Colette Tomiczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Colette Tomiczny

Pisanie by Colette Tomiczny on Sro Lis 16, 2016 4:49 pm

Colette Tomiczny

Informacje


19 lat25 Kwietnia 1997PolakBeauxbatonsPatronus: Mały smokBogin: Wendigo

Aparycja


1, 82 m73 kg

Colette jaki jest każdy widzi. Nie narzeka na swój wzrost ani wagę, jest raczej smukłym mężczyzną i panuje nad swoja tkanką mięśniową na tyle, by nie przypominać skórzastej folii bąbelkowej. Nad czupryną półdługich, brązowych włosów zawsze stara się panować, choć wyjściowo jest on... Blondynem. Ba, jego włosy i brwi (i reszta owłosienia na ciele – tak, TAM TEŻ) naturalnie bliżej są barwy srebra niż złota, ale z racji tego, że przez swoja specyficzną urodę, różnobarwne tęczówki i jeszcze srebrzyste włosy dorobił się w maleńkości wyzywania od „elfów”, postanowił zaklęciem pozbyć się przynajmniej jednego z dokuczających mu problemów. Co jakiś czas, kiedy włosy odrastają, natychmiast odnawia zaklęcie i pilnuje, by nikt nawet nie wyobrażał go sobie z inną fryzurą.

Tomiczny? To ten taki dłuuugi... No i ma kolorowe oczy. Co? Nie, nie normalnie kolorowe. On ma przemieszane. W kratkę? Sam jesteś w kratkę. No jedno oko ma inne a drugie inne. Skąd mam wiedzieć czemu? I dziurę w policzku, jakby sobie pieprzyka zdrapał. I tak dziwnie chodzi, trochę jak panienka, ale nie mów mu, bo się zirytuje. Zawsze się irytuje jak mu to mówię. Albo jak mu farba na oczy skapnie. Jaka farba? No do włosów. Ale cicho, tego też nie wiesz...
- Clotilde Coletti

Jest zadbany, raz w życiu zapuszczał wąsa dla sprawdzenia czy nie będzie wyglądał jak pedofil, ale nie wspomina tego epizodu zbyt dobrze, bo koleżanka z akademika o mało nie zamordowała go golarką. Dlatego nie dopuszcza do tego, by jego facjatę opanował nawet lekki, kilkudniowy zarost.


Jak to nie wiesz, który to? Mojego wzrostu, nigdy nie jest sam. Jak go raz zobaczysz, to bez problemu zapamiętasz i będziesz się czuł, jakbyś znał go od dawna. Jak się uśmiecha, to jakby dostał dziesięć galeonów, to pewnie przez tą sznytę na ryju…. Wpadł pod hipogryfa, czy tam matka go biła, nigdy nie pamiętam. W każdym razie ma wyszczerz od ucha do ucha, dosłownie. A jak już podejdziesz bliżej to możesz zauważyć, że ma różne oczy. Chociaż i bez tego już byś go rozpoznał, gwarantuję.
- Finta Mészáros

Znaki szczególne:
- heterochromia iridis, ma oczy w dwóch różnych kolorach: lewe jest brązowe, a prawe – zielone,
- kiedy był bardzo mały miał wypadek na miotle i po wpadnięciu w wysokie i ostre krzaki dorobił się blizny na twarzy. Nie jest to nic poważnego i blizny praktycznie nie widać, ale przez to, że tkanka dziwnie się zrosła, to podczas uśmiechania się w jednym z jego policzków pojawia się charakterystyczny dołeczek. Większość znajomych mówi, że wygląda dzięki temu jak „zadzior”,
- nosi na szyi prosty srebrny krzyżyk, który dostał do mamy zanim odeszła.

Charakter


Colette w kontaktach z ludźmi:
Colette to prawdziwy pozytywista, który czerpie ze swojej egzystencji niekłamaną przyjemność – cieszy się z  najdrobniejszych darów sprezentowanych przez życie, a dla ludzi, którzy go szanują potrafi być niezwykle hojny i nieustannie pilnuje, by nikt się z nim nie nudził. Jeśli zależy mu na znajomości z kimś, potrafi się dostosować do jego osobowości i zjednywać go sobie w wyjątkowo ostrożny i pełen wyczucia sposób. Nie lubi milczeć, jeśli przyjaźń nie jest wystarczająco długa, to jest przekonany, że milczenie jest oznaką tego, że niewystarczająco dba o dobre samopoczucie osób, które z nim przebywają – najczęściej wtedy zaczyna, dla polepszenia atmosfery, robić z siebie coraz większego błazna. Jest ekstrawertykiem, więc nieco dusi się przy ludziach introwertycznych, ale lubi towarzystwo prawie wszystkich, więc jego akumulatory ładuje nawet melancholia związana z kontaktami z ostojami spokoju.
Ubóstwia starać się o kogoś. Nie lubi dostawać wszystkiego za łatwo, ma wole walki o ważnych dla siebie ludzi i siłę, by udźwignąć bardzo dużo przeciwności. No i zna siebie na tyle, że wie, iż jeśli się postara, to mocniej będzie szanował kogoś, dla kogo się wysilił.
Nie cierpi za to, kiedy otwarcie się go wykorzystuje i traktuje jak ślepego debila – wtedy robi się albo nadmiernie wycofany i zamyka przed taką osobą na cztery spusty, albo daje upust agresji słownej – tego drugiego jednak częściej żałuje, więc woli trzymać się od takich ludzi z daleka. U innych nielubi robienia z siebie królów dramatu, toksyczności i wywyższania się. W sobie za to najbardziej nie cierpi tego, że jest na swój sposób wiecznie głodną atencji dziwką. Nie specjalnie się nawet z tym kryje.

Colette vs. Problemy:
Colette... ucieka od swoich problemów. Głównie utrzymuje, że ich nie ma albo po prostu wstyd mu, że tak trywialne sprawy spędzają mu sen z powiek. Zwłaszcza w obliczu głodu na świecie, bezdomnych, wojen, zaraz, niepełnosprawności i zaraźliwej głupoty. Nie sprawia to oczywiście, że ma siebie za orędownika świata i z racji tak udanego życia osobistego z dobrej woli pomaga wszystkim uporać się z ich kłopotami. Nie. Pomoże, owszem, ale nie każdemu, nie natychmiast i nie ze wszystkim. Zwłaszcza, że niczego tak nie lubi jak „niedźwiedzich przysług”, więc zwykle jest przy takich aktach bardzo ostrożny.
Sam unika wewnętrznego bólu poprzez ucieczkę, bo wierzy, że w ruchomy cel ciężej jest trafić. Przede wszystkim w konfrontacji z melancholią, dołkiem czy niewytłumaczalną złością, ucieka do ludzi, do tłumów, pryska zająć się czymś szybko i mocno, dlatego zawsze bierze na siebie tyle zadań i zobowiązań. Ma się za szczęśliwego człowieka i jego życie jest definitywnie czymś, za co mógłby umrzeć.

Colette jest:
- przede wszystkim bardzo wymagający, głównie wobec siebie. Wszystko musi robić lepiej, szybciej, mocniej, bardziej. Nie robi tego jednak dla konkurencji, ale dla samodoskonalenia, dlatego nieszczególnie obnosi się ze swoimi sukcesami - ba! - większości jego projektów świat nawet nie widział. Jednak dobija go to, że jego wielkie pomysły prawie zawsze są przez niego na koniec szufladkowane, jako „nie wystarczająco dobre”.
- romantykiem. Będzie nosił róże w zębach, tańczył przy świetle księżyca, wymyślał najróżniejsze scenariusze na rozbudowane i wielopoziomowe randki, obdarowywał swoją drugą połówkę i rzucał jej świat do stóp. Ten specjalny ktoś zawsze będzie jego muzą i kimś, przy kim cały kosmos kurczy się i przyjmuje ludzkie kształty. Jednak pomimo tego, że u Colette bycie „zaborczym” zawsze objawia się w bardziej ujmujący niż niebezpieczny czy maniakalny sposób, to jest człowiekiem bardzo zazdrosnym. Będzie się jednak starał pozostawić drugiemu człowiekowi dużo swobody, której i on oczekuje.
- bardzo pewny siebie. Wie co potrafi i do czego jest zdolny, więc śmiało zabiera głos w tematach, które go interesują i jeszcze śmielej podejmuje się pracy na płaszczyźnie, na której się zna. Istnieje prawdopodobieństwo najechania mu na ambicje, ale po pierwszym wybuchu oburzenia Tomiczny zawsze kasa rękawy i idzie się doskonalić.
- pilnym uczniem, ale z racji tego, że sam wytrwale ucieka przed cierpieniem to ma naprawdę bardzo duże problemy ze zrozumieniem cierpienia innych. Nie używa pustych frazesów, mających na celu pocieszenie kogoś, zdecydowanie łatwiej mu po prostu posiedzieć i pomilczeć. Albo zrobić coś. Albo... Cokolwiek. Dlatego nie rozumiał i chyba nigdy nie zrozumie samobójców, ludzi którzy się okaleczają czy choćby takich, którzy w chwili doła zagrzebują się w kołdrze i słuchają smutnej muzyki.
- bardziej woli żałować, że coś zrobił, niż że tego nie zrobił. Dlatego poziom durnowatości i śmiałości składanej mu propozycji jest wprost proporcjonalny do długości czasu, który zajmie mu dotarcie na miejsce, skąd wszystko ma się zacząć.

Plany i ambicje


Co Colette potrafi:
- jest mistrzem tańca towarzyskiego i bezapelacyjnie wymiata na parkiecie. Głównie dlatego, że w Beauxbatons była to najmniej pedalski przedmiot do wyboru – poza nim miał jeszcze śpiew albo grę na dowolnym instrumencie, a trzeba przyznać, że jest zupełnie ana-muzykalny. „Ana” od „anal” czyli zupełnie do d...,
- mówi biegle po polsku i po francusku, pierwsze przez tatę, a drugie przez mamię,
- ma talent do run i łączy z nimi swoją przyszłość.

Co Colette chciałby potrafić:
- z racji tego, że w przyszłości chce zostać znanym wynalazcą artefaktów magicznych różnej maści, nieustannie powiększa swoją wiedzę z dziedziny run oraz zaklęć i uroków,
- ponadto chce wiedzieć więcej o magicznych stworzeniach z racji tego, że części ich ciała czy ich wydzieliny organiczne mogą być naładowane magią przydatną do tworzenia artefaktów,
- na koniec wszystko zamyka jego pęd do chęci robienia amuletów.

Egzamin wstępny





Ostatnio zmieniony przez Colette Tomiczny dnia Czw Gru 01, 2016 8:12 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________
Come closer.

Colette Tomiczny

avatar

avatar
Cytat : I am a GREAT MAN and one day If you are very lucky I might even be a GOOD ONE.

Gif :

Ranga : Smok Katedralny

Punkty doświadczenia : 34

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Polak

Pieniądze : 78 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Colette Tomiczny

Pisanie by Colette Tomiczny on Pon Lis 21, 2016 1:00 pm

PODANIE NA PÓŁ-WILLE Z BASENEM


Jakiż to chłopiec piękny i młody?
Jaka to obok dziewica?
Brzegami sinej Świtezi wody
Idą przy świetle księżyca.

Ona mu z kosza daje maliny,
A on jej kwiatki do wianka;
Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,
Pewnie to jego kochanka.


Minęło dwadzieścia jeden lat odkąd Aleksander Tomiczny, w stanie upojenia alkoholowego zdecydował się odłączyć od towarzyszy zabawy i omal nie wpadł do jeziora Żarnowieckiego, bajecznie potykając się o wystające korzenie rozłożystych drzew. Był już późny wieczór, niebo zakryła szaruga, ale ze wszystkich stron rozbrzmiewała muzyka i hałas dziesiątek tysięcy głosów buczących jak pszczoły w ulu. Zabawa powoli dobiegała końca, jutrzejszego popołudnia wszystko umilknie i ludzie rozjadą się z powrotem po całej Polsce, a on wróci wreszcie do domu, nawet jeśli miał stąd do niego nie więcej niż godzinę spacerem. Wymyślił sobie spanie pod chmurką, ale w zamian za to różdżkę dla bezpieczeństwa zostawił w domu. Różne rzeczy w końcu wpadały mu do głowy, kiedy tak leżał na trawie, rozwalony w mało komfortowej pozycji i starał nakłonić niebo do zaprzestania wirowania. Nic nie mógł zdziałać bez różdżki, ale nawet bez niej czuł się królem świata – i ten stan miał się utrzymać aż do ponownego ujrzenia swojego nadtrawionego śniadania najdalej za parę godzin.
Albo do momentu, w którym na powrót poczuł się głupi i malutki, pochwycony na trawie przez parę soczyście zielonych oczu. Dziewczyna była śliczna, jej filigranowe, kobiece ciało okrywała kolorowa tunika i krótkie, jeansowe spodenki odkrywające niemal w pełni kuszące długie nogi, aż do drobnych stóp zaplątanych w rzemienie sandałek. Długie i srebrzyste - a w braku światła nieomal białe! - włosy złapała w gruby, luźny warkocz układający się na jej ramieniu. Wyrwało się spod niego kilka kosmyków, które okalały jej twarz. Jednego z nich, przyklejonego do kącika jej ust, akurat odgarnęła, poprawiając przy okazji wianuszek z kwiatów, który wyglądał na jej skroni jak korona.
Nie powinieneś leżeć tu tak całkiem sam. Wracaj do przyjaciół, powiedziała.
Ale Alexander Tomiczny nie potrzebował już przyjaciół.
Nie potrzebował już nikogo prócz Niej.


Każdą noc prawie, o jednej porze,
Pod tym się widzą modrzewiem.
Młody jest strzelcem w tutejszym borze,
Kto jest dziewczyna? - ja nie wiem.

Skąd przyszła? - darmo śledzić kto pragnie,
Gdzie uszła? - nikt jej nie zbada.
Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie,
Jak ognik nocny przepada.


Spotykali się codziennie. Jeśli tylko Aleksander miał wolną chwilę, to natychmiast udawał się nad jezioro i spędzał czas z piękną dziewczyną. Enola - tak miała na imię; pochodziła z Francji i zdawała się mieć na własność cały czas świata; zawsze będąc, zawsze czekając. Zupełnie jakby nie miała innego domu, czy innych znajomych. Pytana zawsze uciekała od tego tematu, odciągała uwagę rozmówcy dzieląc się z nim tajemnicami natury. Potrafiła czarować tak, jak on. W jej rękach nawet zwiędłe kwiaty ożywały, a zwierzęta wszelkiej maści lgnęły do niej ufnie jak do księżniczki z bajki. Miała piękny głos, który tylko On mógł słuchać, kiedy do późnego wieczora przesiadywali przy ognisku, a ona układała zmęczoną głowę na jego ramieniu.
Lato minęło szybciej niż kiedykolwiek, liście zżółkły, a on znał już wszystkie jej piosenki i wszystkie ulubione leśne ścieżki, które rychło przykrył biały puch. Ona wiedziała o nim wszystko, a on o niej prawie nic, choć jej zdaniem jego wiedza była niezmierzona.
”Wiesz, którą dłonią częściej odgarniam włosy z oczu. Wiesz kiedy mam nastrój do śpiewu, a kiedy chce po prostu przy tobie pomilczeć. Wiesz już jak wypowiadać moje imię tak, by było bezpieczne w Twoich ustach.
Wiesz już wszystko.„

Ale on był inny od niej, zawsze chciał wszystkiego więcej, mocniej bardziej, i kiedy liście na nowo zabarwiły się zielenią, on padł przed nią na kolana i poprosił o jej serce. Nikt nie widział tego jak zakryła dłonią swoje usta, różowawe tak delikatnie jakby malujący je artysta dodał do farby za dużo wody. Jak wiatr poruszył gałęziami drzew i promienie słońca zaigrały czarująco na jej bladej skórze. Ani jak wsuwał na jej palec pierścionek zrobiony z giętkich gałązek powiązanych cieniutką nicią, w którym diament stanowiła czerwona jarzębina. Na zawsze Ona miała być Jego, a On – Jej. Przypieczętowali to setkami pocałunków, którymi On pokrył całe Jej ciało, a Ona - całą Jego duszę.
Umowa została zawarta, a jej pieczęć już dojrzewała.


"Powiedz mi, piękna, luba dziewczyno,
Na co nam te tajemnice,
Jaką przybiegłaś do mnie drożyną?
Gdzie dom twój, gdzie są rodzice?

Minęło lato, zżółkniały liścia
I dżdżysta nadchodzi pora,
Zawsze mam czekać twojego przyjścia
Na dzikich brzegach jeziora?

Zawszeż po kniejach jak sarna płocha,
Jak upiór błądzisz w noc ciemną?
Zostań się lepiej z tym, kto cię kocha,
Zostań się, o luba! ze mną."


W teorii czarodzieje mogli wiązać się ze stworzeniami, które osiągnęły statut Istot, ale nie wszędzie było to dobrze przyjmowane, a zwłaszcza nie w małym, ale ciepłym zazwyczaj domu gdzieś w Czymanowie. Ciężko było dla Aleksandra znieść i patrzeć jak Ona znosi reakcje jego rodziców, ani to jak obronnym gestem obejmuje swój brzuch. Jeszcze wtedy nie podejrzewał co było tym „najpiękniejszym prezentem” jaki mu obiecała. On swojej obietnicy nie mógł jednak wypełnić – rodzice wzgardzili zarówno możliwością błogosławieństwa, jak i śmiesznym, naprędce skleconym pierścionkiem. Ślubu nie było, a przynajmniej nie dla świata.


Aleksander chciał zamieszkać razem z Enolą w drewnianym domku na skraju lasu, znaleźć jakąś godną pracę i zapewnić jej bezpieczeństwo. Ale ona, o ile mogła spędzać z nim czas całe dnie, śpiewać, rozmawiać i tańczyć, o tyle wizja zamknięcia w domu z bali i poświęcenia czasu prozaicznym czynnościom codzienności do głębi ja przerażało. Nie tak w końcu wychowywało się dzieci u nich. U wil. Trzeba to było robić z dala od ludzi, blisko natury, do której należały; a nie na jej skraju, daleko, za martwym drewnem i szybą. Kochankowie zaczęli się ze sobą sprzeczać, Alexander miał coraz większe problemy ze znalezieniem pracy odkąd odciął się od rodziny, a Enola zaczynała coraz częściej znikać i na coraz dłuższy czas. Im bardziej rósł jej brzuch, tym rzadziej czarodziej mógł przytulać do niego czoło i tym jego ukochana robiła się jakby dziksza. Nie rozmawiali już tak często, a jej cichy śpiew nie był przeznaczony już tylko dla niego. Sytuacja zaostrzała się podczas pełni, kiedy ukochana potrafiła znikać w lesie nawet na trzy dni i noce kompletnie bez wieści, nie odpowiadając na nawoływania i nie dając żadnych znaków życia, by powrócić czwartego dnia i zachowywać się jakby zupełnie nic się nie stało. Któregoś razu nie wróciła ani czwartego dnia, ani piątego, ani po dwóch tygodniach. Aleksander szalał z rozpaczy, zabierał przyjaciół wgłąb niezbadanego boru, by pomogli mu szukać ukochanej, modląc się, by nikt nie potknął się o jej martwe, rozłożone na trawie ciało. Bił na alarm w ich małym miasteczku, pytał ludzi, rozwieszał zdjęcia i prosił o kontakt w razie spotkania Enoli. Kiedy jednak wrócił po tym do domu ona już tam na niego czekała i tym razem stało się dużo.


Miała być dziewczynka. Maleńka urocza dziewczynka, podobna do mamy, która miała łapać w sidła swoich ślicznych oczu zagubionych młodzieńców i zwodzić ich na ścieżki, które uważała za im przeznaczone. Miała mieć srebrne i miękkie włosy, słowiczy głos, gładką, pozbawioną skaz skórę i filigranową budowę ciała – nawet mimo kalającej ją, ludzkiej krwi. Można by pomyśleć, że wszystko się zgadzało, z tym, że zamiast dziewczynki był chłopiec.


- Ale, Enolo! - krzyknął Aleksander, bezradnie trzymając drzemiące dziecko w rękach i spoglądając na piękność, która zatrzymała się w drzwiach jego domu. Ich domu.
- Przepraszam. - odbiła drżącym głosem, spoglądając na zawiniątko jak na coś zupełnie obcego. - Ale to chłopiec. Ja nie umiem...
Chłopcy zwykle się nie rodzili.
- Zawsze będę obok. - zapewniała, ujmując twarz ukochanego w dłonie i przyciskając swoje czoło do jego. - Tu, zawsze obok. Będę was pilnować. Ale ty musisz go wychować. Ja nie mogę... Nie potrafię... - głos jej się łamał niemal równie mocno co kolana Aleksandrowi tamtego dnia.
Miało nie być trudno, dziecko miało być tak cudowne, że zjednywać mogło sobie wszystkich – nawet dziadków, którzy przez tak długi czas mieli problem z jego zaakceptowaniem. I od samego początku, z przyczyn łączących ich więzi trudnych do zrozumienia dla ludzi, rozumiało decyzję rodzicielki i było tym, kto pocieszał i pomagał.
Ah, i było jeszcze coś.
- Czekaj. - rzuciła naprędce tamtego dnia, kiedy Aleksander chciał odłożyć rozbudzone dziecko na łóżko i objąć ukochaną na pożegnanie. Zdjęła z szyi srebrny łańcuszek z prostym, niczym nie wyróżniającym się krzyżykiem, po czym ułożyła je na piersi dziecka. - Niech to nosi. Powiedz mu, że to ode mnie.


”Ciągle mów mu, że to ode mnie.”

_________________
Come closer.

Colette Tomiczny

avatar

avatar
Cytat : I am a GREAT MAN and one day If you are very lucky I might even be a GOOD ONE.

Gif :

Ranga : Smok Katedralny

Punkty doświadczenia : 34

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Polak

Pieniądze : 78 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Colette Tomiczny

Pisanie by Finta Mészáros on Czw Gru 01, 2016 9:40 pm

Niniejszym akceptuję pierwszą kartę postaci i pierwsze podanie na naszym forum!

_________________

Finta Mészáros

avatar

avatar
Cytat : Jeśli przestrzegasz wszystkich zasad, omija cię cała zabawa.

Gif : .

Ranga : Człowiek z ulotki

Punkty doświadczenia : 160

Punkty Życia : 98%

Wiek : 21

Krew : Półkrwi

Narodowość : Węgier

Pieniądze : 43G i coś

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Colette Tomiczny

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach