Płacząca wierzba

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Płacząca wierzba

Pisanie by Veneficium on Nie Paź 16, 2016 9:22 pm

Ogromne, rozłożyste drzewo o fantazyjnie powykręcanym pniu i bujnej czuprynie z sięgających ziemi witek. Drzewo wygląda imponująco i przechodząc przez kurtynę jego gałęzi można wejść do bajkowo wyglądającego wnętrza. Czasem wewnątrz wierzby przebywają elfy.

Wierzba stoi niedaleko stołówki, tuż obok gmachu biblioteki.

_________________

Veneficium

avatar

avatar
Cytat : Jak wszędzie będziesz miał na skróty, to w końcu w ogóle przestaniesz chodzić.

Gif :

Ranga : Pan i Władca

Punkty doświadczenia :

Punkty Życia :

Wiek :

Krew : Najczystsza

Narodowość : Światowa

Pieniądze :

Admin

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Mistrz Gry on Sro Mar 01, 2017 1:16 pm

Wystraszony kamienny koń, który pierzchnął ze swojego podestu z terytorium wydziału Magii Eksperymentalnej, oddychał już świszcząco od łapiącego go wreszcie zmęczenia. Zwolnił, masywnymi kopytami wciąż rozchlapując błoto i przelawirował stępem pomiędzy samotnymi nocą stolikami na stołówce. Rzucając łbem na boki i szukając kolejnego ewentualnego zagrożenia, ostateczną przystań znalazł pod liściastą kopułą plączącej wierzby. Wszedł po nią powoli, otrzepując zastanawiająco miękki w dotyku grzbiet z wody, znajdując schronienie przed hałasem i deszczem. Tu zamierzał zostać dopóki, dopóty ktoś go nie spłoszy.

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Catriona MacCance on Pią Mar 10, 2017 11:58 pm

-Nie, nie wydawały mi się dziwne. Chciałam je po prostu zapamiętać od razu- sprostowała wesoło. Ach, ta wieczna wesołość. Słowa Coro przywołały z pamięci świeże wspomnienie posłuszeństwa, jakie okazały psy. -Zauważyłam właśnie. Bardzo inteligentne psiaki- spojrzała na psy czule.
Och, lubiła grać pierwsze skrzypce! Zawsze wyrywała się do przodu ale nie po to, żeby być obserwowaną - chciała się tylko dobrze bawić. Dlatego kiedy nagle wyczuwała, że jest obserwowana, peszyła się na moment, by w chwilkę później znów być szalejącym płomieniem. Równie nieprzewidywalna, co ogień, z łatwością mogła wybuchnąć, gdy źle się z nią obejść. W towarzystwie Catriony trzeba było pamiętać, żeby nie dolewać oliwy do ognia.
-Jasne, reaguję na oba- taki drobny żarcik, że niby jest psiakiem, który ma reagować na zawołania. Może zadziała i rozbawi Coro, może nie. Trzeba wybadać teren, to znaczy - poczucie humoru nowo poznanego kolegi. -A czy takie przerażające znaczenie? Pasuje do mnie- wzruszyła ramionami.
Oj, ciężko byłoby być właścicielem dwóch słodkich psów, przyjacielską osobą i jednocześnie z łatwością zrazić do siebie Morrigan. Aktualnie, to byłoby wyzwanie, jak niektóre z upierdliwych osiągnięć w grach komputerowych, kiedy musisz biegać po całym mieście zbierając durne pióra albo umrzeć ileś razy w jakiś konkretny sposób, żeby gra nagrodziła cię swoim szyderstwem zaprogramowanym przez twórców, ale i kolejnym trofeum na koncie gracza.
Nie można też zapominać, kiedy było się samą Morrigan, z jakiego miejsca pochodziła - na jej rodzimej wyspie mieszkali od pokoleń wszyscy. Czarodzieje, mugolaki, rodziny ich wszystkich nawet jeśli byli mugolami. Nie było bardziej pełnego akceptacji miejsca pod ziemskim słońcem.
Dziewczyna zerknęła w niebo.
-Na razie słabo pada, spokojnie nas osłoni o ile nie rozpada się bardziej- stwierdziła z wprawą osóbki, która wychowała się pośród pagórków, lasów i pól. Więcej dzieciństwa spędziła na podwórku niż we własnym łóżku. Zerknęła na nowo poznanego człowieka ciekawie. -O, przykro słyszeć. Wykłady z jakimś upierdliwcem?- spróbowała zgadnąć.
Z zadowoleniem przyjęła tempo Coro, słuchając uważnie jego słów.
-Dobra cecha, taka umiejętność wyczytywania z ludzi różnych rzeczy, ay? A ty co studiujesz?- rozchyliła gałęzie wierzby chcąc wślizgnąć się pod jej konary i gałązki, mające na czas deszczyku służyć za parasol.
Zatrzymała się wpół ruchu, zatrzepotała rzęsami, ogłupiała zastanym widokiem. Wyciągnęła rękę, zatrzymując Coro.
-Czy ty też to widzisz?- szepnęła, mając na myśli WIELKIEGO KAMIENNEGO KONIA POD DRZEWEM!

Catriona MacCance

avatar

avatar
Cytat : Love me like my demon does.

Gif :

Ranga : Jadam sernik z demonami.

Punkty doświadczenia : 26

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : czysta

Narodowość : Szkocka

Pieniądze : 70g

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Coro Purdy on Sob Mar 11, 2017 3:43 pm

Coro spojrzał na dziewczynę. Jej wypowiedź lekko zbiła z pantałyku profesora OPCM oraz Niebezpiecznych Magicznych Stworzeń. Przez krótką chwilę mężczyzna nie wiedział co miał powiedzieć. Lecz wreszcie odpowiedź sama pojawiła się w jego głowie.
- Rozumiem. I cieszę się, że imiona moich psiaków nie wydały ci się dziwne. Wiesz większość słysząc te imiona częściej patrzą na mnie jak na wariata jakby chcieliby mnie odsądzić od czci i chwały oraz od zdrowego rozsądku, który jak mi się wydaje posiadam. – powiedział cały czas się uśmiechając. Wiedział, że jego wygięcie ust w górę potrafi czynić cuda i zjednywać mu ludzi lecz nie wiedział czy tak jest tym razem. - Tak, to prawda. Oba są bardzo inteligentne i choć większość czarodziejów tego nie dostrzega te psiaczki oddałyby za mnie życie. – powiedział i lekko pogładził po łebkach oba zwierzaczki. Usłyszał jak Killer i Tokyo cicho popiskują. Wiedział co to oznaczało. Psiaczki chciały mu podziękować za to, że przy nich był. Oczywiście widział, że Cat lubi być w centrum uwagi. Cóż wiedział, że to syndrom młodości i tego, że każdy młody czarodziej, który przekroczył mury Uniwersytetu chciał się pokazać z jak najlepszej strony. On też taki był. Teraz nie musiał nikomu nic udowadniać więc jego charakter lekko się zmienił. Skinął głową słysząc odpowiedź dziewczyny dotyczących skrótów jej imion. Oczywiście będzie starał się je zapamiętać jednak w tym momencie nie mógł nic takiego obiecać. Był przekonany, że gdy już zacznie wykłady imiona i nazwiska studentów mogą mu się zlewać w jedno i wówczas mógł nie pamiętać skrótów jak i pełnych imion idącej przy nim dziewczyny. Na wielkie szczęście była to studentka więc taka rozmowa mogła mieć miejsce. W innym przypadku Coro mógłby zostać posądzony o to, że jest osobnikiem lubiącym młodsze dziewczynki, a prawda była taka, że Purdy był normalnym mężczyzną, bez żadnych zboczeń na tle seksualnym.
- Nie umiem na razie tego powiedzieć. Nie znam ciebie za dobrze i nie wiem czy znaczenie twojego drugiego imienia do ciebie pasuje. Wszystkiego nie mogę stwierdzić używając jedynie zmysłu obserwacji. – powiedział jakby się tłumacząc. Prawda jednak była taka, że samo patrzenie na dziewczynę nie mogło mu dać odpowiedzi na pytanie czy określenie „Królowa Demonów” do niej pasuje. By takie coś stwierdzić musiałby z nią przebywać co najmniej parę miesięcy wówczas mógłby coś więcej powiedzieć, ale teraz po tych parunastu minutach mógł tylko wywnioskować, że może być to bardzo rozrywkowa dziewczyna i tyle.
- W sumie racja. Też mogłem wcześniej o tym pomyśleć zamiast moknąć na deszczu. – powiedział i uśmiechnął się lekko. Cóż sam mógłby na to wpaść ale był zbyt rozbity załatwianiem wszystkiego co wiązało się z Klubem Pojedynków i nie zauważał, że deszczyk może go przemoczyć. Dopiero gdy dziewczyna zapytała o wykłady uśmiechnął się tajemniczo i pokiwał przecząco głową.
- Nie do końca wykłady, a pogadanki na temat tego, by zapewnić bezpieczeństwo ludziom, którzy lubią rzucać zaklęcia i się pojedynkować. Wiesz czasem do ludzi nie dociera, że chcesz zrobić coś dobrego. W końcu udało mi się załatwić tą sprawę, ale spotkanie z magomedykami lekko zburzyło mój spokój. – powiedział otwarcie patrząc na rudowłosą dziewczynę. W końcu uchylił przed nią rąbek tajemnicy o tym co może studiować jednak miał nadzieję, że studentka WNBiS zorientuje się co chciał jej przez tą krótką wypowiedź przekazać.
- Owszem. To przydatna umiejętność. – potwierdził jej wypowiedź. - Jednak czasem może się obrócić przeciwko tobie, szczególnie jeśli powiedzenie paru słów prawdy może trafić w czuły punkt osoby, z którym rozmawiasz. – powiedział spokojnie i z głośnym świstem wypuścił powietrze z płuc. No i nadszedł ten moment. Nie chciał okłamywać studentki, ani próbować jej wmówić nieprawdę. Musiał powiedzieć prawdę. Przystanął przed wierzbą i spojrzał na Mori.
- No cóż, studia skończyłem parę ładnych lat temu. Jestem wykładowcą OPCM i Niebezpiecznych Magocznych Stworzeń. Jednak mam do ciebie prośbę. Nie zmieniaj niczego w swoim stosunku do mnie. Nie powiedziałem ci na początku kim jestem by nie tworzyć niepotrzebnych nikomu barier. – powiedział. Tak przyznał się do tego, że jest nauczycielem, jednak nie umiał wydusić z siebie tego, że ma tytuł profesorski. Wiedział, że powiedzenie tego głośno zniszczyło by wszystko, co do tej pory tak fajnie się układało. Po czym na chwilę spuścił wzrok i dopiero gdy usłyszał głos dziewczyny podniósł wzrok.
- O cholera... Co ten posąg tu robi? – zapytał jakby kamienny koń mógł mu na to odpowiedzieć. Owszem zdawał sobie sprawę, że posągi jak i rzeźby na terenie Uniwersytetu czasem opuszczają swoje postumenty i przemieszczają się po terenie kampusu, ale nie sądził, że akurat ten pomnik postanowi akurat teraz udać się na „przechadzkę”. PO czym jednak wyszarpnął różdżkę z pokrowca umieszczonego na lewym ramieniu wycelował w pomnik. Jego wzrok stał się twardy i zdecydowany.
- Incarcerous - krzyknął. Miał nadzieję, że uda mu się ochronić zarówno jego jak i studentkę.

No to nie mam wyjścia. Rzucamy kostką, dwa razy, czy udało mi się spętać kamiennego konia

Coro Purdy

avatar

avatar
Cytat : Breath it's only bad day, not a bad life

Gif :

Ranga : Personel

Punkty doświadczenia : 77

Punkty Życia : 90

Wiek : 32

Krew : półkrwi

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 80

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Mistrz Gry on Sob Mar 11, 2017 3:43 pm

The member 'Coro Purdy' has done the following action : Rzut kostką


'k100' : 1, 67

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Mistrz Gry on Sob Mar 11, 2017 7:05 pm

Szalejąca dwa dni temu magiczna burza narobiła na terenie kampusu niezłego chaosu – od przeteleportowanego do miasta akademika zaczynając na szalejących elementach wystroju kończąc. I takiż to element drzemał sobie słodko na trawie pod wierzbą, gdzie jak dotąd nikt go nie znalazł. Wiotkie i cienkie gałęzie opadały ku ziemi jak kurtyna i oddzielały kamienne stworzenie od reszty świata. Mimo to w tej chwili z oddali już strzygło uchem na dźwięki kroków i kiedy tylko smukła dłoń czarownicy rozsunęła kotarę zieleni, kamienny koń podniósł się na nogi i wbił w przybyłych spojrzenie pary szarych oczu. Póki nie robili oni żadnych gwałtownych ruchów zwierze wydawało się być spokojne. Stało sobie tylko z lekka pozieleniałego od trawy, na której leżało i jego bok unosił się i opadał w rytmie spokojnego oddechu. To właśnie wyróżniało ten posąg od innych, które można było zobaczyć - pozornie żyjących: widocznie oddychało. Najwidoczniej wierzchowcowi nie przeszkadzało ciche towarzystwo i uwaga ograniczająca się jedynie do obserwacji i spokojnych słów. Gorzej rozbiło się w momencie, w którym profesor wyszarpnął coś kojarzącego się z bronią ze swojego boku. Koń zarżał niespokojnie i podrobił wielkimi kopytami we wciąż miękkiej ziemi, która brudziła mu nogi aż po pęciny.
Kiedy w ruch poszły zaklęcia było już bardziej niż źle. Kiedy za pierwszym razem zaklęcie dało zerowy efekt koń podniósł się na moment na tylne nogi i skoczył na bok, by zbiec dwójce czarodziejów, nie chcąc ich przy okazji tratować, ale kiedy drugie zaklęcie podziałało z ziemi wydobyła się pętla liny, która natychmiast rzuciła się na szyję zwierzęcia – wtedy też rzeźba odbiła w drugą stronę i wstrzymana przez linę o mało co nie wyrznęła się na ziemię. Koń zaczął rzucać się strzelając baranki i robiąc wykopy tylnymi nogami, chlapiąc dookoła mokrą ziemią i rżąc coraz głośniej i coraz rozpaczliwiej.

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Catriona MacCance on Sob Mar 11, 2017 8:40 pm

-Naprawdę?- uniosła brwi, zaskoczona. -Czemu? Przecież to nie są jakieś dziwne imiona- lekko strząsnęła głową, jakby chcąc odegnać od siebie wizję osoby potencjalnie na tyle głupiej, by reagować aż tak drastycznie na imiona psów.
Zaraz jednak jej mina znów złagodniała - komu by nie złagodniała po słowach o aż tak wielkim oddaniu zwierząt.
-Urocze- stwierdziła zaraz, uśmiechając się w odpowiedzi.
Bogowie, kobieto, dość tych uśmiechów! Jeszcze Coro pomyśli, że go usiłujesz poderwać i kiedy w końcu zrozumiesz, że jest profesorem zrobi się naprawdę bardzo niezręcznie! Rzeczywiście, uśmiech Coro mógłby zjednać sobie Cat, gdyby była taka potrzeba. Jednak Catriona już była przyjaźnie do niego nastawiona.
Zaśmiała się na próbę odnalezienia głębszego znaczenia za jej stwierdzeniem o tym, jak to jej drugie imię nieźle ją opisuje. Odgarnęła jeden niesforny loczek za ucho.
-Imię pasuje, bo umiem rozmawiać z demonami. Przynajmniej tak twierdzi Nessie, bo poza nią żadnego demona dotąd nie spotkałam- wytłumaczyła jakby mówiła o najprostszym dodawaniu. -Nessie, w sensie kelpie z Loch Ness- dodała, przypominając sobie, że nie każdy jest z legendarnym Potworem z Loch Ness "na ty".
Pokiwała tylko głową na kolejne słowa, zaznaczając, że rozumie - w sumie nie miała wiele do powiedzenia na ten temat. Miała ledwo dziewiętnaście lat, nie posiadała wystarczająco dużo życiowego doświadczenia, żeby na podobne tematy poważnie się wypowiadać i w przeciwieństwie do sporej ilości swoich rówieśników była świadoma swojej niewiedzy.
Zatchnęła się powietrzem, lekko wytrzeszczyła oczy. Zaczęły się w niej bić przeciwstawne postawy - spełnić prośbę nauczyciela i dalej mówić do niego po imieniu? Czy przeprosić z szacunkiem, który od dziecka wpajano w mózg rudzielca, czwartego dziecka lairda. W końcu jednak szacunek podsunął myśl: "Skoro sam cię prosi, żebyś nie zmieniała do niego stosunku, to szacunkiem będzie po prostu zastosowanie się do prośby.". Dlatego w końcu po prostu, zdziwiona wciąż, skinęła po prostu głową.
I nie zdążyła powstrzymać nauczyciela przed rzuceniem zaklęcia. Na widok obcego, wolno chodzącego konia, nawet kamiennego, pierwszym odruchem w dziewczynie jeżdżącej konno odkąd tylko jej pamięć sięgała, wychowującej się przy hodowli abraksanów, było NIE PŁOSZENIE GO. Ostrożnie położyła rękę na nadgarstku Coro.
-Schowaj ją. Widziałeś, jak się zaczął zachowywać na sam widok różdżki?- powiedziała niegłośno, w jakiś naturalny dla siebie sposób chyba próbując przejąć dowodzenie w podobnej sytuacji. -Nie zachodź go od tyłu. Uspokoi się szybciej, jak będzie cię widział. Spróbuj znaleźć coś, czym można będzie przeciąć linę i co nie będzie różdżką, ay?
Nie wyciągała rąk w przód, po prostu otworzyła dłonie i skierowała ich wnętrza ku koniowi, chcąc pokazać, że nic nie trzyma.
-Hej, spokojnie- zaczęła mówić delikatnie zwróciwszy się do posągu, przeciągając subtelnym vibrato samogłoski. -Zaskoczyłeś nas, koniku. Nie chcemy zrobić ci krzywdy Powoli zaczęła iść w kierunku sztucznego zwierzęcia, lekko uśmiechnięta, by głos brzmiał łagodniej, nie pokazując jednak w uśmiechu zębów, by nie sprawiać wrażenia, że jest drapieżnikiem. Miękka na stopach, lekko przygiętych kolanach, chciała sprawiać też wrażenie mniejszej niż była w rzeczywistości.
Mniejsze stworzenia odruchowo kojarzą się prostym umysłom z mniejszym zagrożeniem.
-Uwolnię cię zaraz, tylko się uspokój, dobrze?
Kroczek za kroczkiem. Powoli, ostrożnie.
Traktowała posąg jak zwierzę - bo na zwierzę wyglądało, miało jego odruchy i głos. Dlatego też starała się nie patrzeć mu wprost w oczy, co mogłoby zostać uznane za zapowiedź zagrożenia. Zbliżyła się na tyle, na ile pozwoliło jej spanikowane zwierzę.

Catriona MacCance

avatar

avatar
Cytat : Love me like my demon does.

Gif :

Ranga : Jadam sernik z demonami.

Punkty doświadczenia : 26

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : czysta

Narodowość : Szkocka

Pieniądze : 70g

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Coro Purdy on Sob Mar 11, 2017 10:14 pm

Spojrzał spokojnie na dziewczynę i na chwilę odwrócił wzrok. Cóż Cat nawet ni wiedziała jak wiele osób uważało Coro za świra. Jednak nie wiedział czy chce o tym mówić, bo się jeszcze rozklei. Po raz kolejny tego dnia wziął głęboki oddech i dopiero gdy wypuścił powietrze z płuc powrócił wzrokiem na twarz dziewczyny.
- Naprawdę. I choć sam nie jestem tego w stanie pojąć to ci, którzy uważają imiona moich psiaków za dziwne, mają mnie za głupka. No ale nie rozmawiajmy o tym. Przecież jest tyle ciekawszych tematów. - powiedział za jednym razem ucinając dyskusję na tematy, które były dla niego dosyć ciężkie. Uśmiechnął się słysząc kolejne słowa Mori jednak w jego wzroku można było również wyczytać smutek. Owszem Coro nie chciał się rozwodzić nad swoimi problemami ale doskonale wiedział, że kiedyś i tak będzie się musiał z nimi zmierzyć, lecz teraz wolał przestać myśleć o tym co będzie, a zacząć myśleć o tym co mówiła do niego Cat. Gdy dziewczyna stwierdziła, że rozmawia z demonami Purdy momentalnie spojrzał na nią z podziwem. Tak chciał się wszystkiego dowiedzieć jednak ich miły spacer przerwało pojawienie się tego kamiennego konia. Coro na jego widok zareagował instynktownie. To co robił było odruchem bezwarunkowym i dopiero gdy drugie zaklęcie trafił zreflektował się co tak naprawdę zrobił. Nie opuścił jednak różdżki. To było jedyne narzędzie, które dawało mężczyźnie poczucie bezpieczeństwa. Spojrzał tylko przelotnie na Mori i lekko się uśmiechnął.
- Nie muszę niczego szukać. Zaraz go uwolnię. - powiedział i znów uniósł różdżkę. Jednak zanim rzucił zaklęcie spojrzał na konia. Zastanawiał się czy najpierw powinien go uwolnić czy uspokoić. Gdyż nie był pewny czy na oba zaklęcia starczy mu sił. W końcu jednak słysząc kwiki zwierzęcia postanowił.
- Finite - powiedział spokojnie i wbił swoje spojrzenie w kamiennego wierzchowca. - Przepraszam przyjacielu. - powiedział cicho i łagodnie czyli dokładnie tak jak zwracał się do swoich psów. Po czym po raz kolejny uniósł przedmiot, którego koń wyraźnie się bał i rzucił kolejne zaklęcie.
- Subsidium - rzekł po czym opuścił rękę z różdżką i schował ją w pokrowcu. Sam również powoli zaczął klękać na jedno kolano na rozmokłej ziemi, by pokazać zwierzęciu, że nie jest groźny i kamienny rumak nie musi się go bać. Gdy tylko znalazł się w wybranej przez siebie pozycji, od razu przy jego boku pojawiły się jego psiaki i spojrzały w oczy Purdy'ego. Tylko one mogły wyczytać z twarzy Coro jak mocno zraniły go kwiki zwierzęcia i jak mocno brązowooki mężczyzna jest na siebie wściekły. Owszem tłumaczył to sobie w myślach na tysiąc sposobów co nie znaczyło, że wszystkie rozsądne jak mu się wydawały argumenty do niego docierały.

Rzucam dwa razy kością gdyż chcę rzucić dwa zaklęcia.


Ostatnio zmieniony przez Coro Purdy dnia Sob Mar 11, 2017 10:20 pm, w całości zmieniany 1 raz

Coro Purdy

avatar

avatar
Cytat : Breath it's only bad day, not a bad life

Gif :

Ranga : Personel

Punkty doświadczenia : 77

Punkty Życia : 90

Wiek : 32

Krew : półkrwi

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 80

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Mistrz Gry on Sob Mar 11, 2017 10:14 pm

The member 'Coro Purdy' has done the following action : Rzut kostką


#1 'k100' : 55

--------------------------------

#2 'k100' : 37

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Mistrz Gry on Sob Mar 11, 2017 11:09 pm

Rumak rzucał się, wciąż nie tracąc sił. Miał chrapy tak rozdęte, że zdawały się być dwa razy szersze niż u normalnego konia – ale być może była to tylko fantazja rzeźbiarza. Podobną fantazją były niebosko szerokie i niebezpiecznie wyglądające kopyta, które mieliły i ubijały ziemię jak moździerz rozdrabnia przyprawy – tym samym zmieniając niewielki skrawek gruntu pod wierzbą w błoto. Zwierza rzucało łbem na boki, póki pęta nagle po prostu nie zniknęły i to w tak zagadkowy dla zwierzęcia sposób, że to na krótki moment nieufnie znieruchomiało. Dodatkowo też przez to, że jeden z przybyszów powoli zmieniał swoje położenie zbliżając się z każdym miękkim, ginącym w soczystej trawie, kroczkiem. Koń wycofał się automatycznie, uderzając zadem o drzewo i odbiegł nieco na bok, wciąż łypiąc na dwójkę ludzi jednym szarym okiem. To było przedziwne – mimo iż wzrokowo dało się łatwo zauważyć, a raczej osądzić, że koń jest kamienny, w istocie w dotyku jego skóra i chrapy były miękkie, a nie chropowate jak kruszec, z którego wyjściowo go wyżłobiono. Coro i Cat mogli to sami sprawdzić o ile oczywiście którekolwiek odważy się podejść do zestresowanego quasi-zwierzęcia.
Koń przekręcił się do nich bokiem, oddychając nieco szybciej przez stres i coś, co chyba było zmęczeniem i zaczął stopniowo opuszczać łeb coraz niżej, wciąż patrząc na dwójkę czarodziejów.

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Catriona MacCance on Sob Mar 11, 2017 11:31 pm

Nie była zadowolona z wyboru nowego znajomego - przecież widocznie sam widok różdżki niepokoił kamienne zwierzę. Lepszym wyjściem w jej mniemaniu byłoby uspokojenie konia, później uwolnienie go tradycyjną, mugolską metodą siłową. Pęta zniknęły w pewnym momencie, na rozkaz magicznej formułki. Uśmiechnęła się mimo wszystko na ten widok nieco szerzej, pozwalając by uśmiech objął wargi, policzki, zaiskrzył w przyjaznych oczach, jednak wciąż nie pokazała w uśmiechu zębów. Widząc jego ruch zatrzymała się równie powoli, jak wcześniej zbliżała się do posągu, nie chcąc wykonywać gwałtownych gestów, by nie zburzyć tego delikatnego jak najcieńsza lodowa powłoka, powoli zdającego się ogarniać go spokoju. Pomalutku obróciła się, by spojrzeć na Coro, klęczącego teraz w towarzystwie jego psów.
Odetchnęła, dla własnego spokoju, by koń mógł wyczuć już z samej jej gibkiej postawy nie zdradzającej znaku spiętych mięśni, że dziewczyna nie jest czymś, czego trzeba się bać.
Zwróciła się znów w kierunku konia, delikatnymi, drobnymi krokami ustawiając się wobec niego tak, by mógł ją widzieć, ale żeby i ona mogła z łatwością, gdy zbliży się wystarczająco, chwycić go za nasadę grzywy. Celowała w punkt w pobliżu jednej z przednich nóg.
-Dobrze, właśnie tak. Uwolniliśmy cię, jesteś bezpieczny, koniku- mówiła łagodnie.
Jeśli spanikuje znowu będzie jej z podobnej pozycji łatwiej uskoczyć w bok, niż gdyby zbliżała się na wprost. Z resztą - drapieżnik, statystycznie, szedłby właśnie wprost na swoją ofiarę.
A przecież kompletnie nie o to chodziło, by sprawić wrażenie polującego zwierzęcia.
Widziała, jak opuszczał łeb. Rozdęte chrapy, przyspieszony oddech. Wciąż był przestraszony.
-Spokojnie, mały. Chcę ci pomóc- skończyły jej się normalne, logiczne rzeczy do mówienia, do konia zaś został kawałek drogi. Jak zwykle to robiła w podobnych przypadkach: zaczęła mówić głupoty. -Ten pan tam z tyłu ma na imię Coro, ja jestem Cat. Studiuję tutaj. I długo, długo zajmuję się końmi. Nie musisz się mnie bać- kolejne kroki, powolutku, obserwując reakcje zwierzaka, zaczęła wyciągać w jego kierunku jedną dłoń. -Jestem ze Szkocji, z klanu MacCance. Mamy tam od wieków hodowlę abraksanów. I nimi też od dzieciaka się zajmowałam a przynajmniej pomagałam- starała się utrzymać jednolity, monotonny ton głosu, wciąż przeciągając lekko samogłoski.
Na ile koń pozwolił jej do siebie podejść?

Catriona MacCance

avatar

avatar
Cytat : Love me like my demon does.

Gif :

Ranga : Jadam sernik z demonami.

Punkty doświadczenia : 26

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : czysta

Narodowość : Szkocka

Pieniądze : 70g

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Coro Purdy on Nie Mar 12, 2017 6:58 am

Coro obserwował poczynania dziewczyny i kiwał z uznaniem głową. Według niego dobrze sobie radziła, jednak brązowooki cały czas był cały spięty. Owszem zauważył, że koń się nieco uspokoił jednak Purdy wiedział również, że magiczne zwierzęta czy też pomniki lub też ich połączenia były nieprzewidywalne. Był gotowy w każdej chwili wyciągnąć różdżkę jednak na razie czuł się lekko zmęczony po próbach oraz udanych inkantacjach. Sam musiał odpocząć i dlatego przyklęknął. Poza tym zdawał sobie sprawę, że spłoszone i wystraszone zwierzę może zrobić wszystko, by uciec z matni w jakiej się znalazło. Dopiero po jakimś czasie dotarło do niego, że nie odpowiedział dziewczynie na jedną z jej wypowiedzi.
- Zdziwiłaś mnie tym co powiedziałaś o demonach. Co prawda Kelpie są bardzo niebezpieczne i zaprzyjaźnienie się z nimi czy też ich okiełznanie jest wielką sztuką dlatego uważam, że musisz być szczęściarą mogąc porozumiewać się z Nessie. To musi być niesamowite uczucie. – powiedział do dziewczyny tak samo łagodnym i można by było przypuszczać monotonnym głosem, którego wcześniej używał zwracając się do kamiennego wierzchowca. Widząc, że Mori jest coraz bliżej zwierzęcia sam lekko zmienił pozycję i zaczął pomału wstawać z błota. Owszem wiedział, że nie może popełnić najmniejszego błędu. Musiał działać z najwyższą ostrożnością. Wydawało mu się, że samo podniesienie nogi, na której klęczał zajęło mu całą wieczność i dopiero gdy udało mu się złapać równowagę oraz po nodze przestały chodzić mu tak zwane mrówki zaczął się zbliżać do zwierzęcia. Czynił to w pozycji, którą większość nazwałaby kucki czy coś w tym guście jednak Coro był przekonany, że to pozwoli mu zyskać przychylność zwierzaka. Szedł bardzo wolno co chwilę stając, by sprawdzić jak kamienny koń reaguje na jego podchodzenie. Owszem gdyby zauważył najmniejsze spięcie zwierzęcia znów zastygłby w bezruchu, aby zwierzę się uspokoiło. Co jakiś czas sprawdzał też jak idzie Cat i czy dziewczyna nie znajduje się w niebezpieczeństwie. Jego mięśnie były napięte jak postronki ale tylko z tego powodu, że poruszał się w dość niewygodnej dla niego pozycji. Wreszcie gdy przeszedł około połowę dystansu dzielącego go od zwierzęcia znów przyklęknął na jedno kolano i czekał, na odpowiedni moment, by móc znów ruszyć. Poza tym zauważył zmianę pozycji rumaka i sam musiał też nieco ją zmienić, by nie iść prosto na bok konia. Oczywiście miał w tym jeszcze jeden cel. Teraz dawał zwierzęciu czas na oswojenie się z jego zapachem oraz z jego widokiem, choć może to było dziwne, lecz wiedział, że dzikie stworzenia powinny oswoić się z widokiem człowieka. I nie ważne było, że koń już go widział gdyż wtedy Coro był o wiele dalej od niego.
- Spokojnie przyjacielu. Nic ci nie grozi. To co cię wystraszyło już dawno ucichło. Możesz być pewny, że żadne z nas nie chce ciebie skrzywdzić. Zaufaj mi. – łagodność w głosie profesora mogła się wydawać naprawdę dziwna jednak Purdy był świadomy tego, że musi się tak właśnie zachowywać, by podejść do rumaka i starać się go uspokoić lub też przekonać do powrotu tam gdzie było jego miejsce. Owszem zdawał sobie sprawę, że może być to ciężkie zadanie jednak znał studentów i wiedział, że kamienny rumak nie miałby spokoju gdyby młodzi dorośli się o nim dowiedzieli. W tym właśnie przypadku Coro wolał postąpić wbrew sobie niż pozwolić by zwierzę stało się sensacją i było narażone na kolejne stresy.
- Spokojnie koniku. Spokojnie. W naszym towarzystwie jesteś bezpieczny. Nie chcemy cię skrzywdzić. Chcemy ci pomóc. – powiedział i jakby instynktownie zniżył swój głos do szeptu jednak był pewny, że kamienny rumak go usłyszy. Wiedział, że zwierzęta choć nie rozumieją słów to potrafią wyczuć intencje mówiącego do nich człowieka, a przynajmniej tak było z jego psiakami. Nie znał się natomiast na zwyczajach kamiennych wierzchowców, ale po prostu zaczął traktować to stworzenie jak swoje psy. Miał nadzieję, że to był dobry trop. Trwał zastygły w jednej pozycji i czekał na to by móc dalej kontynuować wędrówkę do kamiennego konia. Swoim psiakom nakazał gestem zostać w większej odległości. Podejrzewał bowiem, że pojawienie się ich zbyt blisko wierzchowca mogło spowodować jeszcze większą panikę u kamiennego stworzenia. Poza tym Purdy chronił również swoje psiaki przed tym by rumak nie zgniótł któregoś z nich kopytem. Teraz pozostawało tylko czekać i zachować spokój w swoich poczynaniach, by nie sprowokować zwierzęcia do ataku, oraz by pokazać mu, że jest bezpieczny i nie musi się niczego bać.

Coro Purdy

avatar

avatar
Cytat : Breath it's only bad day, not a bad life

Gif :

Ranga : Personel

Punkty doświadczenia : 77

Punkty Życia : 90

Wiek : 32

Krew : półkrwi

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 80

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Mistrz Gry on Nie Mar 12, 2017 4:09 pm

Ruchoma rzeźba rozdęła mocno chrapy i nabierała coraz płytszych i szybszych wdechów, wciąż nie spuszczając wzroku z dwójki podchodzących do niej postaci. Przy każdym wydechu słychać było ciche rżenie, ale mimo to koń łeb trzymał nisko. Był wciąż spięty i widocznie zestresowany, nawet mimo uspokajających zapewnień wypowiedzianych łagodnym głosem. Catriona miała już wierzchowca nieomal na wyciągnięcie ręki, a ten zaczął mocniej i uważniej skupiać wzrok na idącym w jego stronę profesorze, który w kuckach poruszał się wolno i mniej zgrabnie, co od razu zwróciło uwagę kamiennej rzeźby i ułatwiło przy tym zadanie rudowłosej czarownicy. Całe szczęście psiaki Profesora Purdiego trzymały się z daleka i nie szczekały – to stanowczo ułatwiało całą pracę. I szło nawet całkiem znośnie – koń się nie rzucał i już zaraz miał znaleźć się w wyszkolonych rękach Pani...
Oh, chyba jednak chwycenie go za grzywę mu się nie spodobało. Nawet jeśli w dotyku była zaskakująco miękka. Nawet jak na konia. Zwierzę zarżało głośno i zrobiło potężny wykop do tyłu. Umięśnione nogi uderzyły kopytami w pień wierzby tak mocno, że odpadło od niej kilka wielkich płatów kory. Stało się coś jeszcze: jedna z cieńszych, ale wciąż sporych gałęzi drzewa (gruba na szerokość co najmniej rozłożonej męskiej dłoni) chrupnęła niebezpiecznie i ułamała się lecąc po łuku wprost na Coro.

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Catriona MacCance on Nie Mar 12, 2017 4:46 pm

-Tak, właśnie tak, spokojnie, mo leannan- zbliżała się coraz bardziej.
Och, już tak blisko! Wyciągała w jego kierunku dłoń, mając już grzywę niemal w palcach. Parę kroków bliżej, proszę, pozwól się zbliżyć - gdyby zechciała mogłaby już na niego wskoczyć. Dostrzegła jak niepokój w zwierzęciu rośnie nieznacznie.
Obejrzała się na Coro.
-Odsuń się, nie chcemy go osaczać- powiedziała, sfrustrowana nieznacznie tym, z jaką łatwością nauczyciel niepokoił zwierzę.
To różniło ludzi studiujących zaklęcia oraz magię samą w sobie, od ludzi studiujących zwierzęta, nawet magiczne - podejście.
Chwyciła grzywę przy kłębie, wywołując reakcję, jakiej w sumie się spodziewała. Lekkie powtórzenie paniki, które mogłaby zaraz uspokoić. Jednak odłamki kory i chrzęst ułamującej się gałęzi, zdającej się lecieć wprost na Coro sprawiły, że musiała teraz działać szybko. Odwrócić uwagę konia od nauczyciela, oby poradził sobie sam z konarem.
Nie tylko w słowach była pełnoprawnym potomkiem średniowiecznych szkotów, których oddziałów w walce obawiali się Anglicy nazywając ich krwiożerczymi barbarzyńcami. W jej żyłach płynęła gorąca krew szaleńców traktujących ryzyko jak kochankę, flirtujących ze śmiercią nawet podczas pijackich zabaw. Nie zwracając uwagi na kilka drobnych odłamków kory, odpadających od ułamanej gałęzi, opadłych na ramiona i plączących się w rude włosy, zgrabnym, silnym ruchem wskoczyła na grzbiet konia. Mocno chwyciła grzywę oburącz, zakleszczyła nogi na miękkich bokach, nie mając czasu na zastanawianie się nad tym, jak miękki i żywy wydawał się kamień. Nie miała zamiaru bawić się w rodeo - to nie było widowisko, pochyliła się więc, przyklejając do grzbietu jak rzep, w głowie pobrzmiewała porada ojca sprzed jedenastu lat.
"Jeśli koń się spłoszy pod tobą, bądź spokojna. Czując twój spokój i on w końcu się uspokoi. Jeśli nie, to wysiedź wszystko, zmęczycie się oboje w końcu, rozluźnią wam się mięśnie, wtedy go opanujesz."
Cóż, była świadoma znacznej różnicy - ojciec mówił o koniach nawykłych do jeźdźca na grzbiecie. Cat zaś miała prawo podejrzewać, że nikt do tej pory nie dosiadał kamiennego konia.
-Spokojnie, koniku- kontynuowała, starając się oddychać spokojnie. -Uspokój się, nie ma co panikować. To tylko ja, tylko gałąź. Nic strasznego, Ay?
Jednak wiedziała też, że nawet jeśli zwierzę ją poniesie, ona utrzyma się na grzbiecie - bogowie, jeździła już przecież nawet na kelpie! Utrzymywała się na równie potężnym, choć nie kamiennym, koniu rasy Clydesdale, gdy się przestraszył! A zmęczenie zadziała nawet na nieujeżdżonego konia - dopada przecież w końcu każdego. Ważne było, żeby koń nie stratował Coro gdyby nie udało mu się uniknąć gałęzi. Skupiony na nieznanym sobie ciężarze na plecach, będzie wierzgał i kopał powietrze, nim puści się przed siebie w panice, dając przynajmniej odrobinę czasu nowemu znajomemu Catriony.
Ma na imię Catriona Morrigan MacCance. I utrzyma się na koniu, choćby miało na tym ucierpieć jej zdrowie, byleby nie ucierpiał na tym nikt inny.
To krew ojca, krew pokoleń lairdów, odezwała się w rudowłosej - czuła się odpowiedzialna za ludzi wokół. Ojciec wychował ją dobrze.

Catriona MacCance

avatar

avatar
Cytat : Love me like my demon does.

Gif :

Ranga : Jadam sernik z demonami.

Punkty doświadczenia : 26

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : czysta

Narodowość : Szkocka

Pieniądze : 70g

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Coro Purdy on Nie Mar 12, 2017 5:37 pm

Zachowania kamiennego rumaka zaczynały naprawdę działać Purdy'emu na nerwy. Nie dlatego, że go nie rozumiał, bo wiedział, że strach jest potężną siłą, która sprawia, że każda istota żywa miewa dziwne i nieprzewidziane reakcje. Chciał ostrzec dziewczynę, że kamienny wierzchowiec może się przestraszyć jednak zaczął się zastanawiać czy powinien to robić. Owszem miał jakąś wiedzę o magicznych stworzeniach i nie był tylko i wyłącznie specem od rzucania zaklęć. On również potrafił podejść do zwierzęcia tak, by ono się nie zdenerwowało lub też nie wpadło w panikę. Teraz jednak trwał bez ruchu i czekał na to co się stanie. I gdy już chciał odejść parę kroków w tył stało się coś, co było dla Coro do przewidzenia. Koń się spłoszył, a Purdy musiał działać bardzo szybko. Znów wyszarpnął różdżkę z pokrowca. Spojrzał na Mori siedzącą na koniu i krzyknął.
- Zasłoń czymś twarz. – po czym gestem nakazał swoim psiakom odejść tak daleko jak się tylko dało. Dopiero jak zapewnił im bezpieczeństwo spojrzał na lecącą w jego stronę gałąź. Wziął krótki oddech, wyciągnął różdżkę na potencjalne zagrożenie i krzyknął.
- Bombarda – niestety w tej sytuacji tylko to mu przyszło do głowy. Po czym schował rękę z różdżką za siebie, odwrócił się plecami i czekał na uderzenie. Przezornie przyciągnął brodę do klatki piersiowej i zamarł w bezruchu. *Gdy do jego uszu nie doleciał żaden odgłos nawet najmniejszego wybuchu czekał na rąbnięcie gałęzi w jego plecy. W końcu w tym momencie tylko to mu pozostało.

Kostko nie zawiedź mnie teraz
*Edit: A jednak mam pecha


Ostatnio zmieniony przez Coro Purdy dnia Nie Mar 12, 2017 5:45 pm, w całości zmieniany 1 raz

Coro Purdy

avatar

avatar
Cytat : Breath it's only bad day, not a bad life

Gif :

Ranga : Personel

Punkty doświadczenia : 77

Punkty Życia : 90

Wiek : 32

Krew : półkrwi

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 80

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Płacząca wierzba

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach