Aleja wiśni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Aleja wiśni

Pisanie by Veneficium on Nie Paź 16, 2016 9:21 pm

Aleja łącząca wejścia budynku A i budynku H. Jest ona ścieżką usypaną z perłowych, maleńkich kamieni, którą otacza z dwóch stron rząd drzew japońskiej wiśni. Wiosną ścieżka i jej okolice zasypane są maleńkimi płatkami kwiatów tych drzew.


Po drodze aleja mija ławki i płaczącą wierzbę.

_________________

Veneficium

avatar

avatar
Cytat : Jak wszędzie będziesz miał na skróty, to w końcu w ogóle przestaniesz chodzić.

Gif :

Ranga : Pan i Władca

Punkty doświadczenia :

Punkty Życia :

Wiek :

Krew : Najczystsza

Narodowość : Światowa

Pieniądze :

Admin

Powrót do góry Go down

Re: Aleja wiśni

Pisanie by Coro Purdy on Pią Mar 10, 2017 5:08 am

Coro zdecydowanie miał dość załatwiania formalności jak na jeden dzień. Owszem to był jeden z jego obowiązków jako profesora, a poproszenie o opiekę magomedyków, było jedną z tych formalności, które były wręcz niezbędnie konieczne przy spotkaniach Klubu Pojedynków. Dopiero gdy opuścił budynek BB, Wydziału Magii Eksperymentalnej i Katedry Magicznych Sportów odetchnął z ulgą. Wiedział, że do wyprowadzenia go z równowagi było niebezpiecznie blisko, gdyż jedną z rzeczy, których Coro nie lubił było właśnie lekceważenie czy też przyjmowanie interesantów w sposób, który w pewnym sensie uwłaczał ich godności. Jednak w odpowiednim momencie mężczyzna zaczął sobie tłumaczyć pewne sprawy i koniec końców utrzymał nerwy na wodzy. Lecz teraz musiał się uspokoić i ochłonąć. Szybkim krokiem przeszedł do budynku A wydziału OPCMiT, by z Dużej Sali Treningowej zabrać swoje pupile, a potem wyprowadzić je na spacer. Bardzo często robił tak, że zostawiał psiaki w tej klasie i wychodził załatwiać swoje sprawy. Poza tym wiedział, że zarówno Tokyo jak i Killer są przyzwyczajone do tego, że część czasu jaki ich pan spędza na Uczelni one grzecznie czekają na niego w miejscu, które jest chyba jednym z najbezpieczniejszych pomieszczeń dla takich małych psiaków, gdyż znajduje się w nim wiele kryjówek, a nawet jeśli ktoś wejdzie do Sali oba zwierzaki zawsze zdążą się schować. Lecz teraz nie musiały się kryć. Widząc swojego pana psiaczki popędziły do niego o mały włos go nie przewracając, a na twarzy Coro pojawił się szczery uśmiech. Po czym mężczyzna przypiął smycze do obróżek psiaków i opuścił budynek, by wyjść ze zwierzaczkami na obiecany spacer. Co prawda Purdy nie miał pojęcia gdzie mógłby się udać, aby spokojnie pomyśleć i w sumie bez większego zastanowienie wybrał aleję, która łączyła dwa budynki wydziału, na którym miał wykładać. Gdy tylko znalazł się przy pierwszych wiśniach spojrzał na drzewa i jednym sprawnym ruchem wypiął smycze z obroży jego psiaków. Sam zwolnił kroku i szedł chrzęszcząc butami na malutkich kamykach. W głowie kotłowało mu się wiele myśli lecz wszystkie dotyczyły tego co miało się zdarzyć niedługo. Owszem chciał, by pierwsze spotkanie Klubu, który przejął było na tyle ciekawe, żeby uczniowie chętnie przychodzili na kolejne ogłaszane przez niego zajęcia. Przecież to mogły być swego rodzaju konsultacje lub też zajęcia wyrównawcze dla tych, dla których pojedynki były słabszą stroną ich umiejętności magicznych. Szedł nie zważając na to, że po jego włosach zaczynają spływać kropelki deszczu, lecz Coro musiał się uspokoić, a przebywanie na świeżym powietrzu i zabawa z psiakami były tymi czynnikami, które działały jak woda na czasami ognisty charakter Anglika.

Coro Purdy

avatar

avatar
Cytat : Breath it's only bad day, not a bad life

Gif :

Ranga : Personel

Punkty doświadczenia : 77

Punkty Życia : 90

Wiek : 32

Krew : półkrwi

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 80

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Aleja wiśni

Pisanie by Catriona MacCance on Pią Mar 10, 2017 2:12 pm

//fabularnie między stołówką a resztą rycerskich wariactw


Chciała się przebrać, żeby kontynuować "rycerskość" dnia. Szkoda jej było na szaleństwa ładnego, czarnego płaszczyka z lekko bufiastymi rękawami zapinanego na szamerunki, wolała zabrać jeden ze starych, ciepłych rajtroków uszytych przez krawcową na wyspie - ciepły, brązowy, idealny na jesienne słoty, dodatkowo wyglądał dość odpowiednio względem tematu przewodniego, który sobie przypadkowo wybrali. Właściwie - który wybrała reszta, zanim Cat zdążyła się do nich dosiąść.
Niestety, oczywiście, musiały się rozdzielić ("Nie lubię pić kawy w drodze i chcę się przebrać, zaraz dojdę, lass."). I pierwszoroczna studentka, ledwo znająca rozkład uczelnianych budynków, wciąż w swoim ładnym czarnym płaszczyku i burzy rudych loków związanych w bezładny koczek na czubku głowy, musiała, znów oczywiście, się zgubić.
Bliżej nieznanym sobie sposobem zabłądziła bardzo daleko, w bardzo niewłaściwym kierunku - mieszkała w tym nieszczęsnym akademiku, który przeniósł się do miasta, zamiast tego znalazła się na ścieżce między budynkami wydziału OPCMiT. Jak? Nie warto pytać - Mori nie miałaby pojęcia jak odpowiedzieć. Po prostu miała talent do gubienia się w nieznajomych, miejskich krajobrazach.
Wrzuć ją na środek lasu - znajdzie wyjście. W mieście stawała się zagubioną damą w opresji, do czego w życiu by się nie przyznała - ach, ten upór rudowłosych szkotów.
Znalazłszy się na ścieżce otoczonej wiśniowymi drzewami przystanęła, nie wiedząc gdzie jest, oczarowana jednak widokiem. Uwielbiała zwierzęta, towarzystwo natury. Nic dziwnego, że zatrzymały ją w pół kroku kwitnące mimo jesieni drzewa. Włosy, gęste, nie przepuszczały świadomości wilgoci do skóry głowy - dopiero zadarłszy twarz ku koronom drzew dziewczyna poczuła kilka łagodnych kropel na czole, odkrytej rozchylonym kołnierzem płaszcza szyi. Uniosła pięść ku niebu.
-Pog ma mahon!- rozkazała deszczowi pocałować się w dupę, po czym dopiero dostrzegła pieska biegnącego w jej kierunku.
Zwierzęta miały tendencję do łagodzenia obyczajów Mori. Uśmiechnęła się szeroko, nie zwracając nawet uwagi na właściciela zwierzęcia, wciąż będącego w dość znacznej odległości. Przykucnęła, żeby przywitać się z psiakiem.
-Cześć! Dè an t-ainm a tha oirbh?
Tak, spytała zwierzęcia w gaelic jak ma na imię - podobne pytania w gaelic były dla psa równie zrozumiałe jak po angielsku, dlaczego więc nie?

Catriona MacCance

avatar

avatar
Cytat : Love me like my demon does.

Gif :

Ranga : Jadam sernik z demonami.

Punkty doświadczenia : 26

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : czysta

Narodowość : Szkocka

Pieniądze : 70g

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Aleja wiśni

Pisanie by Coro Purdy on Pią Mar 10, 2017 3:08 pm

Coro był tak zajęty swoimi myślami, że pewnie nie zauważył by zagubionej dziewczyny gdyby nie to, że ona zaczęła mówić w niezrozumiałym dla niego języku. Co miał poradzić, że nie był szkotem i nie znał gaelic. Ok. pochodził ze Zjednoczonego Królestwa, które graniczyło ze Szkocją jednak Purdy nigdy nie zaprząta sobie głowy językiem, który był dla niego równie dziwny co cyrylica czy też chińskie krzaczki, a że wiedział, że te języki potrzebne mu za bardzo nie będą nie uczył się ich. Gdy zorientował się do kogo dziewczyna się odzywa przystanął i czekał na reakcję Tokyo. Cały biały psiaczek zatrzymał się na widok dziewczyny, przekrzywił łepek i powoli zaczął iść w jej stronę. W tym samym czasie Killer znalazł się przy nodze swojego pana i obserwował swojego przyjaciela jak i jak to Coro sam określał brata oraz towarzysza psot. Lekki uśmiech pojawił się na twarzy mężczyzny i dopiero gdy upewnił się, że czarny psiaczek jest koło niego ruszył pewniejszym krokiem do nieznajomej, rudowłosej dziewczyny. Oczywiście cały czas obserwował Tokyo, aby móc zareagować zanim psiaczek się zdenerwuje i zacznie szczekać lub będzie chciał złapać ząbkami rękę dziewczyny. Na szczęście zwierzątko podchodziło na razie bardzo spokojnie i bardzo ostrożnie do osoby, która coś do niego mówiła jednak zwierzątko nie miało pojęcia o co jej u licha ciężkiego chodzi. W miarę zbliżania się piesek zaczął cicho popiskiwać, aż wreszcie gdy był już na tyle blisko, by poczuć zapach dziewczyny szczeknął dwa razy i zaczął biec w stronę dziewczyny, by ją albo polizać albo obwąchać, albo też obszczekać. Sam Coro nie był pewny czy ma już reagować czy też nie. W końcu taka reakcja Tokyo była i dla niego niezrozumiała. W końcu gdy zwierzątko było już bardzo blisko nieznajomej studentki zatrzymało się, usiadło i spojrzało w ty na swojego pana jakby pytając go co ma zrobić.
- Idź przywitaj się Tokyo. Nie sądzę, by ta dziewczyna w jakikolwiek sposób ci zagrażała. - powiedział łagodnie do psiaczka. Na głos Coro zareagował również i drugi psiaczek i razem ze swoim białym towarzyszem pobiegły do dziewczyny i zaczęły piszczeć domagając się pieszczot ze strony rudowłosej studentki. Po chwili Purdy również doszedł do dziewczyny i spojrzał na nią.
- Witam. jestem Coro Purdy. Co sprowadza ciebie w pobliże wydziału OPCMiT? Masz jakiś problem, z którym tylko osoba, która zna się na zaklęciach ofensywnych lub defensywnych? - zapytał patrząc na dziewczynę i czekał na odpowiedź dziewczyny. W końcu nie miał pojęcia co tutaj robi rudowłosa studentka, a niestety Coro nie pamiętał wszystkich osób, które uczył lub też, które widział na Uczelni chodząc po kampusie w czasie przerw jakie miał między zajęciami.

Coro Purdy

avatar

avatar
Cytat : Breath it's only bad day, not a bad life

Gif :

Ranga : Personel

Punkty doświadczenia : 77

Punkty Życia : 90

Wiek : 32

Krew : półkrwi

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 80

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Aleja wiśni

Pisanie by Catriona MacCance on Pią Mar 10, 2017 3:42 pm

Kiedy pojawił się drugi pies i oba zaczęły domagać się pieszczot blada twarz dziewczyny rozjaśniła się radością. Nie na darmo była studentką wydziału zajmującego się zwierzętami. Uwielbiała każde, małe i duże stworzenie, nawet śmiesznie leniwe, strachliwe rogate ślimaki. Zaczęła głaskać oba, drapać po grzbietach, pod szyjami, jakby znała je od zawsze.
-Jak macie na imię, ślicności?- zapytała, zmiękczoną rozczuleniem mową.
Mówiła tak do zwierząt, jak większość ludzi mówi do małych dzieci. Z resztą, zdaje się, że większość ludzi lubiących zwierzęta cierpi na podobną przypadłość. Nieco zaskoczył ją, przykucniętą, zajętą rozpieszczaniem psów, głos dobiegający jej uszu z pierwszego piętra zwanego również postawą stojącą.
-Witam. Cat albo Mori, jak ci wygodniej- uśmiechnęła się, uniósłszy twarz ku znajomemu już z imienia mężczyźnie. -Miło poznać- skinęła jeszcze głową, by zaraz zwrócić roziskrzone spojrzenie na psy.
Ej! Coro nie przedstawił się jako profesor, nie wyglądał na aż tyle starszego i cóż, jego włosy mogły zmylić każdego, kto nie znał wszystkich profesorów czyli na ten przykład statystycznego pierwszaka, jakim była Catriona. Gdyby wiedziała z kim ma do czynienia z całą pewnością oddałaby panu Purdy należny szacunek, jak na poważną studentkę i godnie reprezentującą klan MacCance pannę przystało.
Dopiero gdy usłyszała, że jest w okolicach wydziału OPCMiT znów uniosła na niego spojrzenie.
-Ooo, to aż tu mnie przygnało? To już wiem, czemu nie poznałam okolicy- zdziwiła się, rozbawiona.
Uniosła się z kucków, wytarła dłonie z psiej sierści o spodnie.
-Nie, nie mam problemu tego typu. Zgubiłam się tylko po drodze do akademika- zaczęła tłumaczyć swój problemik z uśmiechem. -Dopiero studia zaczęłam i nie orientuję się jeszcze w terenie. Przypadki chodzą po ludziach, ay?- zaśmiała się.
Nie można było odmówić Cat metki osoby wesołej.
Spojrzała na psy u swoich stóp.
-Trochę nieprzyjemna pogoda na spacer- zagadnęła Coro'ego.
Wsunęła dłonie do kieszeni, tak luźna, jakby rozmawiała z innym studentem.
Bo w sumie sądziła, że z innym studentem rozmawia - a im więcej znajomych się ma tym studia weselsze, czyż nie? Próbowała więc zdobyć kolejnego znajomego tego dnia.

Catriona MacCance

avatar

avatar
Cytat : Love me like my demon does.

Gif :

Ranga : Jadam sernik z demonami.

Punkty doświadczenia : 26

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : czysta

Narodowość : Szkocka

Pieniądze : 70g

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Aleja wiśni

Pisanie by Coro Purdy on Pią Mar 10, 2017 4:36 pm

Coro nigdy nie lubił tworzyć dystansu pomiędzy nim, a osobami, które spotykał dlatego też prawie nigdy nie używał swojego tytułu naukowego. W sumie to sam się zastanawiał czy przywiązywał uwagę, że zdobył ten tytuł poprzez swoją determinację i ciągłą chęć pogłębiania swojej wiedzy, a sam jego wygląd nie przywodził na myśl kogoś, kto może nosić tytuł naukowy profesora. Owszem zanim odezwał się do dziewczyny obserwował ją bardzo uważnie i był już pewny, że raczej nie należy do studentów wydziału, na którym on wykładał.
- Poznaj proszę Killera, to ten czarny psiaczek i Tokyo, to ten biały. . One nic ci nie zrobią. Lubią się bawić i są strasznie łase na pieszczoty. - powiedział i lekko się uśmiechnął. Po czym, gdy usłyszał imię lub też przydomek dziewczyny lekko się uśmiechnął.
- Mnie również bardzo miło ciebie poznać. Jednak jedna rzecz mnie zaintrygowała. Powiedz mi proszę skąd się wziął twój przydomek czy też imię - Mori. W języku łacińskim oznacza ono umrzeć. Natomiast w Japonii przed 1336 rokiem został założony ród feudalnych panów o podobnym mianie jak twoje. Proszę powiedz mi od czego pochodzi ten skrót twojego imienia jak sądzę? - zapytał, gdyż był naprawdę ciekawy. No ale to własnie był cały Coro. Jeśli coś go zainteresowało potrafił drążyć sprawę tak długo, aż nie dowie się wszystkiego. Co prawda nie był do końca pewny czy jego wiedza była zgodna z prawdą. W końcu nie był ekspertem w sprawach mugolskiej wiedzy.
- Tak, aż tutaj ciebie przygnało. Jednak jeśli chcesz możemy zejść z deszczu i przejść do suchszego pomieszczenia. Ja też już mam dość moknięcia. - stwierdził i lekko uniósł kąciki ust w górę. Po czym zaczął jej uważniej słuchać.
- Rozumiem. Także cieszę się że nie masz tego typu problemów. A co do akademików to powinnaś iść bardziej w stronę miasta. Co prawda nie do końca się orientuję w którą to dokładnie stronę, ale jeśli chcesz jak przestanie padać możemy spróbować znaleźć drogę razem. - stwierdził czekając na jakąkolwiek reakcję dziewczyny. W sumie sam nie wiedział co tak naprawdę skłoniło go do złożenia tej propozycji Mori, ale nagle poczuł, że chce poznać tą interesującą osóbkę.
- Powiedz mi czy ty aby nie studiujesz na Wydziale Nauk Biologicznych i Środowiskowych? - zapytał patrząc na dziewczynę.

Coro Purdy

avatar

avatar
Cytat : Breath it's only bad day, not a bad life

Gif :

Ranga : Personel

Punkty doświadczenia : 77

Punkty Życia : 90

Wiek : 32

Krew : półkrwi

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 80

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Aleja wiśni

Pisanie by Catriona MacCance on Pią Mar 10, 2017 5:14 pm

-Killer i Tokyo?- powtórzyła sama do siebie, starając się przyswoić imiona zwierząt za pierwszym razem. Spojrzała na psy, pochyliła się. Pogłaskała najpierw czarnego. -Cześć Killer- pogłaskała potem białego. -Cześć Tokyo.
Wyprostowała się znów, cały czas uśmiechnięta, przeszczęśliwa w związku z kontaktem ze zwierzakami. Czuła się obserwowana i nawet zarumieniła się nieznacznie, lekko speszona nadmiarem uwagi od strony niemalże nieznajomego mężczyzny, jednak dobrze kryjący podkład, tak dobry, że nie widać było przez niego piegów, zakrył i zaróżowienie policzków.
-Mori? Od Morrigan się wzięło. To moje drugie imię, po bogini z mitologii celtyckiej i znaczy "królowa demonów". Cat jest od pierwszego imienia, Catriona, nie od kota- uprzedziła potencjalne pytanie, śmiejąc się krótko. -Inna wersja imienia Katherine- dodała, wiedząc, że mało ludzi zdaje sobie sprawę z tego jak wiele różnych jest odmian tegoż imienia.
Wejść do pomieszczenia? To ukróci psom spacer, a ją zapewne oderwie od pospiechu w dążeniu do akademika. Rozejrzała się, dostrzegła rozłożystą wierzbę płaczącą. Wskazała ją dwoma złączonymi, wyciągniętymi palcami, jakby była pracownicą Disneyland'u.
-Możemy pójść pod wierzbę, psy pobiegają a my nie zmokniemy- zaproponowała w kontrze, zamiast zgadzać się na propozycję Coro. -O ile nie będzie padać za długo, czemu nie?- skinęła głową, wsuwając na powrót dłoń do kieszeni, zgadzając się na kolejną z propozycji.
Dlaczego by nie skorzystać? Coro zdawał się być przyjacielski i inteligentny - wszystko, czego można pragnąć w nowym znajomym. I zdawał się wiedzieć więcej na temat topografii uczelni niż Cat, co mogło zaowocować szybszym znalezieniem akademika nawet pomimo przystanku na zabawę z pieskami.
Powoli ruszyła w kierunku drzewa, które wskazała, starając się nie wyprzedzić potencjalnego nowego znajomego nazbyt mocno. Obejrzała się nań, gdy spytał ją o kierunek studiów.
-Ay- potwierdziła ze skinięciem głowy. -Co mnie zdradziło?- wyszczerzyła równiótkie ząbki, ciekawa odpowiedzi.
Mogło być jej kilka wariantów - "Uśmiechałaś się jak dziwak na widok psów." albo "Masz tak rude włosy, że ciężko cię nie zauważyć przy uczelnianych stajniach.", jeśliby wymieniać najbardziej z nich podstawowe.

Catriona MacCance

avatar

avatar
Cytat : Love me like my demon does.

Gif :

Ranga : Jadam sernik z demonami.

Punkty doświadczenia : 26

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : czysta

Narodowość : Szkocka

Pieniądze : 70g

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Aleja wiśni

Pisanie by Coro Purdy on Pią Mar 10, 2017 11:18 pm

- Tak wiem. Te imiona mogą się wydawać dziwne. Przecież sama widziałaś, że psiaki są łagodne jak baranki. Oczywiście jeśli się ma do nich podejście. W innym przypadku potrafią mnie bronić. Chociaż częściej czekają na moje przyzwolenie, by do kogoś podejść, gdyż one są dość nieufne co do nowych osób. – powiedział spokojnie patrząc na Cat. Poza tym już samo to, że Tokyo sam z siebie wyrwał się do dziewczyny mówiło mu wiele o jej charakterze oraz o tym, że musi być to dobra osoba, która nie żywi nienawiści do zwierzaków. I takie zachowanie oraz takie podejście Purdy naprawdę chwalił, także dziewczyna samym już swoim podejściem zaplusowała u Coro, co nie było wbrew pozorom najłatwiejszym zadaniem. Owszem Purdy również zauważył zmieszanie dziewczyny więc przestał ją obserwować gdyż wiedział, że nie wszyscy lubią takie rzeczy. Sam należał do ludzi, którzy woleli być niezauważeni niż świecić na salonach czy też grać tak zwane pierwsze skrzypce. Po czym uważnie wysłuchał wyjaśnień dziewczyny. Cóż na to nie wpadł ale skąd miał wiedzieć, że należała do osób posiadających dwa imiona.
- To co mówisz jest bardzo ciekawe, jednakże znaczenie twojego drugiego imienia może przerażać. Powiem ci szczerze, że teraz po twoim tłumaczeniu nie wiem, które zdrobnienie czy też skrót wybrać. Oba wydają się ciekawe. Pozwolisz, że będę ich używał zamiennie? – zapytał i choć mogło się to wydawać dziwne Purdy nie chciał w żaden sposób urazić dziewczyny czy też sprawić, by czuła się w jego towarzystwie niekomfortowo, lub też zrazić jej do siebie. Miał tylko nadzieję, że dziewczyna nie poczuła już do niego awersji gdyż tego nie chciał. Wiele czarodziejów gdy go widziało oceniało go przez pryzmat jego wyglądu, który zawsze kojarzył im się z czymś złym lub też nieprzyzwoitym. Oczywiście Coro nic sobie z ich opinii nie robił jednak w głębi serca te wszystkie oszczerstwa jakie inni na niego rzucali bardzo mocno go raniły, lecz nigdy się do tego nie przyznawał.
- O to też dobry pomysł. Chociaż nie wiem na ile ta wierzba osłoni nas od deszczu, ale możemy spróbować. Także w sumie jestem za, a pobyt na świeżym powietrzu niewątpliwie mi się przyda, gdyż ostatnie godziny nie były dla mnie super łatwe. – stwierdził zgodnie z prawdą. Po czym wolno ruszył w stronę drzewa. Pamiętał jak jeszcze w czasach swoich studiów chował się pod nim by przemyśleć parę spraw lub też w spokoju pouczyć się do egzaminów. Tak... Purdy miał wiele miłych wspomnień związanych z Uczelnią i miał nadzieję, że kolejny rok już w roli profesora będzie dla niego równie udany jak te lata które spędził tutaj jako student.
- Dlaczego uważasz, że coś musiało ciebie zdradzić. Domyśliłem się tego po twoim podejściu do zwierzaków. Po tym jak się zachowywałaś w ich towarzystwie oraz po tym, że jako jedna z niewielu zamiast od razu wyciągać ręce i głaskać nieznajome psiaki. Także nie rozpatruj tego w kategorii zdrady czy czegoś innego. Po prostu potrafię wiele wyczytać z tego co widzę. – powiedział idąc równo z dziewczyną choć gdyby chciał mógł ją przegonić o kilka długości swoich kroków.

z/t x 2


Catriona + 3PD
Coro + 3PD

Coro Purdy

avatar

avatar
Cytat : Breath it's only bad day, not a bad life

Gif :

Ranga : Personel

Punkty doświadczenia : 77

Punkty Życia : 90

Wiek : 32

Krew : półkrwi

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 80

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Aleja wiśni

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach