Składzik (III)

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Składzik (III)

Pisanie by Veneficium on Pią Paź 21, 2016 10:37 pm

Najbardziej magiczne pomieszczenie całego budynku. To tutaj znajduje się sprzęt wykorzystywany sportowo przez studentów i niewykorzystywany przez nikogo -
a jest go naprawdę dużo. Szafy pełne mioteł, półki zawalone piłkami, gdzieniegdzie lata podpsuty znicz czy turla się niesprawny tłuczek. Pałki pałkarzy, siatki, kaski, ochraniacze, słupki, nawet sprzęt do mugolskich gier. Drzwi prowadzące do tego miejsca wyglądają jak wejście do składziku na mopy, zresztą pomieszczenie zajmuje w budynku dokładnie tyle samo miejsca - jest magicznie powiększone do rozmiarów niewielkiego hangaru.

(Pomieszczenie jest strzeżone - posiada rangę III -> klik )


Ostatnio zmieniony przez Veneficium dnia Sro Kwi 19, 2017 12:10 am, w całości zmieniany 1 raz

_________________

Veneficium

avatar

avatar
Cytat : Jak wszędzie będziesz miał na skróty, to w końcu w ogóle przestaniesz chodzić.

Gif :

Ranga : Pan i Władca

Punkty doświadczenia :

Punkty Życia :

Wiek :

Krew : Najczystsza

Narodowość : Światowa

Pieniądze :

Admin

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Tallulah Rossreeve on Nie Gru 18, 2016 9:27 pm

3 października 2016


Inauguracja była... nudna. Przynajmniej tak twierdziła Lucy. Tall nie miała za bardzo ochoty się z nią spierać, bo generalnie nie podzielała zdania przyjaciółki. Co prawda za pierwszym razem była zdecydowanie bardziej podniecona całym tym wydarzeniem, ale i za drugim razem serce szybciej jej biło, kiedy pierwszorocznym przyszło ślubować. No i - jak rany! - ależ tęskniła za uniwersytetem przez te wakacje. Co prawda spędziła je ciekawie i nie miała na co narzekać, ale jednak... Jednak dobrze było znów tu być. Nawet jeśli przez najbliższe kilka miesięcy znów będzie słabo sypiać z powodu nadmiaru nauki na obu uniwersytetach, to i tak uważała, że było warto.
Jak dokładnie wylądowały w Budynku O na WME, Tallulah nie bardzo miała pojęcie. To Lu królowała sobie na tym wydziale, nie ona, więc zapewnie została tam po prostu zaciągnięta. Całkiem prawdopodobna wersja wydarzeń. Kiedy wreszcie się zatrzymały, Ślizgonka odkryła, że stoją blisko jakiś drzwi. Ich wygląd przypominał jej składzik na miotły z Hogwartu, w którym spędziła całkiem sporo czasu. I w którym przy okazji poznała Nico. I jeszcze... No, dużo rzeczy działo się w tamtym składziku. Ślizgonka odgarnęła włosy na plecy i posłała przyjaciółce pytające spojrzenie.
- Lu? Co to za miejsce? - zapytała, wskazując skinieniem głowy na drzwi. Oczy błysnęły jej zaciekawieniem. Nie czekając nawet na odpowiedź, sięgnęła ręką do klamki i nacisnęła ją, żeby sprawdzić, czy da się je otworzyć. Może to tylko zwykły składzik na miotły jednak? Ale z drugiej strony to jednak było WME. A na WME wiele rzeczy Wyglądało Mniej Ekscytująco, niż było faktycznie.


Ostatnio zmieniony przez Tallulah Rossreeve dnia Nie Gru 18, 2016 10:05 pm, w całości zmieniany 1 raz

Tallulah Rossreeve

avatar

avatar
Cytat : Let it go!

Gif :

Ranga : Magiarcheolog

Punkty doświadczenia : 159

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Angielka

Pieniądze : 70 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Mistrz Gry on Nie Gru 18, 2016 9:27 pm

The member 'Tallulah Rossreeve' has done the following action : Rzut kostką


'k100' : 71

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Lucy Happymeal on Nie Gru 18, 2016 11:21 pm

Gdyby nie to, że chciała już pierwszego dnia rozreklamować klub drzemki (da radę go założyć!), to w życiu nie pojawiłaby się na inauguracji. Znowu. Przecież to taka strata czas - nużyła ją już w zeszłym roku. A teraz? Istne męczarnie! Omal nie zasnęła.
Na szczęście niedługo potem wyczaiła w tłumie Tall (która zdawała się udawać, że jej nie zna - co to w ogóle miało być?!) i nie zdradzając za wiele szczegółów, stwierdziła, że aby dobrze rozpocząć ten semestr, ruszą na poszukiwanie tajemnic! A raczej ich odkrywanie...
Znajdując się ponownie na swym ukochanym wydziale, ciesząc się jego widokiem, świeżym zapachem (najwyraźniej nikt nie zdążył jeszcze nic zniszczyć ani rozpylić) oraz rozglądając się dookoła, raźno parła przed siebie. Raz czy dwa zgubiła drogę, jednak jako że jej przyjaciółka nie wiedziała dokąd zmierzały, mogła tego nie zauważyć – i dobrze.
W końcu dotarły, a w ich polu widzenia zarysowały się drzwi. Drzwi jak drzwi - wyglądały na prowadzące do najzwyklejszego w świecie składzika na miotły. Nie przejęłaby się nimi, gdyby nie swego czasu odkrycie, iż nie można ich swobodnie otworzyć! Na dodatek, co dziwne, gdy próbowała na nich różnego rodzaju czarów, przypadkiem zdarzyło jej się przy tym kogoś zaalarmować... To natomiast jedynie rozpaliło jej ciekawość. Dlaczego więc czekała? Bardzo proste – jej pamięć działała, jak działała, a dokładniej rzecz ujmując często nie działała, stąd dziewczyna bezceremonialnie o wszystkim zapomniała. A kiedy cudowna myśl o włamaniu się do jakiejś starej graciarni na nowo ożyła w jej umyśle, absolwentka Gryffindoru nie mogła powstrzymać dreszczyku ekscytacji i nieco szalonego uśmiechu cisnącego się jej na usta.
- Tak łatwo nie dadzą się choćby uchylić. Nie radzę również używać alohomory, bo ostatnio tylko narobiła mi kłopotów – odezwała się radośnie, dostrzegając starania przyjaciółki. Żywo przy tym gestykulowała, najprawdopodobniej starając się walnąć jakichś niewidzialnych ludzi, którzy mogli kryć się w cieniu – nigdy nic nie wiadomo. - Ale tym razem jestem przygotowana... Wiesz, parę eksperymentów mi nie wyszło... I mam nadzieję, że w ciągu tych paru sekund nie przywiązałaś się za bardzo do obecnego kształtu tego wejścia, co? - Oczy zabłyszczały jej z podniecenia, gdy grzebała w kieszeni kurtki. Wyjęła z niej fiolkę z „odrobinkę” żrącym kwasem, efektem nieudolnego starania wytworzenia czegoś mniej... niebezpiecznego.
No, mówi się trudno - człowiek uczy się na swych błędach, te sprawy. Nie ma co się załamywać. Lu z pewnością była daleka od takiego stanu, dlatego, podchodząc do Tall, zastanawiała się jedynie, czy w tym roku uda jej się dostać do większej liczby miejsc, w których czysto teoretycznie, nie miała prawa się znajdować...

Lucy Happymeal

avatar

avatar
Cytat : Just because you're trash doesn't mean you can't do great things. It's called garbage can, not garbage cannot.

Gif :

Ranga : Food

Punkty doświadczenia : 152

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 20 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Gru 19, 2016 11:36 pm

Był dzień inauguracji – wszystkie sprawy, które mieli do załatwienia profesorowie musiały już być zakończone, a zajęcia jeszcze się nie zaczynały. Było więc zrozumiałe, że wnętrze budynku O było bardzo ciche. Nawet jeśli gdzieś niedaleko przebywał ktoś z kadry prowadzącej zajęcia, nie było go ani widać, ani słychać.
Składzik, którego klamkę nacisnęła Tall, oczywiście był zamknięty.




(Lucy – posiadanie przedmiotów typu „żrący kwas” powinno być uzasadnione fabularnie – czy to rozegraniem sesji, czy wzmianką w KP lub chociaż uzgodnione z MG, ale tym razem możesz go zachować, tak na dobry początek)

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Tallulah Rossreeve on Wto Gru 20, 2016 11:00 pm

Dupa. No, ale czego ona się spodziewała? Że pójdzie tak łatwo? W sumie fakt, że składzik był zamknięty, jedynie zaostrzył jej apetyt. No i trochę też to, że zaklęcie Alohomora sprawiło Lucy jakieś problemy. Najprawdopodobniej z kadrą nauczycielską. Tall nie zdziwiłaby się, gdyby chodziło o uczelnianego konserwatora. Nie to było jednak teraz najważniejsze. Cofnęła rękę z klamki i już sięgała po różdżkę, przypominając sobie przy tym najróżniejsze zaklęcia otwierające drzwi, kiedy zarejestrowała trzymaną przez przyjaciółkę fiolkę. Jej oczy rozszerzyły się, a brwi uniosły mimowolnie. Odruchowo cofnęła się od drzwi, nie chcąc znajdować się blisko nich kiedy Lucy będzie działać. Zawahała się.
- Umm... Lu... Nie sądzisz, że lepiej byłoby jednak jakoś zaczarować drzwi? Bo wiesz... Jak coś na nie wylejesz i one się rozwalą, to jest szansa, że ktoś to... zauważy... - zasugerowała ostrożnie, chociaż obawiała się, że do Gryfonki i tak to nie dotrze. Nigdy nie docierało. No, prawie... Odchrząknęła cicho, na wszelki wypadek i tak wyciągając swoją różdżkę. Rozejrzała się jeszcze, żeby sprawdzić, czy nikt się nie zbliża. Tak na wszelki wypadek. Sięgnęła dłonią do podbródka i pogładziła się po nim lekko w zamyśleniu.
- A gdyby tak Wingardium Leviosa i spróbować poprzestawiać klocki w zamku? - Zaproponowała, choć wcale nie była pewna, czy mechaniczne rozwiązanie problemu w tym wypadku wystarczy.

Tallulah Rossreeve

avatar

avatar
Cytat : Let it go!

Gif :

Ranga : Magiarcheolog

Punkty doświadczenia : 159

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Angielka

Pieniądze : 70 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Lucy Happymeal on Czw Gru 29, 2016 11:47 pm

Od początku podejrzewała, że Tall będzie wolała spróbować „rozsądniejszych” sposobów, zapewne niezakładających niszczenia własności uczelnianej. No, ale bądźmy szczerzy, czego się spodziewała? Przecież chyba nie tego, że Lu tak po prostu przystanie na jej propozycję - w końcu Ślizgonka już dawno temu powinna dojść do wniosku, że nie ma wielu równie upartych debili, którym jak coś strzeli do łba... to mogiła. Jakim cudem to to jeszcze żyło, pozostawało najznamienitszą z zagadek.
- Zaczarować...? Rozwalą? No i co z tego? A niech se zauważy... Najważniejsze by nie od razu! A z przestawiania klocków to raczej wyrosłam. - Spojrzała na przyjaciółkę z wielkim, szczerym uśmiechem (ewidentnie nadającym jej podejrzanie nieobliczalnego, rzec by można niezrównoważonego, wyrazu), po czym ponownie pochyliła się nad drzwiami, tym razem wylewając zawartość fiolki na klamkę. - Zaufaj mi i tyle. - Wszak powiadają, że wiara czyni cuda i góry przenosi, więc bez problemu poradzi sobie z takim tam malutkim zameczkiem.
Żadnych fenomenów nie było jednak potrzeba, by już po chwili zaistniała możliwość zaobserwowania pierwszych konsekwencji bezmyślnego działania. Najpierw rozniósł się zapach - nieznośny, drażniący, przypominający nieco siarkę, spaleniznę i najprawdopodobniej coś w pobliżu zdechłego od kilku dni kota, leżącego na śmietniku. Z efektów wizualnych natomiast ciecz dostrzegalnie pobulgotała, pochłonęła trochę metalu - to dopiero dobra metoda na głoda - po czym... zaczęła skapywać?
Oj. To pewnie nie wróży niczego korzystnego. Ale jak coś, trzymajmy się jednej wersji - to wszystko stanowczo i niezaprzeczalnie wina panienki Rossreeve. Toż biedna Happymeal - co ona mogła? To jedynie bezbronna ofiara szantażu, zbiegów okoliczności oraz niefortunnego przynoszenia frytek na miejsce wydarzeń, wysoki sądzie.


Przepraszam, nie pomyślałam, więcej się to nie powtórzy.


Lucy Happymeal

avatar

avatar
Cytat : Just because you're trash doesn't mean you can't do great things. It's called garbage can, not garbage cannot.

Gif :

Ranga : Food

Punkty doświadczenia : 152

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 20 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Tallulah Rossreeve on Czw Sty 05, 2017 10:34 pm

W obecnej sytuacji z uniesień pozostawało jej uniesienie brwi, ze wzruszeń - wzruszenie ramion. To pierwsze nastąpiło w chwili, gdy Lucy powiedziała jej, że ważne, by od razu nikt się nie kapnął. To drugie musiało poczekać, przerwane zgrabnym facepalmem spowodowanym wyrastaniem z przestawiania klocków. Ślizgonka pozwoliła sobie jeszcze na pełne bólu westchnienie, które - gdyby mogło - stałoby się symbolem przyjaźni umęczonej. Tallulah otworzyła usta i uniosła dłoń zaciśniętą w piąstkę, jeśli nie liczyć palca wskazującego. Już, już miała coś powiedzieć, ale "zaufaj mi", które wypowiedziała Lucy skutecznie zamknęło jej usta. W tym momencie wtargnęło zrezygnowanie, opuszczenie ręki i proste wzruszenie ramion. Jak to się mówi - jeśli nie możesz z nimi wygrać, dołącz do nich. Tall nie miała najmniejszych szans. Pozostawało jej jedynie poddać się losowi. Nie pierwszy i, zapewne, nie ostatni razy. Przy czym los w tym i w wielu innych przypadkach przyjmował formę bardzo wkurzającej Gryfonki, która wyglądała zdecydowanie za dobrze jak na ilość żarcia, którą mogła pochłonąć. Czarnowłosa zawsze uważała, że to ostatnie było wybitnie nietaktowne!
Cofnęła się parę kroków, tak na wszelki wypadek. Z Lucy nigdy nie było wiadomo czy coś nagle nie wybuchnie albo przynajmniej nie zacznie się jarać. Co prawda wybuchów nie było, ale uroczy zapach dziwnej cieszy już dawał o sobie znać. Tall odkaszlnęła, nie spodziewając się akurat takich doznań i cofnęła się jeszcze odrobinę, ostentacyjnie wachlując przestrzeń w okolicy swojego nosa dłonią.
- O Merlinie...! - wyrwało jej się nieco słabym głosem. Posłała Lu spojrzenie pełne pretensji, bo przecież Gryfonka powinna ją o tym uprzedzić. Następnie przeniosła wzrok na klamkę, zatykając sobie przy tym nos palcami. Zawahała się.
- Chciałam powiedzieć, że mam nadzieję, że wiesz, co robisz... Najwyraźniej ten magiczny zapach uderzył mnie za bardzo w mózg... - stwierdziła głosem, który brzmiał trochę jak kaczy. Co prawda Tall było dość uodporniona na różne paskudztwa - w końcu te lata przyjaźni swoje robiły, a jeszcze jakby do tego dodać jej przygody z Fergusem - ale jednak z każdym razem w pierwszej chwili w obecności Lucy były one dla niej zaskoczeniem.
- I co? Tak to powinno zadziałać? Pachnie gorzej niż łajnobomba. Zaraz na pewno ktoś tu przyleci... - zapytała, przy okazji komentując i rozglądając się na boki, jakby spodziewała się ataku konserwatora powierzchni płaskich.

Tallulah Rossreeve

avatar

avatar
Cytat : Let it go!

Gif :

Ranga : Magiarcheolog

Punkty doświadczenia : 159

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Angielka

Pieniądze : 70 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Sty 23, 2017 10:28 pm

Użyty kwas okazał się nad wyraz skuteczny, a wszystko przez to, że drzwi zamknięte były najzwyklejszym kluczem. Dziewczyny mogły podziwiać, jak powoli topnieje klamka, a jej resztki spadają coraz większymi kroplami na posadzkę. Na tym się nie skończyło - wyraźnie zmiękł również materiał samych drzwi. Nie minęła chwila, a tam, gdzie powinna być klamka, dziurka od klucza, cokolwiek, ziała dziura na tyle duża, że łatwo było zajrzeć do środka. Nie było to jednak niezbędne, bo wraz z rozpadnięciem się resztek zabezpieczeń (które nie obyło się bez głośnego brzdęku upadających, metalowych elementów) mało imponujące wrota same uchyliły się (oczywiście ze skrzypieniem) na tyle, żeby dało się zerknąć do wnętrza pomieszczenia.
Wszystko to w połączeniu z rozchodzącym się smrodem mogło zwrócić uwagę ludzi... Jeśli jacyś byli w okolicy.
Oczom dziewczyn ukazało się ciemne, zakurzone pomieszczenie, zdecydowanie większe, niż powinno zmieścić się w tym miejscu. Przypominało hangar. Małe okienka blisko wysokiego sufitu wpuszczały niewiele światła, dodatkowo ograniczonego przez solidną kratę. Przestrzeń wydawała się być niesamowicie zagracona, ale po chwili przyglądania się można było dostrzec w tym chaosie metodę. Oznaczało to mniej więcej tyle, że większość mioteł znajdowała się w tym samym miejscu, a jedna szafa była nawet podpisana "gry niemagiczne". Coś waliło rytmicznie od środka drzwi ogromnej szafy w samym końcu pomieszczenia, a jeden z półotwartych kufrów co chwilę przesuwał się kawałek po podłodze.
Przy drzwiach pojawił się znikąd dziwny, zielony znicz, ale zaraz uciekł gdzieś za regały zastawione kaskami.

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Tallulah Rossreeve on Nie Sty 29, 2017 4:12 pm

Czego by złego nie powiedzieć o sposobie Lucy, jedno trzeba było przyznać - zadziałał. Co prawda Tall preferowała bardziej finezyjne metody, które później nie rzucałyby się tak w oczy i nie ściągałyby potencjalnych gapiów, ale cóż... Przy Lu trudno było je przeforsować, w związku z czym musiała się pogodzić z przykrym faktem zaśmierdłego korytarza. Chyba przydałoby się poznać jakieś zaklęcia maskujące zapachy albo coś w tym stylu... Mogłaby wtedy chociaż udawać, że przecież nic takiego się nie stało.
Zbliżyła się nieco, kiedy drzwi się uchyliły, by zajrzeć do środka. Pomieszczenie wydawało się być o wiele za duże, ale to akurat jej zbytnio nie martwiło. Dobrze wiedziała jak działają magiczne pomieszczenia. Ba, sama się o takie postarała w domowym zaciszu swojej siedziby mieszczącej się w Yorku. Ale nie w tym rzecz. Drgnęła lekko, gdy przy drzwiach pojawił się zielony znicz. Trwało to tylko chwilę, bo zaraz potem uciekł, jednak Tall zdążyła się nim zainteresować. W końcu z jakiegoś powodu był zielony, prawda? 
- Locomotor drzwi - mruknęła cicho, celując różdżką w to, co pozostało po mistycznych wrotach składzika. Wolała ich na wszelki wypadek nie dotykać, bo jeszcze sama też się rozpuści. Cholera jedna wiedziała, co Lu wrzuciła do tego swojego specyfiku. Odczekała, aż przejście zrobi się dość szerokie, by można było swobodnie wejść do środka, po czym ruszyła pewnie do wnętrza składzika, z gracją przeskakując nad kałużą-nic z zamka drzwi. Rozejrzała się na boki, weszła wgłąb jeszcze parę kroków, a potem odwróciła się do przyjaciółki.
- Nie wiem, jak ty, ale ja bym chętnie znalazła tego zielonego znicza. - Oczy błysnęły jej determinacją. Oczywiście, nie tylko latająca piłeczka wydawała jej się tu ciekawa, ale zawsze był to jakiś start. Kto wie, na co jeszcze tu trafią?

Tallulah Rossreeve

avatar

avatar
Cytat : Let it go!

Gif :

Ranga : Magiarcheolog

Punkty doświadczenia : 159

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Angielka

Pieniądze : 70 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Lucy Happymeal on Nie Lut 05, 2017 12:43 am

Z rosnącym zadowoleniem przyglądała się dziełu zniszczenia, którego była sprawczynią. Z powodu obserwowania tego jakże fascynującego zjawiska, objawiającego się pod niewinną postacią topniejącego zamka oraz łzawiącej klamki – proszę już nie płakać, niedługo będzie lepiej – dziewczyna nie podołała nadzwyczajnie skomplikowanemu zadaniu dostrzeżenia pełnego pretensji spojrzenia przyjaciółki. A ten jej komentarz, sugerujący, że Gryfonka nie miała najmniejszego pojęcia, co w ogóle robi i co jest w stanie osiągnąć swym niebywale przemyślanym działaniem? Doprawdy, Tall miała całe lata na zauważenie czystego geniuszu, kryjącego się pod bujną czupryną nieco rozbrykanej studentki...
Zresztą nieważne. Lu nie wysiliła się nawet na tyle, by odpowiedzieć na te niewiarygodnie rażące i bezpodstawne zarzuty skierowane pod jej adresem, gdyż niebawem dało się zarejestrować nic innego, jak niezaprzeczalne dowody supremacji tej "troszkę bardziej niebezpiecznej" metody nad jakimiś tam finezyjnymi duperelami. Ot co, cała prawda. Rozpad reszty zabezpieczeń i towarzyszący temu hałas, skwitowała pełnym triumfu uśmiechem. Wtedy też podskoczyła w miejscu i już chciała dorwać do drzwi, gdy te same się uchyliły - jak w horrorach - z nieodłącznym, nieznośnym skrzypieniem. Ale czad. 
Oczom włamywaczek ukazał się osobliwy widok ogromnej, zagraconej przestrzeni. A to ci dopiero – same śmieci. Nie zmniejszyło to jednak ani odrobinę entuzjazmu Gryfonki, gotowej pomknąć przed siebie, nie bacząc na konsekwencje. Lecz oczywiście właśnie w tym momencie do gry wkroczyła Tallulah – ta to potrafiła zabić dobrą zabawę. Środki ostrożności... I czego jeszcze?! Lu, wwiercając zirytowane spojrzenie w plecy swej towarzyszki, jednocześnie wyobrażając sobie, jak przedziera się przez jej ciało do środka (niczym nóż przechodzący przez masło) dawała się powoli oszołamiać ogarniającemu ją zniecierpliwieniu.
Coś w niej rosło i rosło... Wnet miało wybuchnąć! Nie ma co się dziwić, że była specjalistką od eksplozji, skoro wszystko dookoła ciągle rzucało jej kłody pod nogi – czasami nawet takie w postaci czarujących i niesamowicie wkurzających brunetek – no, kto to widział! I tak czekała, czekała... aż się doczekała.
Nareszcie! Kiedy Tall weszła do środka, Lucy sprawnie ją wyminęła, biegnąc w głąb i starając się - bardzo rozsądnie - dotknąć, czego tylko się dało. To się dopiero nazywa pełne oddanie eksploracji. Uderzona zapachem kurzu - pomyślałby kto, że po wcześniejszym ataku smrodu już go nie zauważy - zmarszczyła nos, choć nie zwolniła kroku. Zatęchłe powietrze może i jej przeszkadzało, lecz mimo to i tak rozglądała się zachwycona dookoła (nie żeby było ciemno), by nie przegapić czegoś interesującego. Ostatecznie postanowiła zdać się jednak na słuch, skoro wzrok postanowił ją nieco zawodzić i ... O! A co to za dudnienie? Ruszając w kierunku odgłosu, zwróciła w końcu uwagę na pytanie przyjaciółki.
- Tak, tak, zielony znicz... Na pewno gdzieś tutaj jest! - Zawołała do niej, machając ręką, jakby coś odganiała, zaaferowana zupełnie czym innym. - Ja tymczasem przyjrzę się tej części pomieszczenia i sprawdzę, co jest w środku... - Zamiast dokończyć, nagle zatrzymała się, nadal w sporej odległości od podejrzanego mebla. Coś przemknęło jej przez myśl i wtem nie mogła pozbyć się nieprzyjemnego uczucia niepokoju. Jak gdyby nigdy nic zawróciła. - To gdzie widziałaś ten płomyk? - W jej oczach nie czaiło się najmniejsze zawahanie i wyglądało, jakby zwyczajnie straciła zapał do poprzedniego zadania. Skupienie godne muszki owocowej coś o sobie mówiło i przecież nikt nie musiał wiedzieć, że tym razem było to coś więcej. Toż, kto śmiałby jej cokolwiek zarzucać? Coś się w ogóle wydarzyło? I czy przypadkiem nie zaburczało jej w brzuchu...

Lucy Happymeal

avatar

avatar
Cytat : Just because you're trash doesn't mean you can't do great things. It's called garbage can, not garbage cannot.

Gif :

Ranga : Food

Punkty doświadczenia : 152

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 20 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Mistrz Gry on Nie Lut 05, 2017 9:03 pm

Zielony znicz z cichym szelestem wypadł zza szafy, wzbijając tuman kurzu. Przez chwilę krążył pod samym sufitem, po czym obleciał łagodnym łukiem najpierw Tall, a potem Lucy. Zachował odległość dalszą, niż na wyciągnięcie rąk, a przy (ewentualnej) próbie złapania gwałtownie odskakiwał. Zaraz potem zwolnił i zaczął podlatywać i uciekać, zupełnie, jakby prowokował do pościgu.

(Jeśli chcecie podjąć próbę łapania znicza - rzucacie kością K100. Od 80 odnosicie sukces.)

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Tallulah Rossreeve on Nie Lut 05, 2017 9:16 pm

Tall zachwiała się, kiedy Lucy przemknęła koło niej. Niby zrobiła to sprawnie, a jednak w tym zagraconym pomieszczeniu i takie manewry mogły z łatwością spowodować upadek, nie mówiąc już o większej katastrofie. Dziewczyna posłała przyjaciółce pełne urazy spojrzenie. Ta to dopiero była w gorącej wodzie kąpana! Dobrały się jak nic, chyba w myśl zasady, że przeciwieństwa się przyciągają. Innego wytłumaczenia Tall znaleźć nie potrafiła, tym bardziej mając świadomość jak w ogóle i dlaczego zaczęły ze sobą rozmawiać. Wspomnienie uderzyło w nią dość niespodziewanie i tylko na moment, ale i tak sprawiło, że jej usta ułożyły się w lekko kpiący uśmieszek. Niestety nie utrzymał się on zbyt długo na jej twarzy, bo dostrzegła działania Lucy. Mało nie zachłysnęła się powietrzem.
- Czy ty musisz wszystkiego dotykać? - Pretensja w jej głosie prześlicznie zmieszała się z lodowym tonem. Każda inna osoba zapewne poczułaby się niczym z mroźnym ostrzem na karku. Każda inna, ale na pewno nie Lucy. Ona była do tego przyzwyczajona. W końcu jeśli od kilku lat ciągle go słyszała, to nie mógł już robić na niej wrażenia. Ale nawet z tą świadomością Tall w nie przestawała go stosować, bo - dla odmiany od wybuchowości Gryfonki - był dla niej częścią jej sposobu bycia. Chłodna i stonowana, logiczna i finezyjna w działaniach. Jak to się stało, że dwiema najbliższymi dla niej osobami byli absolwenci Gryffindoru nie pojmowała ona sama. Jedyne, z czego się cieszyła, to że Fergus miał w sobie na tyle pokory, by w razie potrzeby nie podnosić z jakiegoś starożytnego piedestału wielkiego, świecącego złotego jaja wielkości piłki lekarskiej. Gdyby coś takiego spotkało ją w towarzystwie panny spod Złotych Łuków, cóż... dawno byłyby martwe. Jakim cudem one jeszcze żyły?!
Rozejrzała się za zniczem, który gdzieś jej umknął. Już była pewna, że przyjdzie jej się o to martwić samej, bo przyjaciółka wyraźnie zainteresowana była czymś innym, gdy Lucy niespodziewanie powróciła i w dodatku wykazała zainteresowanie tym samym, co Tallulah. Panna Rossreeve utkwiła w towarzyszce spojrzenie swoich złotawych oczu i uniosła brwi w wyrazie zaskoczenia zmieszanego z pytaniem. Miała już nawet otworzyć usta, by się odezwać, ale właśnie wtedy do jej uszu dotarło coś na kształt burczenia. Zaskoczenie i pytanie zniknęły momentalnie z jej twarzyczki, a zamiast nich pojawiło się coś, co Lucy również powinna bardzo dobrze znać - chłodna, nieco znudzona pogarda.
- Czy twój żołądek właśnie wygrywa marsza pogrzebowego na cześć twojego kolejnego posiłku...? - zapytała tonem, który sugerował, że do takich sytuacji była już mocno przyzwyczajona. Być może zapytałaby o coś jeszcze, ale właśnie wtedy pojawił się znicz. Ślizgonka automatycznie wyciągnęła rękę, by spróbować go pochwycić, ale skurczybyk w porę odleciał, nie dając tak łatwo się pokonać. Tall nie była wcale bardzo zaskoczona, Szukający był z niej żaden. Zdecydowanie lepiej czuła się na pozycji Obrońcy, jeśli już przychodziło jej grać. Mimo to poczuła irytację, kiedy znicz odskoczył w porę drugi, trzeci i nawet czwarty raz. No nie, tak to nie będzie! Toż to zwykła potwarz, a ona nie mogła przejść obok tego obojętnie. Znicz pewnie chciał się bawić w kotka i myszkę, ale Tall to nie pasowało. Może jakby miała pałeczki, to udałoby jej się go złapać nimi w stylu tych chińskich czy japońskich mnichów. Niestety pałeczek nie miała i może właśnie dlatego ta mała piłeczka wciąż jej uciekała. No, ale chyba nie o to chodziło, a bardziej o cierpliwość i szybkość. Przestała zupełnie myśleć o Lucy, skupiając się tylko na latającym zielonym gównie i czekając na chwilę. Znicz podlatywał i odlatywał, wyraźnie się z nią drażniąc. Wreszcie nie wytrzymała i sięgnęła ręką po raz kolejny. I... dupa. Zwiał po raz kolejny, a Ślizgonka poczuła, jak zaczyna kipieć z niej irytacja.
- Noż ty mała gnido! - parsknęła, zaciskając piąstki i wręcz tupiąc nóżką, jakby mogło jej to pomóc w złapaniu magicznej kuleczki. Znicz bynajmniej się tym nie przejął, a jedynie zbliżył bardziej do Lucy. Oczy Tall błysnęły złowrogo.
- Złap go, a kupię ci ciastko!


Ostatnio zmieniony przez Tallulah Rossreeve dnia Nie Lut 12, 2017 11:03 am, w całości zmieniany 1 raz

Tallulah Rossreeve

avatar

avatar
Cytat : Let it go!

Gif :

Ranga : Magiarcheolog

Punkty doświadczenia : 159

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Angielka

Pieniądze : 70 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Mistrz Gry on Nie Lut 05, 2017 9:16 pm

The member 'Tallulah Rossreeve' has done the following action : Rzut kostką


'k100' : 35

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Lucy Happymeal on Nie Lut 05, 2017 9:21 pm

Tall od zawsze wydawała jej się podejrzanie przenikliwa – i tym razem zawiesiła na niej dłużej wzrok, jakby chcąc zadać niewypowiedziane ostatecznie pytanie. Och, dzięki niech będą Merlinowi i reszcie sławnych czarodziejów, których imion nie znała - a powinna się zapewne do nich odwoływać - za jej wieczny głód. Burczenie w brzuchu to zaiste najlepsza broń – każdy czuje się nagle zakłopotany, ewentualnie pogardza, śmieje się, irytuje – lecz co najważniejsze – naiwnie przekierowuje na to całą swoją uwagę!
A co jeszcze lepiej zakłóca skupienie? Zielony znicz – najwyraźniej. Wszak zanim Lucy zdążyła powiedzieć przyjaciółce o tym, że przecież nie jadła już od jakiejś godziny (skandal!), ta zaczęła skakać niczym małpka w cyrku, próbując dopaść nieposłuszny i jakże dziarski magiczny przedmiot. Była Gryfonka stwierdziła, że zaklęcia pewnie na niewiele by się tu zdały (a nawet jeżeli, to nie chciała tracić spektaklu, w którym robiła za jednoosobową widownię), stąd też, żałując jedynie iż nie ma miski pysznego, chrupiącego popcornu, obserwowała przez dłuższą chwilę niedające skutków starania, dla niej postrzegane jako dzikie pląsy we wznoszonych tumanach kurzu, podrażniających jej nos.
Parabole tańczą, tańczą, tańczą, tańczą... Ciastko.
Przesłyszała się? Nie, nie – Tallulah właśnie raczyła zaoferować jej pożywienie godne bóstw w zamian za małą przysługę. Sama nie dała rady, więc wysyłała na polowanie kogoś o znacznie lepszych predyspozycjach – kogoś, komu niestraszne tracenie równowagi na płaskim podłożu (zdarzało się, zdarzało)! Niestety nie było czasu na wywyższanie się. Oczy Lucy – przed sekundą jeszcze załzawione z powodu inwazji drobinek pyłu – błysnęły z pożądania do łakoci, a ręka momentalnie wystrzeliła w górę, w stronę niepokornego i nieposkromionego znicza. Naturalnie – na nic się to się zdało, a uciekinier począł odlatywać do góry.
- O nie, nie, nie! Nie dam ci zwiać, ja chcę moje ciastko! Jestem głodna!
Wzrok, przywykły już do półmroku, nie miał wielkiego problemu z wychwyceniem świecącego pierdziela. Dlatego też, nie zastanawiając się dłużej, studentka zaraz stała się źródłem nowego hałasu. Skrzypienie uginającego się pod nią drewna było niczym innym, jak skutkiem jej odważnej próby wspinaczki na szafki. Oj, coś tam niby przewróciła, coś tam zrzuciła, sama omal nie spadła – szczegóły. Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr! Po drodze udało jej się nawet ugryźć we wnętrze policzka, co zauważyła, odczuwając niepożądany, metaliczny smak w ustach. Zimna powierzchnia napotkanego niespodziewanie metalu, wyrwała z jej ust syknięcie. Takie poświęcenie! Powinni pisać o niej pieśni pochwalne - ona, piękna, młoda, zgrabna i powabna, w swej niezmierzonej wspaniałomyślności oddawała swój cenny czas i przelewała krew w imię swej najlepszej przyjaciółki! Na dodatek – wygrała. Gdzie podziewali się bardowie, gdy byli potrzebni... Ech. No, jak już wspominałam, absolwentka Hogwartu, nie poddając się, ostatecznie złapała to małe cholerstwo...
Ale chwila. Co jej z tego? Aaa... ciastko, tak – ciastko. Zadowolona z siebie zaczęła schodzić na dół, starając się odnaleźć swego wewnętrznego Tarzana, by przypadkiem nie zlecieć spektakularnie na podłogę, rozwalając się niczym placek na patelni – byle ładnie rozprowadzony do równego przysmażenia. To było jej jednak zupełnie niepotrzebne - i tak musiała już przywyknąć do tych okropnych zapachów, niecodziennych stukotów, samoistnie przemieszczający się skrzynek, oraz irytująco ograniczonej widoczności. Nawet jej godna pozazdroszczenia niezłomność miała swoje granice.
- Mam nadzieję, że było warto... - mruknęła jedynie, dostrzegając nieprzyjemnie szczypiącą rankę na palcu – oczywiście musiała się zadrapać. Mrużąc groźnie oczy, przyjrzała się nowej bliźnie bitewnej – w ten sposób próbując przestraszyć ją na tyle, by ta uciekła z jej dłoni. A kto wie, może się uda – nie takie cuda i czary już nieraz widziała. Chociaż zwykle bardziej destrukcyjne... To może lepiej nie. Nie będzie zachłanna i okaże swą bezinteresowną dobroć... za jedzenie.


Ostatnio zmieniony przez Lucy Happymeal dnia Pon Lut 20, 2017 7:15 pm, w całości zmieniany 1 raz

Lucy Happymeal

avatar

avatar
Cytat : Just because you're trash doesn't mean you can't do great things. It's called garbage can, not garbage cannot.

Gif :

Ranga : Food

Punkty doświadczenia : 152

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 20 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Składzik (III)

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach