Opowiadania Nieromantyczne

 :: Offtop :: Twórczość :: Warsztaty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Opowiadania Nieromantyczne

Pisanie by Catriona MacCance on Nie Mar 19, 2017 10:19 pm

Hm, skoro wszyscy tutaj w pewnym sensie jesteśmy pisarzami - zdecydowałam się podzielić jednym z moich starszych tekstów. Być może zachęcę tym innych, żeby dzielili się własnymi? Oby - nie chcę wyjść na zadufanego dekla xD

"Alicjo."

 -Wykorzystałeś ją.
-O czym ty mówisz, dziewczynko?- ten cyniczny uśmiech nie dawał Alicji spokoju już od dawna; zapamiętała go jako zapowiedź zbliżającej się niegodziwości, równie niemożliwej do opanowania co pożar, liżący jęzorami płomieni pięty śpiących w palącym się domu.
-Nie udawaj. Dobrze wiesz, o czym mówię- błysnęła szarością oczu tak zwinnie, jak doświadczony rzeźnik wymachuje swym nożem zarzynając prosię. -Wyjdź. I nie przychodź nigdy więcej.
-Jestem przyjacielem twoich rodziców i na ich zaproszenie przybyłem. Twoje fanaberie wiele nie znaczą- krótki śmiech przeciął powietrze.
-Wykorzystałeś ją! Zepsułeś! Zniszczyłeś!- podniosła głos, a on zmarszczył brwi, niezadowolony z hałasu, który dobywał się z nastoletniego gardła w postaci chrapliwych słów wypełnionych po brzegi bezradną wściekłością.
-Co ty gadasz?- warknął.
Odzyskał fason już w chwilę później – przecież wrogiem było dziecko, dziewczynka godna jedynie zlekceważenia.
-Słyszałam cię w jej pokoju w nocy. Wszystko słyszałam – wysyczała, zupełnie jak jej koteczka w swoje gorsze dni.
Zaśmiał się niegłośno, tak rubasznie i nieprzyjemnie. Alicja, czując zimny dreszcz biegnący w dół pleców, cofnęła się o krok. Brzydziła się i bała zarazem.
-Głupia! Pewnie siostra mówiła przez sen- odparł z widocznym zadowoleniem.
Perfekcyjnie to wymyślił, w każdym calu perfekcyjnie.
-Musiałaby mieć naprawdę niski głos i naprawdę dziwne sny, żeby wydawać takie odgłosy.
-Kto wie, o czym śni twoja siostrzyczka?- prychnął wypluwając przepełnioną bezczelnością odpowiedź. –Zważ też, że nie skarżyła się ani tobie, ani nikomu innemu. Więc dlaczego szukasz winnego, dziewczynko?
-Nie szukam. Już go mam. Pozostała jedynie sprawa kary- odparła beznamiętnie, widząc jak jego mur obronnej niewiedzy zaczynał się kruszyć.
Chwycił ją za ramiona, a ona zaczęła wrzeszczeć, jakby zobaczyła samą Śmierć Kostuchę na swym dzielnym, czarnym rumaku. Mężczyzna potrząsał drobnym, kościstym ciałem kilkunastolatki – gdy tylko zrozumiał, co robi, cofnął ręce – dziewczynka, wciąż krzycząc, szła tyłem, gdziekolwiek, na oślep, byle tylko dalej od potwora. Wpadła wprost na swego ojca, a ten patrzył na nią, zdziwiony – przecież Alicja zazwyczaj była taka rozsądna, może troszkę zbyt żywiołowa, może i w gorącej wodzie kąpana, ale wiedziała jak zachować się przy przyjaciołach domu.
-Co się dzieje?
Alicja już nie krzyczała. Schowała się pod opiekuńczym skrzydłem matki. I wpatrywała się obcemu prosto w oczy, ze strachem tak wyraźnym, jakby wydrukowanym czarną, wyraźną czcionką na jasnym czole.
Korzystając z pierwszej sposobności uciekła na piętro. Parapet okna ponad frontowymi drzwiami, ciężka, mosiężna lampa o zdobnym kloszu w dłoni i oczekiwanie, aż w zasięgu potencjalnie morderczego przedmiotu znajdzie się ten, który zasługiwał na milion zmartwychwstań oraz milion plus dwie śmierci.
-Alicjo, co ty robisz? Zejdź stamtąd- westchnęła Róża, podchodząc do młodszej siostrzyczki.
Zabrała młodszej z pieszczoszek lampę, aby zwrócić jej ciężar ustalonemu miejscu na półce przy łóżku. Poruszała się zwyczajnie, po swojemu, z tą charakterystyczną dla dojrzewającej dziewczyny niezdarnością połączoną w jednym ciele z gracją dorastającej kobiety.
-Wiem, co on ci zrobił. Zabiję go, bo ty nie masz odwagi się przyznać- dziewczynka śledziła wzrokiem jasne dłonie siostry, a Róża zatrzęsła się na słowa Alicji jak ostatni jesienny listek na silnym wietrze, tak bliski poddania się. Młodsza siostrzyczka niezgrabnie ją przytuliła, obiecując obłudnie, bo sama jeszcze nie miała co do tego pewności, że napewno będzie dobrze, że przecież musi się ułożyć…
Noc, jak zawsze, była ciemna, i sposób, w jaki obejmowała swoje potępione dzieci mroku, lubiące czaić się pod dziecięcymi łóżkami, nie dodawały Alicji odwagi. Jednak dziewczynka nie pozwalała jej sobie odebrać. Przyczajona, z kuchennym nożem zamkniętym klatką palców, w korytarzu zaczernionym godzinami była bezpieczna. Trzymała nóż niezręcznie - od gotowania mieli kucharkę. Ani ona, ani jej siostra, nie musiały uczyć się tak prozaicznych czynności jak sprawne, szybkie krojenie.
Skulona w kącie, między niskim kredensem z ozdobnymi naczyniami a ścianą, czekała na niechcianego gościa. Nie drżała, nie czuła się niepewnie. Bała się jedynie, że coś nie wyjdzie i ten mężczyzna znów dotknie Róży. Tego by przecież żadna z nich nie przeżyła po raz kolejny. Nie wiedziała nawet, czy on się pojawi – była natomiast pewna, że wiele nocy jest w stanie poświęcić. Mocniej zacisnęła palce lewej dłoni na łapce białego pluszowego królika, równie mocno, jak zaciskała prawą dłoń na rękojeści swojego miecza, którym, niczym rycerz, miała wkrótce obronić niewinnych przed uciskającymi ich tyranami. Wyznaczyła sobie za zadanie zabicie smoka pożerającego dziewice - będzie kilkunastoletnim rycerzem w nocnej koszulinie z falbanką u dołu i lśniącym warkoczem pszenicznych włosów przewiązanym wstążką.
Cichutkie skrzypnięcie drzwi, jeszcze cichsze postękiwanie schodów pod czyimś dorosłym, nikczemnym ciężarem. Alicja mimowolnie jeszcze mocniej zacisnęła paluszki, tak bardzo, że zbladły sterczące kostki knykci, a opuszki lekko mrowiły tam, gdzie przytulały się tak ściśle do rączki noża. Oczy zwęziły się nieco w skupieniu, połyskiwały leciutko w mroku, już doń przystosowane - dziewczynka widziała wszystko, może nie ze szczegółami, ale odróżniała poruszającą się w czerni ciemniejszą niż sama noc sylwetkę człowieka.
Klucz w dłoni.
Szczęknięcie zamka, przez które Alicja stała się podejrzliwa - strachliwa Róża nienawidziła, kiedy jej drzwi były zamknięte - najchętniej sypiałaby przy uchylonych lub nawet otwartych na oścież. Więc czemu wtedy, tak nagle, zostały zamknięte? Czyżby nie chciała dzielić się wpadającym do jej sypialni blaskiem księżyca?
Kiedy tylko mężczyzna znalazł się w zasięgu Alicjowej dłoni dziewczynka dźgnęła go prosto w tył kolana, wsuwając ostrze w jego ciało szybko, sprawnie i tak głęboko, aż opór stawu wstrzymał ruch ostrza. Cofnęła natychmiast dłoń, pociągając nią nóż z powrotem ku sobie. Czuła coś ciepłego spływającego po ręce; zobaczyła jak ciemna kropla skaziła futerko królika. Mężczyzna nie wydał żadnego dźwięku, zbyt zaskoczony niespodziewanym atakiem, i runął tylko, z głuchym łoskotem, na lśniące drewno podłogi brudząc je krwią. Rycerz w nocnej koszulinie, stojący przed leżącym w kałuży krwi smokiem na otwartej przestrzeni zielonej łąki. Trawy falują, dzieląc się z łagodnym wiaterkiem, swoim subtelnym zapachem; nieliczne puchate, białe chmurki na niebie przesuwają się jak stado czyściutkich po ciepłym, letnim deszczu, baranków. Gdzieś, zza jakiegoś przyprószonego śniegiem, miękkiego stoku, wygląda nieśmiało poranne słońce, rzucając pełne blasku i zwycięstwa promienie na świat. Ono wie, że sprawiedliwości stanie się zadość. Rycerz w nocnej koszulinie wskakuje na smoka, mieczem wymierzając ciosy kończynom gada, kiedy ten chce go z siebie strącić. Widzi długą szyję zwierzęcia, ale wie, że mieczem nie utnie mu głowy, a tylko częściowo urąbany łeb nie wygląda estetycznie nawet odrobinę tak estetycznie, jak głowa tocząca się gdzieś po trawie czy słomie u stóp katowskiego pieńka. Rycerz w nocnej koszulinie wymierza cios pomiędzy żebra potwora pożerającego dziewice, a za nim sypią się kolejne ciosy sięgające przestrzeni między żebrami kreatury oraz jej brzucha.
Alicja siedziała okrakiem na dogorywającym mężczyźnie. Jasny warkocz miała lekko zachlapany ciepłą, płynną mazią z jego żył, a dłonie nią uwalane trzymały wciąż dwa relikty. Biały królik, z jedną czerwoną plamą na czole oraz zakrwawiony aż po rękojeść nóż, który przed chwilą wyciągnęła z serca ludzkiego potwora.
W drzwiach swojego pokoju stała Róża, oniemiała, z łzami cieknącymi po policzkach z bliżej nieokreślonych przyczyn - chodziło o to, że siostra zamordowała, czy może o to, że morderstwem ją uratowała, pomściła hańbę? Nadbiegli rodzice dziewczynek i nie wiedzieli co w zastanej scenie było dla nich największym szokiem – to, że ich młodsza córka zabiła czy może fakt, że ten mężczyzna, ich przyjaciel, był u nich w domu w samym środku cichej nocy, a w bezwładnej jeszcze przed jego śmiercią, odciętej niemal do połowy kuchennym nożem, dłoni trzymał klucz do pokoju starszej z córek?
Rycerz w nocnej koszulinie winszuje - zabijając nędzną kreaturę zwrócił czystość wszystkim pożartym dziewczętom.
Jedenastoletnia dziewczynka spowita w szorstkie szarości sukienki i, tak odmiennie, delikatne rajstopki barwy śniegu wykończone na stopach lśniącymi wypastowaną czystością lakierkami, których paseczki przecinały biel jej stopy na pół, jak okopcony most nad rzeką mleka, stała, czekając na wyrok dorosłych w swojej sprawie. Dookoła szumiały głosy wypowiadające niezrozumiałe dla niej słowa - a może zrozumiałe aż zanadto? Przecież to nie było morderstwo, ani tym bardziej krwawa rzeź - musiała bronić siostry, czy nikt tego nie rozumiał? Dlaczego nikt nie chciał słuchać tłumaczeń Alicji?
Skubała skórkę przy paznokciu serdecznego palca lewej dłoni - w dolinie między ciepłym ciałem a twardszą, chroniącą opuszki, tkanką zastygła cieniutka wstążeczka krwi. Alicja nie wiedziała czy jest to jej własność, czy może mężczyzny-przyjaciela rodziców. Przyglądała się swoim rękom, schludna, z okrągłym kołnierzykiem otaczającym szyję i czyściutkimi, świeżo wysuszonymi po przymusowym myciu, włosami, które lekko zawijając się w łagodne fale opadały jej na ramionka. Czarną wstążką obwiązali głowę Alicji jak opaską, gładko zaczesując prosto, jak od linijki, ściętą grzyweczkę.
Dorośli zdali sobie nagle sprawę z jej obecności. Nagle znalazła się w centrum ich spojrzeń i milczenia, jakby każdy z nich zadawał sobie na nowo pytanie: czy to dziecko jest czemuś winne i czy w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, że człowiek zabity jest martwy już tak na śmierć. Padło polecenie, zgodnie z którym Alicja powędrowała na piętro, do swojego pokoju, aby tam czekać bezproduktywnie na decyzję dotyczącą jej dalszego losu.
Nie było wątpliwości co do faktu miarowego pożerania niewinności Róży przez smoka - mężczyznę, uchodzącego za przyjaciela domu, jednak nie dało się zaprzeczyć trupowi, odwiezionemu gdzieś do jakiejś kostnicy w środku nocy, że jest martwy.
Róża postanowiła, tak dzielnie, że odwiedzi siostrę. Wymknęła się ze swojego pokoju i zastukała cichutko do drzwi pokoju Alicji w wymyślonym przez nie tajnym kodzie, dzięki któremu wiedziały, że to siostra, nie kto inny, stoi u wejścia.
Alicja siedziała na łóżku, prosta, sztywna i, jak to u niej przeważnie bywało, poważna. Jednak jej powaga była inna niż zazwyczaj - nie marzycielska, spokojna, a zachwiana i jednocześnie dziwnie zacięta.
-Alicjo!- szepnęła rozpaczliwie, przywitana siostrzaną ciszą .-Boisz się?
-Nie wiem- brzmiała zdawkowa odpowiedź która dała początek chwili niezręcznego milczenia.
-Dziękuję… Umierałam przez niego za każdym razem, po kawałeczku- Róża usiadła koło siostry, marszcząc nieskazitelnie zaścieloną narzutę.
Dlaczego kiedy Alicja siedziała na swoim łóżku, to narzuta nie burzyła się?
-Ja umierałam razem z tobą- odparła po chwili młodsza z dziewczynek. -Obie wiedziałyśmy, że rodzice nie uwierzą.
-Więc sama coś poradziłaś- spuściła głowę Róża, nie mogąc powstrzymać lekkiego uśmiechu tryumfu.
Kiedy Alicja miała zostać sprowadzona na parter do jej pokoju przyszła matka dziewczynek. Zastała Różę siedzącą ze skrzyżowanymi jak u Turka nogami i młodszą z córek skuloną, z jasną główką leżącą na kolanach starszej. Kobieta odwróciła wzrok, przytłoczona świadomością, że jedenastolatka, którą tak długo chowała pod spódnicą, której blond loki tak uwielbiała, potrafiła zabić dla siostry. Z jednej strony nie rozumiała, w jaki sposób takie dziecko uniosło nóż na kogoś innego - w jaki sposób wpadło na podobny pomysł? - z drugiej strony natomiast podziwiała oddanie i siostrzaną więź.
Sprowadziła Alicję na dół, a na górze Róża umościła się na parapecie przyciskając nos do szyby i modląc się, aby darowano siostrzyczce ten występek. Przecież to, co uczyniła, było dobre.
-Zdecydowaliśmy się wysłać cię do miejsca, w którym dojdziesz do siebie- poinformowała Alicję łamiącym się głosem matka.
Dziewczynka popatrzyła jej w oczy.
-Nic mi przecież nie jest.
-Zabiłaś.
-Więc to komu innemu coś jest.
-Alicjo- ostrzegł ją przed dalszą dyskusją ojciec, dziwnie łamiącym się, proszącym głosem.
Dziewczynka natychmiast zamilkła.
Z okna miała widok na czarne auto - widok ten sprawił, że coś w żołądku Alicji zaczęło tańczyć walca, a deski usunęły się spod stóp kiedy zobaczyła niedużą walizkę, w której, najpewniej, były jej rzeczy.
Przylgnęła do samochodowej szyby, przyglądając się siostrze siedzącej w oknie jej dotychczasowego pokoju. Wzrok Alicji był pełen paniki, jakby nagle wpadła do rwącej, głębokiej rzeki. Takim spojrzeniem badała na nowo świat wokół, chwytając się nim rodziców jak ostatniej deski ratunku. Jednak oni siedzieli na przednim siedzeniu w kompletnym milczeniu, nawet się nie oglądając.
Widząc szary mur szpitala i opuszczony budynek pośrodku pustkowia Alicja zsunęła się z fotela, aby wcisnąć w kącik na podłodze.
Rycerz w nocnej koszulinie zginął w mężnej bitwie z wodą - utonął.

Catriona MacCance

avatar

avatar
Cytat : Love me like my demon does.

Gif :

Ranga : Jadam sernik z demonami.

Punkty doświadczenia : 26

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : czysta

Narodowość : Szkocka

Pieniądze : 70g

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Offtop :: Twórczość :: Warsztaty

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach