dobre słowo – do sali drugiej dziewczyny, przygotowanej na zajęcia w zdecydowanie mniejszym stopniu, dodało już nieco kwasu do spokojnej jak dotąd miny prowadzącego, który oderwał się od biurka i zrobił jeden krok w ich stronę.
- No już, bez robienia przedstawienia, proszę obie Panie o zajęcie miejsc. – Mimo to, iż sens zdania był całkiem uprzejmy, a czarodziej nie nałożył żadnej kary, to widać było, że szala jego humoru zdecydowanie przybliżyła się do poirytowania. - Accio. To nie będzie na razie Pani potrzebne – skomentował machnięciem różdżki wyrywając dziewczynie szczoteczkę i chwytając ją we własną dłoń, po czym odkładając ją na biurku. - Będzie do odebrania po zajęciach. A tymczasem witam... Panie. Na miejsca. – skwitował orientując się, że ma już przy drzwiach trzech specjalnych słuchaczy. Odczekał chwilę aż polecenie zostanie wypełnione i chrząknął wznawiając wykład. W tym czasie profesor Sharv, nie chcąc się już udzielać słownie w zajęciach przeszedł się główną, najszerszą aleją wzdłuż ławek i wskoczył na jedno z krzeseł w ostatnim rzędzie, nie chcąc robić sobie legowiska z podłogi i oparł łapy o ławkę. Mógł wyglądać w tej pozycji na swój sposób komicznie, zwłaszcza ze zwieszającym się z tyłu, długim ogonem majtającym końcami po podłodze, ale nie wydawał się tym ani trochę zażenowany.
- Wracając do tematu: do dziedziny Eksperymentów Wysokiego Ryzyka należą też pierwsze testy jakichkolwiek nowych artefaktów, zaklęć, eliksirów i innych na czarodziejach oraz zwierzętach i stworzeniach. Istniały konsekwencje tych testów, które zakończyły się źle, jak w przypadku nadania cech ludzkich zwierzętom, o którym wspomniał Profesor Sharv, albo testach nad tworzeniem równoległych rzeczywistości, które zakończyły się katastrofalnie. A przynajmniej mówi się, że eksperyment dotyczył tworzenia takich rzeczywistości, bo świadkowie i dokumentacja z badań zniknęła wraz z prowadzącym je profesorem. Do dziś w tym budynku istnieje sala do której wstęp jest całkowicie wzbroniony i wierzcie mi, nie są to czcze pogróżki, bo nikt na tym kampusie nie bierze odpowiedzialności za to, co stanie się z głupcem, który tam wejdzie. Oczywiście istnieje pewne prawdopodobieństwo, że Profesor Jensen do nas wróci i wszyscy mamy na to wielką nadzieję, ale jak dotąd jego znikniecie jest jedną z największych zagadek tej szkoły. I jedną z największych przestróg. – Chrząknął. - Budynek, w którym się obecnie znajdujecie jest w pełni przygotowany na owoce waszej galopującej wyobraźni i zapewne niezmierzonego potencjału – wzmocniono go bowiem magicznie po tym jak jeden z jego wybuchów, największy, sprezentował akademikom wybite okna, starł Budynek O z powierzchni ziemi i silnie ranił wszystkich zebranych, oraz odebrał nam świetnego laboranta oraz samego założyciela szkoły. Jeśli chodzi więc o więcej przykładów niszczycielskiej siły źle użytej magii, to nie mogę ich w tej chwili pokazać, bo większość to kamienie rozsypane po kampusie, śmieci oraz nagrobki. Ale(!) mam za to coś innego. Drobne ćwiczenie na rozgrzewkę, które pomoże nam rozpocząć współpracę - mam nadzieję – oby jak najmniej... Wybuchowo.
Zakończył na tę chwilę enigmatycznie i obszedł biurko, wyciągając zza niego średniej wielkości pudło, w którym mogłaby zmieścić się mugolska mikrofalówka albo spore radio. Mimo to zawartość można było przeliczyć w liczbie mnogiej. Następnie mężczyzna z pudłem przy boku zbliżył się do pierwszej zajętej ławki z wolna tłumacząc. Na początek, stając przy ławce Nathana i Daisabelli, rozpoczął od prezentacji zawartości pudła w postaci... Drewnianej szkatuły mieszczącej się na otwartej dłoni.
- Oto szkatuły, Wasz pierwszy test ostrożności i pomysłowości. Nie ma dwóch takich samych szkatuł, ani dwóch takich samych sposobów na otwarcie ich. Ani takich samych konsekwencji wynikłych z racji złego podejścia do sprawy. Wiadome jest jedno – każda z nich eksploduje jeśli nie potraktujecie ich z należytą uwagą. Od razu wspomnę, żeby nie odbierać wam zabawy za szybko, że proste zaklęcia otwierające z miejsca kończą się detonacją – nie może być za łatwo. Poza tym, napomknę abyście zachowali ostrożność przy poszukiwaniach zamka i odpowiednich próbach otwarcia go – czy to fizycznie, czy magicznie, że skrzynki posiadają dodatkowe zabezpieczenie, indywidualne dla każdej z nich. Ta na przykład – zaczął, odkładając przed Nathanem pooraną runami szkatułę. - Uwalnia z wieczka kilka rozpędzonych nitek, które może i nie odkroją palców, ale mogą mocno poranić, więc radzę Panu trzymać twarz daleko, jeśli nie wierzy Pan zanadto w swoje umiejętności. Kolejna sztuka. – Druga, przyozdobiona kwiatowym akcentem, z którego rysunek na szczycie wieka przechodził w drzeworyt wylądowała przed siedzącą obok chłopaka blondynką. - Jest pełna słabego, ale mimo to żrącego kwasu.
Mężczyzna wychylił się i następną szkatułę, cała czarną, ozdobioną poprzyklejanymi do niej ptasimi piórami podsuwając pod nos Tomicznego.
- W tym siedzi uśpiona figura w skali 1:1 wściekłego Chochlika Kornwalijskiego.
Kolejną ofiarą była pierwsza ze spóźnialskich: Tallulah, na której ławce zagościła szkatuła oblepiona kamieniami, spod których wybijały się ospale poruszające w powietrzu czerwone listki.
- Ta ma zamknięty w sobie krzyk młodej mandragory.
Kolejna, Lucy, otrzymała twór pokryty miękkim futrem, który zamiast na nóżkach stał na grubych pazurkach.
- Ta potrafi ugryźć. Konkretnie wieczko posiada zęby, podobne jak u jednego z najbardziej kontrowersyjnych podręczników do przedmiotów omawiających opiekę nad magicznymi stworzeniami.
Ostatniej z zebranych i przybyłych, Pannie Kastner, trafiła się szkatuła na wieku pokryta wilgotnym mchem, wyjątkowo nieprzyjemnym w dotyku, a po bokach zasobna w różnej wielkości muszle.
- Ta zawiera ogłuszającą pieść trytonów.
Czarodziej rozejrzał się po klasie upewniając, że każdy otrzymał zadanie i przymknął pudło, powoli kierując kroki z powrotem do biurka.
- Macie czas do końca zajęć, by na różne, całkowicie dowolne sposoby dostać się do środka szkatuły możliwie jak najmniej inwazyjnie, bo o ile niektórzy z was dostali ćwiczenie, które może zrobić krzywdę tylko im, o tyle inni mają konsekwencje, które porażą całą salę. Dla tych z was, którym się powiedzie mam specjalne upominki na zachętę, oraz na koniec semestru łagodniej będę rozpatrywać wahanie w ich ocenach, a tym, którym się nie uda... Nie zrobię nic. Dlatego mam nadzieje, że każdy z was podejmie się ryzyka. Proszę się odpowiednio przygotować i zabrać do pracy. – podsumował na koniec i odłożył pudło na miejsce przy okazji wsuwając na uszy nauszniki ochronne, które wydobył z ostentacyjnie otwartej i niepozostającej na widoku wszystkich szuflady swojego biurka, pełnej podobnych egzemplarzy i biorąc drugie pospieszył do pomocy psorowi Sharvowi, by i jego czulszym uszom nic się nie stało. O ile pies na krześle mógł wyglądać kuriozalnie, to pies w nausznikach przebijał ten widok pod każdym względem.



Tutaj pozostawiam wam dowolność, możecie dostać się do szkatuły na różne sposoby i interesuje mnie tu wasza zaradność i pomysłowość – wbijcie mnie w siedzenie! Będę oceniać czy i w jakim stopniu wam się udało na odstawie pracy włożonej w posta i stopnia wykorzystywania budowy szkatuły i jej detali do wyłożenia sobie drogi ku jej otwarciu.

Dodatkowo, by zachować jednak element losowości i szczęścia bądź nieszczęścia proszę każdego o rzucenie kością w poście. Wynik nie zaważy w całości nad końcem starań, ale pomoże mi rozwiać ewentualne niepewności.

Do dzieła!

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Samantha Kastner on Nie Sty 15, 2017 10:18 pm

Obserwowała to przedstawienie jeszcze rzez chwilę, ale kiedy wreszcie jeden z profesorów postanowił odesłać je wszystkie na miejsce, również i Kastner ruszyła w kierunku najbliższej ławki, zajmując miejsce gdzieś w okolicach Tallulah. Do jakoś specjalnie towarzyskich nie należała, ani nie przyjaźniła się z dziewczyną, ale zawsze to wygodniej mieć pod ręką kogoś z roku, bo a nóż się jej przyda.
Bla, bla, bla. Eksperymenty takie niebezpieczne, tylu ludzi już tu zginęło, zaginęło, zostało rannych... Jasne, powtarzacie to tak często, że już nikt tego nie słucha. Przeszedłbyś do rzeczy.
Przewróciła oczami, rozsiadając się wygodnie na krześle i usiłując znaleźć jakieś odpowiednie ułożenie dla nóg, aż w końcu padło na wolne krzesło przed nią, bo skoro i tak było tu pusto, to co za różnica czy zajmie dwa miejsca czy jedno.
Dopiero, gdy Profesor zaczął coś rozdawać, udało mu się na nowo wzbudzić zainteresowanie w Niemce.
A więc i nam chcecie na pierwszych zajęciach zrobić krzywdę? I to jeszcze w tak wyszukany sposób? Kurna, dlaczego ja nie poszłam na Eksperymentalny...
Zdjęła nogi z krzesła i wyprostowała się jeszcze zanim nadeszła jej kolej.
...że co?
Skrzywiła się i z widocznym sceptycyzmem zaczęła przyglądać się postawionej przez nią skrzyneczce.
Co to do diaska jest?
Ruszyła przedmiot delikatnie palcem i kawałek przesunęła. Nie miała na razie pomysłu, jak się za to zabrać, więc po obejrzeniu paskudztwa ze wszystkich możliwych stron, które nie wymagały obracania jej więcej niż opuszkiem jednego palca, a dopiero później zabrała się za ostrożne macanie obiektu.
Fuj, co to ma być? Co z tym mchem... Jakiś dziwny jest.
Na twarzy czarownicy pojawił się paskudny grymas, a dziewczyna po chwili wyjęła scyzoryk i zaczęła ostrożnie usuwać roślinę z pokrywy pudełka. Szło jej to strasznie wolno, ale tylko dlatego, że jak widać naprawdę wzięła sobie do serca zalecenia wykładowcy. Jakoś nie uśmiechała jej się utrata słuchu w najbliższym czasie.
Po pozbyciu się mchu, brunetka odsunęła go na bok ławki i odłożyła nóż, a następnie starła resztki ziemi i zaczęła przyglądać się symbolom na wieku.
Co to jest?
W drewnie ewidentnie były wyrzeźbione jakieś runy, ale Sam ni w ząb nie mogła się w nich zorientować. Powiedzmy, że na zajęciach, na których je omawiali jakoś nie chciało jej się pojawić. Czy żałowała tamtej decyzji? Jakoś nie bardzo, już wolała użerać się teraz przez pół lekcji z jakąś łamigłówką niż siedzieć wtedy na zajęciach i się nudzić. Przecież i tak nic by się tam nie nauczyła, a jeśli nawet, to do dziś by to zapomniała.
Zaraz, zaraz... tu jest jakiś wzór.
Jednym machnięciem różdżki przywołała z torby zeszyt i ołówek, a następnie zaczęła w nim coś bazgrać. Ile już nad tym siedziała? Zeszło pewnie jakieś pół godziny, bo strasznie się guzdrała.
Cholera, to nie ma sensu!
Odsunęła od siebie zeszyt z irytacją i spojrzała wrogo na szkatułkę.
Chciałabym cię rozwalić, ale nie mogę. Wierz mi, ratuje cię tylko moja niechęć do oberwania.
Wzięła głęboki oddech żeby się uspokoić, a później powoli wzięła pudełko w ręce i zaczęła znowu mu się ze wszystkich stron przyglądać.
Chwila, czy ta muszla się rusza?
Sam znieruchomiała na moment, zdając sobie sprawę, że niektóre z muszelek faktycznie wydają się luźniejsze od pozostałych. Po ustaleniu tego faktu szło już z górki. Kastner dalej nie wiedziała, co też mogą oznaczać tamte runy, ale odnalazła między nimi orientacyjną instrukcję, jak ustawić poszczególne muszelki, żeby... chyba dostać się do środka. Wspominałam już, że nie wszystko z tej instrukcji zrozumiała.

//Decyzję, czy jej się w końcu udało, pozostawiam MG.


Ostatnio zmieniony przez Samantha Kastner dnia Nie Sty 15, 2017 10:32 pm, w całości zmieniany 1 raz

Samantha Kastner

avatar

avatar
Cytat : Wszechświat ma kształt człowieka z rozstawionymi nogami.

Gif :

Ranga : Dark Queen

Punkty doświadczenia : 66

Punkty Życia : 100

Wiek : 22 lat

Krew : półczysta

Narodowość : Niemka

Pieniądze : 20 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Sala 11

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach