Pracownia eliksirów

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Pracownia eliksirów

Pisanie by Veneficium on Sob Paź 15, 2016 7:14 pm

First topic message reminder :

W przestronnej sali znajdują się trzyosobowe stanowiska wyposażone w kociołki i wszystkie inne przyżądy niezbędne do ważenia eliksirów. W przeciwieństwie do innych pracowni na wydziale, nie ma tu mowy o przypadkowym rozmieszczeniu stolików - wszystkie ustawione są w równych rzędach a od tego roku, na prośbę studentów ustawiono przy nich stołki. Twarde, ale zawsze coś... Na głównej ścianie znajduje się bogata kolekcja ropuszych skór, oprawionych w eleganckie ramki.

_________________

Veneficium

avatar

avatar
Cytat : Jak wszędzie będziesz miał na skróty, to w końcu w ogóle przestaniesz chodzić.

Gif :

Ranga : Pan i Władca

Punkty doświadczenia :

Punkty Życia :

Wiek :

Krew : Najczystsza

Narodowość : Światowa

Pieniądze :

Admin

Powrót do góry Go down


Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Maude Morel on Wto Lut 21, 2017 11:15 am

La terreur...
Maude, jako absolwentka Beauxbatons, przyzwyczajona była do zdecydowanie wyższego poziomu kultury osobistej nż ten, który właśnie reprezentował sobą profesor Gray. "Tylko nieudacznik krzyczy poza boiskiem, a jeśli zmuszony jesteś podnieść głos, najpewniej potrzebujesz pomocy", jak to mawiali jej dawni nauczyciele. Wszystko to sprawiało, że dziewczyna patrzyła teraz na Petera z wyraźną niechęcią, nieco więcej uwagi poświęcając jego wąsom.
To wiele tłumaczy... Pomyślała, nim chwyciła w dłoń torbę i uważając na ruchy Meredith, opuściła siedzenie.
- Oczywiście, panie profesorze... - Posłała w stronę mężczyzny sztuczny uśmiech i udała się w stronę najbliżej ławki. Nie oznaczało to jednak, że już się poddała... O nie! To nie był koncert życzeń, a w jej blondwłosej głowie powoli powstawał plan...

Maude Morel

avatar

avatar
Cytat : Piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresowanie.

Gif :

Ranga : Pannica

Punkty doświadczenia : 20

Punkty Życia : 100

Wiek : 18 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Francuzka

Pieniądze : 70G 0S 0K

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Colette Tomiczny on Wto Lut 21, 2017 2:14 pm

Nigdy jeszcze nie trafił na osobę, która rozkładałaby jego słowa na części pierwsze jak patolog jeszcze ciepłe zwłoki, a nawet jeśli to mógł to robić Finta i to tylko dla większych śmieszków. Zawsze jednak wtedy w jego oczach albo drgających kącikach ust przebijały się oznaki rozbawienia, za to twarz białowłosego chłopaka, do którego się dosiadł z opóźnieniem pytając o zgodę, była całkowicie niewzruszona. Nieco zobojętniała, choć nie wydawał się pociągać krótkiej konwersacji na siłę – to chyba oznaczało, że nie był zły naruszenia jego strefy osobistej i świętego spokoju na tyłach sali.
- Tak myślisz? - Zerknął przelotem na podłogę pod swoimi butami. - Gorące sam na sam z podłogą... Ja jednak jestem zdania, że nie mam co liczyć na ogrzewanie i tutejsza posadzka to wymagająca i zimna kochanka, którą należy najpierw rozgrzać własnym ciałem.
Podniósł wzrok i napotkał na swojej drodze wreszcie zwróconą w  jego stronę parkę stalowo-szarych oczu. Nie zapanował nad cichym „wow”, które wyrwało mu się z gardła.
Strzała amora na lekcjach eliksirów, serio, przemknęło mu przez głowę z wyrzutem. Dajcie mi tu tego latającego grubasa bez majtek, a skopie mu dupsko!
Przełknął nerwowo ślinę i poruszył się niepewnie na krześle.
- Tak, mam. - potwierdził. Akurat z tego tytułu nigdy nie wynikły dlań żadne nieprzyjemności, więc nie oczekiwał salwy szyderczego śmiechu, ale jak zawsze uprzejmego zainteresowania albo zafascynowania. Mimo to pierwszy raz spotkał się z pytaniem odnośnie postrzegania barw. - W sumie... Raczej nie, nigdy nikt nie wrócił mi uwagi odnośnie tego, że jakoś drastycznie mylę kolory, ale powiem ci... - Pochylił się nieco nad ławką przechodząc do konspiracyjnego pół-szeptu. - Że na inauguracji byłem święcie przekonany, że pewna dziewczyna ma niebieskie oczy. A potem wytłumaczyła mi grzecznie, że są zielone. Myślałem, że mogę to zrzucić na szeroko znany w świecie męski daltonizm, ale może faktycznie coś z moimi oczami jest nie tak...?
Sapnął zmieszany i nie dbają co to czy będzie to wyglądało dziwnie czy nie - najpierw przymknął zielone oko, by popatrzeć na siedzącego obok chłopaka brązowym, a następnie zmienił układ i spoglądał zielonym. Wszystko wydawało się mu wyglądać tak samo, ale pewności nigdy dość.
- Ale twoje są szare, prawda? Wybacz głupie pytanie, ale zasiałeś we mnie lekkie ziarnko paranoi. Będę się musiał poddać badaniom młodych, dobrze rokujących i szalonych naukowców na Eksperymentalnej, żeby ostatecznie odpowiedzieć ci na pytanie odnośnie barw.
I już chciał coś dodać na temat urokliwych psów z podobnym kolorowym problemem, nieco rozmiękając już od wywołującego przyjemność sposobu wypowiadania się rozmówcy, ale podskoczył kiedy łapy profesora jebnęły mocno o masywne biurko. Myśli posypały się Polakowi z głowy na podłogę i oprzytomniał z zahipnotyzowania wracając uwagą na lekcję. Psor postanowił upuścić nieco zebranej pary i aż podniósł się z krzesła, żeby zażegnać spór. Nieco się udało, bo na sali od razu zrobiło się aż za cicho. Brunet słuchał wszystkiego z lekko uniesionymi brwiami, ale sam po roku tutaj, był już odporny na wrzaski i kłótnie, zwłaszcza, że sam zdążył już nazbierać sobie u tego konkretnego belfra przed paroma dniami ledwie oblewając go wodą. W obecnej sytuacji Tomiczny sądził, że dwóm dziewczynom belfer zaraz odgryzie głowę.
Mimo wszystko zakończyło się w miarę spokojnie, choć rykoszetem zjebki dostało się dwójce niewinnych uczniów, najpierw blondynce, a potem... JEMU. Jemu, bo USIADŁ. Pełne pokrzywdzenia „ale...!” umarło mu w gardle, kiedy dotarło do niego, że wypowiedziane w tym konkretnym momencie zaowocuje tym, że resztę zajęć spędzi w kącie. Odsapnął i przyciągnął do siebie swój zdezelowany podręcznik, rzucając wcześniejszemu rozmównicy przepraszające spojrzenie.
- Poczekaj na mnie po lekcji, powiem ci co myślę o huskych, ok? - rzucił mimo wszystko z wcześniejszą energią i wstał, elegancko, bez szurnięcia zasunął krzesełko, po czym przeszedł się dla pewności do rzędów ławek po drugiej stronie głównej alejki, gdzie zasiadł na zimnym krześle w otoczeniu dramatycznej samotności.

_________________
Come closer.

Colette Tomiczny

avatar

avatar
Cytat : I am a GREAT MAN and one day If you are very lucky I might even be a GOOD ONE.

Gif :

Ranga : Smok Katedralny

Punkty doświadczenia : 34

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Polak

Pieniądze : 78 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Naamah Dawn Harms on Wto Lut 21, 2017 4:41 pm

Zajęcia chyba jeszcze się nie zaczęły, prawda? 
Chyba.
Naamah wpełzła niczym zgrabna żabka do sali przez przymknięte (ale nie zamknięte) drzwi. Profesor akurat stał tyłem, nie zauważył, wszystko spoko. Tylko dlaczego cała ta zgraja siedziała oddzielnie? Łatwiej byłoby wmieszać się w tłum niż w rozproszonych po całej sali studentów. No nic, przysiadła sobie przy wolnym stoliku, pomachała do Kotleta, którego pamiętała z rozpoczęcia roku i wyjęła pióro i notes. Kociołki chyba stały jeszcze puste, pan psor coś smarował na tablicy, ledwo mogła go rozczytać. Obiecała sobie słodkiego czekoladowego batonika, jeśli przetrwa wszystkie dzisiejsze zajęcia. Warto było. Odetchnęła cichutko i przepisała z tablicy temat zajęć.

Naamah Dawn Harms

avatar

avatar
Cytat : Snowing fire and raining stars

Gif : ....

Ranga : Królowa Chatboxa

Punkty doświadczenia : 21

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : Prawie czysta

Narodowość : Angielska

Pieniądze : 55

Wydział Alchemii, Astronomii i Magii Użytkowej

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Sharv on Czw Lut 23, 2017 8:32 pm

Odgłos łap uderzających o posadzkę świadczył o tym, że albo komuś zwierzątko zerwało się ze smyczy, albo że Profesor Sharv niesamowicie się gdzieś spieszył – w końcu utarło się, że zwierzęcy pedagog biega tylko w nagłych wypadkach. W nagłych wypadkach sam otwiera też sobie drzwi, kiedy staje na tylnych łapach i podnosi swoje całkiem spore, pokryte czarnym futrem cielsko, sięgając mało motorycznymi łapami w stronę klamki. Idąc tym tropem łupnął o drzwi, szybko otworzył je i rozwarł wietrzeje pyskiem wpadając do środka jak burza.
- Peterze, jesteś potrzebny w budynku S, eksperyment nieco wymk... – rzucił nie bawiąc się w tytuły i wtem para jego postawionych na sztorc uszu wywinęła się do tyłu, kiedy usłyszał świst na korytarzu. Jęknął z demotywacją i padł na podłogę, machinalnie zakrywając pysk łapami. - Kryć się!
Przez otwarte do połowy drzwi do środka jak błyskawice wpadły dwa zaklęcia do złudzenia przypominające powiększone iskry. Z wizgiem odbijały się od ścian i mebli. Jedna kręcąc młynki okrążyła profesora eliksirów wielkim łukiem, mijając Pannę Maude rozwiała jej w pędzie włosy i uderzyła bezpośrednio we wściekłą, białowłosą uczennicę, posyłając ją w tył i przewracając na ziemię z hukiem wraz z jej krzesłem. Druga za to zataczając już trzecie koło pod sufitem zniżyła lot przelatując tuż nad głową Nicolasa, po drodze praktycznie zrzucając Penelope z krzesła i kumulując całą siłę w Anabelli, którą również posłała na randkę z podłogą. Wszystko zajęło nie więcej niż dwie sekundy.
Sharv podniósł się na równe łapy i rzucił szybkie i wyjaśniające:
- Duża aula w budynku S! Zhang i Heike już tam są. Czekamy jeszcze na Wilczyńskiego!
Profesor Gray skinął głową, ale zanim odpowiedział szybko doskoczył do pierwszych rzędów, odsunął ławkę i wziął zemdloną Annabelle na ręce. Przyjrzał się jeszcze kontrolnie stanowi Penelope, ale widząc, że dziewczyna jest przytomna, postanowił zająć się w pierwszej kolejności tymi, którzy oberwali najmocniej.
- Zaraz się tam teleportuje, najpierw przeniosę je do szpitala! – upewnił, przyklejając przy Meredith i łapiąc ją za rękę. Nie minęła sekunda, a profesor i dwie studentki z suchym trzaskiem przeteleportowali się na teren wydziału Biomagii. Na kilka sekund wewnątrz z lekka zdewastowanej sali zapanowała cisza, którą znowu przerwał już zdecydowanie spokojniejszy stukot łap – ten charakterystyczny niezbyt namolny dźwięk, jaki wywoływały długie pazury stykające się z każdym krokiem z podłogą.
- No dobrze... Nie martwcie się proszę o koleżanki, z pewnością nic im nie będzie. Grono pedagogiczne już stara się uspokoić mały pokaz fajerwerków w pobliskim budynku, więc tu nam nic nie grozi. Te dwie musiały przylecieć tu ze mną, za co z góry przepraszam. – Skulił nieco uszy i podszedł do rozsuniętych ławek, spoglądając pod nimi na Penelope. Nie wydawała się odczuwać magicznych skutkach pośredniego kontaktu z zaklęciem, ale i tak czarne, paciorkowate ślepia Profesora zdradzały oznaki zmartwienia.
- Może Pani wstać? Jeśli będzie się Pani czuła źle proszę mi to natychmiast zgłosić – wyśle Panią wtedy z kimś do szpitala – zaznaczył, nie chcąc, by studentka na wszelki wypadek udawała twardszą niż jest, bo nie wiadomym było czy zaklęcie na pewno nie odbiło się na niej w niewielkim, ale jednak stopniu. Czarny pies wyprostował łeb rozglądając się bezradnie po klasie i wyławiając wzrokiem białowłosego chłopaka siedzącego na tyłach sali.
- Może Pan pomóc koleżankom poustawiać ławki do pierwotnego porządku? Panu na pewno pójdzie szybciej niż mi pchając je nosem – pozwolił sobie na dodanie do prośby szczypty rozbawienia na koniec i jeszcze raz rzucił upewniające się spojrzenie Pannie Graves. Dopiero wtedy powolnym krokiem wrócił przed biurko i ze zmęczeniem usiadł na podłodze. Widać było, że walczy z typowo psią chęcią wywalenia jęzora na wierzch i ulżenia zmęczeniu.
- Z przyczyn kompletnie od nas niezależnych przejmuję waszą dzisiejszą lekcję eliksirów, na których popracujemy nad... – obrócił się i spojrzał na tablice, na której wypisano temat dobry dla trzeciorocznych w szkole podstawowej. Sapnął głucho, jakby nieco zmieszany tak prostym tematem, mając szczerą nadzieję, że jego kolega profesor miał w nim ukrytą jakąś intrygę odpowiednią dla poziomu reprezentowanego przez uczelnię. - Na tematem trucizn i antidotów. Dobierzcie się proszę w pary, będę miał dla was małe towarzyskie zadanie. Żeby nieco zacieśnić wasze więzy w tym roku akademickim i nie pozwolić tworzeniu się zamkniętych kół przyjaciół pozwolę sobie poprzedzielać wam pary na dzisiejsze ćwiczenie. Jesteście na pierwszym roku, nie znam jeszcze waszych imion, ale chętnie je poznam, kiedy na koniec ćwiczeń każdy będzie składał raport na ocenę. Dlatego też póki co podarujcie mi proszę to, że będę dobierał was skojarzeniami.
Wytłumaczył się.
- Pan, którego poprosiłem o pomoc z ławkami będzie pracował z... – spostrzegł siedzącą niedaleko Alexandrę. - Z Panią. Pani o ślicznych blond puklach z pierwszej ławki popracuje z koleżanką, która niechcący prawie oberwała zaklęciem, a Pan... – i wtem zobaczył Colette. - Panie Tomiczny, proszę wziąć pod swoje skrzydła blondwłosą koleżankę. Zna Pan system zajęć proszę przywołać mi żółty kuferek i zamknąć drzwi.




Pozwalam sobie napisać tu posta Kotletem, by nie przeciągać.
Brunet po otrząśnięciu się z pierwszego szoku wyskoczył z ławki z uśmiechem i podszedł szybkim truchtem do drzwi, wydobywając z kieszeni różdżkę.
- Accio żółty kuferek! – rzucił i odczekał moment aż z nienadciągającym zgrzytem po podłodze przyleci do niego kufer pokryty odłażącą już płatami żółtą farbą olejną. Kufry były zaczarowane na tyle, by nie podróżować do wzywającego w linii prostej rozbijając okna, ale grzecznie przemieszczać się po korytarzach, oraz po terenach zielonych wymijając spacerujących tak, by nikogo nie posyłać na trawę.
Tomiczny zabrał drewniany pakunek z ciężką zawartością spod drzwi, zamknął je i po kilku krokach odstawił na biurku prowadzącego otwierając wieko. Po dobrze wypełnionym zadaniu otrzepał dłonie z resztek pękającej farby i wrócił się na tylne rzędy zgarniając po drodze podręcznik i zasiadając obok Naamah.




Sharv odczekał chwilę, aż wszyscy dosiądą się do swoich par i zadowolony wypiął nieco dumniej pierś. Cały kufer wypełniało szesnaście fiolek opatrzonych kolorowymi etykietami i zatkanych tej samej barwy korkami.
- Fiolki wypełnione są truciznami wywołującymi różne skutki – nie są one śmiertelne i rezultaty ich zażycia pojawiają się wręcz natychmiastowo, oraz stosunkowo szybko się pogarszają, dlatego zależy nam na czasie. – zaznaczył, przepływając spojrzeniem po swoich słuchaczach. - Każda para bierze po jednej fiolce i jeden z was wypija jej zawartość, stając się „pacjentem”. Drugie z was to „medyk”. Pacjent musi pomóc medykowi sporządzić lek na swoją truciznę i jak najlepiej zobrazować co dzieje się z jego ciałem, jeśli nie jest to widoczne gołym okiem. Możecie korzystać z pomocy  podręczników oraz macie do dyspozycji popularne składniki zebrane w tej sali oraz czas do końca zajęć, by uleczyć chorych przyjaciół. Wszystko to oczywiście na ocenę. Proszę więc po kolei podchodzić do kuferka, wyciągnąć fiolkę i wybrać które z was podda się działaniu trucizny.

[zt - Peter Gray, Meredith Veins i Annabella Greenforest]



Penelope Graves
Czujesz jedynie pulsujący ból w łokciu i w krzyżu, będący następstwem obtłuczenia. Będziesz miała jedynie siniaki i ból w końcu przestanie ci doskwierać, więc nie zabieram ci żadnych Punktów Życia.

Maude Morel i Nicolas Hudson
Ze względu na to, że zaklęcia były głośne i minęły was w bliskiej odległości, to obojgu wam piszczy w uszach. Za kilka do kilkunastu minut powinno jednak przestać.

Sharv

avatar

avatar
Cytat : Jeśli pies spojrzy na ciebie i nie chce podejść, powinieneś dokładnie przyjrzeć się swojemu sumieniu.

Gif :

Ranga : Prof. Sharv

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : 53 lata

Krew : Psia

Narodowość : Islandia

Pieniądze : 100 G

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Maude Morel on Sob Lut 25, 2017 10:43 am

Chociaż Maude starała się zachować w tych trudnych warunkach choć minimum kultury, ciężko było jej ukryć uśmiech zadowolenia, gdy do sali wbiegł profesor Sharv. No, przynajmniej do czasu, kiedy to dwa niezidentyfikowane zaklęcia nie wpadły za nim do sali... Padła na kolana i - minimalnie zbyt późno - zatkała uszy, jednocześnie nie mogąc oderwać wzroku od padającej na ziemię Meredith.
Karma wraca... - pomyślała, mając jesnak szczerą nadzieję, że dziewczynie nie stało się nic poważnego, a gdy do grona ofiar dołączyły Ann i Penelope, chyba nawet trochę pobladła. Na całe szczęście przynajmniej Graves trzymała się jeszczd na nogach.
Morel z niemałym zaskoczeniem (i piszczeniem w uszach) wysłuchała słów Sharva, a gdy dotarło do niej, że psor nie żartuje, zabrała swoje rzeczy i podeszła do Penelope. Wolała jej specjalnie nie męczyć.
- Maude Morel - wyciągnęła dłoń w jej stronę. - Cieszę się, że będziemy razem pracować. Jak pewnie czujesz się w poruszonym temacie? Naprawdę starała się, żeby jej ton nie zabrzmiał pretensjonalnie, może nawet z jakimś skutkiem?
Przy okazji szybko ogarnęła wzrokiem ciało Penelope, poświęcając uwagę głównie takim punktom jak łokcie i kolana.
- Mogę wypić truciznę. - Uiechnęła się i nie odnotowując sprzeciwu z jej strony, podeszła do kuferka profesora Sharva. Jeszcze raz skinęła mu głową i wyciągnęła dłoń po jedną z fiolek. Z - dopiero teraz - narastającym napięciem, wróciła do towarzyszki dzisiejszych zajęć. Była ładna... Chyba więc można było jej zaufać, prawda?

Maude Morel

avatar

avatar
Cytat : Piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresowanie.

Gif :

Ranga : Pannica

Punkty doświadczenia : 20

Punkty Życia : 100

Wiek : 18 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Francuzka

Pieniądze : 70G 0S 0K

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Nicolas Hudson on Sob Lut 25, 2017 4:52 pm

Jako że we współczesnym świecie ze wzruszeń pozostawało jedynie wzruszenie ramion, to też uczynił Nicolas, słuchając chwilę o wymagającej, zimnej kochance Kotleta, wykazującego się najwyraźniej na tym polu niespodziewanym doświadczeniem. Za kolejną chodzącą pogłoskę można uznać to, iż z uniesień zachowało się uniesienie brwi – po raz kolejny zademonstrowane przez młodzieńca, tym razem w odpowiedzi na wyznanie, pochylającego się przy nim chłopaka. Powściągliwa oraz małomówna natura i w tym przypadku powstrzymała go od wtrącenia się do wypowiedzi starszego studenta. Gdyby miał zacząć rozprawiać na temat opinii o oczach, zapewne zaszedłby w dość osobliwe rejony, płynnie przechodząc do postrzegania aur wokół ludzi, czy też odnosząc się do innych zmysłów, postrzegania nie tylko ich barw, ale i zapachów.
- Możliwe, że niebieskie lepiej współgrały z jej osobą i właśnie dlatego je w ten sposób dostrzegałeś... - odezwał się cicho – praktycznie szeptem – czego jego kolega mógł nie dosłyszeć. Zresztą wydawał się być on całkiem pochłonięty igraniem ze swym wzrokiem, sprawdzając najwidoczniej cóż to za numery gotowały mu na śniadanie jego cudne oczęta. Ponadto Colette zdawał się żonglować słowami z takim doświadczeniem, iż aż żal było wtrącać zbyt wiele niepotrzebnych wyrazów w jego osobiste przedstawienie. Z tego też powodu Nico, stwierdzając, że wystarczająco rozgrzał już swe strony głosowe, zareagował jedynie skinieniem głowy na zadane mu pytanie. Z drugiej strony prawdopodobnie pragnął dopytać chłopca o te niebezpieczne eksperymenty w celach naukowych – jako iż mogły one okazać się niezapomnianym, jak również przydatnym badaniem – lecz nie było mu dane...
Zniszczona doszczętnie atmosfera, wlewająca całymi strumieniami napięcie w nieświadomych realiów uczelni pierwszoroczniaków, była nieszczęśliwym skutkiem wybuchu niepoważnego wykładowcy. By nie strzępić swych nerwów, Nicolas był gotów opuścić pomieszczenie tu i teraz, acz jako iż do temperamentnych nie należał, musiał swój ruch wpierw przemyśleć. Gdy już się jednak podnosił, Colette zdążył wstać i rzucić w jego kierunku nieco niespodziewaną propozycją. Nie będąc zbyt dobrym łapaczem, Hudson dał wybić się odrobinę z rytmu – przez co usiadł i obserwował oddalającego się elegancko szatyna.
- - Cisza zdawała się wisieć wokół niego, duszona w wielkim garncu w celu ostatecznie owocnego rozkrojenia jej skalpelem – możliwe iż pożyczonym od wspomnianych wcześniej młodych, dobrze rokujących, szalonych naukowców. Rozproszona została poprzez dźwięk łap – psich łap – jak okazało się już po chwili, gdy czarny zwierzak wpadł niczym burza do sali, przemawiając na dodatek ludzkim głosem. Zaraz dało się także zauważyć, iż nie była to zwyczajna mżawka... Wszak objawionej anomalii towarzyszyły pioruny, idealnie wpisujące się w obraz co dopiero przytoczonego zjawiska atmosferycznego. Brakowało tylko jednego – deszczu. Ale to może kiedyś.
Nie będąc w stanie dostatecznie szybko zareagować na zagrożenie, Nico prawie się nie poruszył. Poczuł jedynie powiew przelatującego obok niego zaklęcia, które pozostawiło po sobie nieprzyjemny oddźwięk – jak również postawione na karku włoski. Piszczenie w uszach – początkowo nieznośnie uciążliwe – zmniejszyło swe nasilenie, nie opuszczając chłopaka jednak na dobre. Dwie sekundy – tyle mniej więcej trwało całe zamieszanie, choć skutki mogłyby świadczyć o czymś znacznie odmiennym. Działający sprawnie profesor nieco mile go zaskoczył... wywiązując się ze swoich obowiązków. Młody student, nie zmieniając szczególnie pozycji, wpatrując się ciut tępym wzrokiem prosto przed siebie, na rozpoczętą przez psa tyradę, jakby odkamieniał. Rozejrzał się dookoła... Po czym – podejrzanie rozluźniony, zważając na okoliczności – położył ręce na stole, by zaraz oprzeć na nich głowę. Zastanawiał się, czy często zdarzały się tu podobne wypadki i czy następnym razem będzie miał okazję jakkolwiek zareagować.
Teraz natomiast pozostawało mu jedynie dostosować się do sytuacji. Słysząc już wcześniej pogłoski o psim profesorze, obdarzył go krótkim, zainteresowanym spojrzeniem, a zauważając iż odznaczał się wyżej rozwiniętą kulturą osobistą niż jego poprzednik, bez zawahania spełnił prośbę dotyczącą odpowiedniego poustawiania ławek. Nie odpowiedział nijak na żart uroczego przedstawiciela kadry, uznając go za słuszną uwagę, po czym – raczej bez gracji, w większości też pchając bądź ciągnąć, zamiast podnosić – pomógł przywrócić stoły do ich pierwotnego ustawienia. Następnie wrócił na swe samotne, zimne – acz spokojne – miejsce na tyłach sali, skąd wysłuchał dalszych słów psora.
Zajęcia wydały się nagle zapowiadać znacznie bardziej obiecująco. Mimo lekkiego zirytowania – nie mającego żadnego odzwierciedlenia w jego wyrazie twarzy czy też sposobie poruszania – spowodowanego piszczeniem w uszach, skupił się na wypowiedzi. Samą formę prowadzenia lekcji, a nawet próby rozdzielenia ich dość losowo, odebrał jako całkiem rozsądne. Na dodatek dotarła do niego jeszcze jedna informacja, a mianowicie nazwisko – jedyne, które było znane Sharvowi. Interesujące.
Niemniej nie na tym miał skupić swą uwagę. Gdy Tomiczny przyzywał tajemniczą skrzynkę, której przeznaczenie zapewne przyjdzie im poznać dopiero w przyszłości, on odwrócił się do dziewczyny, właśnie się do niego przysiadającej. Nie znał jej, lecz najwyraźniej miało się to zmienić. Zmienić się miało także parę innych rzeczy – w tym ich stan fizyczny, bo jak zaraz się dowiedzieli, połowa z nich miała z własnej woli poddać się działaniu trucizny... Co pewnie miało sens, zważając, iż sprawdzi nie tylko ich zwyczajowe umiejętności, ale również zdolność działania pod wpływem presji. Kosztowanie toksyny? Nie ma sprawy – dzień jak co dzień. Bez słowa udał się po fiolkę, po czym wrócił do swej nowej partnerki.
- Dzień dobry. Nazywam się Nicolas Phelps Hudson i żywię głęboką nadzieją, iż okażesz się być utalentowanym medykiem – przedstawił się krótko, zawierając w tym jednocześnie chęć przydzielenia im ról. Nie wynikało to jednak z posiadania wielkich pokładów szlachetności, bohaterstwa czy... czegokolwiek. Nico zwyczajnie porzucił naukę eliksirów po SUM-ach oraz był ciekaw, jakie skutki wywoła na nim zażycie trucizny – była to swego rodzaju szansa, nielekkomyślna, jako iż pod okiem wykształconego pedagoga. Poza tym nigdy nie widział siebie w roli rycerza na lśniącym rumaku – jak już, to prędzej grałby rolę drzewa numer dwa, pojawiającego się na scenie jeden raz, by pełnić jakże zaszczytną funkcję części scenografii...

Nicolas Hudson

avatar

avatar
Cytat : You're weird - don't change it.

Gif :

Ranga : wędrowiec

Punkty doświadczenia : 16

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 45 G

Wydział Alchemii, Astronomii i Magii Użytkowej

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Alexandra Midnight on Nie Lut 26, 2017 7:40 pm

Ta lekcja była naprawdę dziwna. Najpierw utarczki tych dwóch dziewczyn, które swoją drogą zachowywały się jak naburmuszone trzylatki. Krzyki profesora i nagle do klasy wpadł pies, a dokładniej profesor Sharv, o którym zdążyła już co nieco usłyszeć. Początkowo nie przejmowałam się zbyt tym co się dzieje, ale kiedy usłyszałam, krzyk profesora, padłam płasko na ławkę. Nie patrząc nawet co dzieje się wokół.
Ciekawe czy takie doświadczenia będę tu przeżywać codziennie?
Po szybkiej reakcji profesorów, doszłam do wniosku, że nie mogą to być pierwsza taka sytuacja, co z jednej strony wydawało się być trochę niepokojące, ale z drugiej strony przynajmniej wiedziałam, że gdyby coś mi się stało to nie zostawią mnie umierającej na podłodze.
Po słowach profesora zebrałam wszystkie swoje rzeczy i odwróciłam się do chłopaka, z którym miałam być w parze na zajęciach, tym razem skupiłam się jednak na jego wyglądzie, zwłaszcza po usłyszeniu ciekawej dywagacji na temat koloru oczu.
Pierwsze na co zwróciłam uwagę to, że tęczówki blondyna były szare. Gdzie oni niby widzieli ten niebieski? Może to jednak prawda, że większość facetów to daltoniści.
Jego postawa niezachęcana do rozmowy. A że ja tym bardziej nie miałam ochoty jej zaczynać, po prostu dosiadłem się do niego, zastanawiając się przy tym jak go namówić żeby wypił tę truciznę, bo raczej nikt nie robił takich rzeczy z własnej woli. Ja bym tego nie zrobiła.
Bez słowa wstał i udał się po fiolkę ze skrzynki przyniesionej przez Tomicznego. Niewiele mówił od początku lekcji, więc wydawał się mi dość dobrym partnerem. Nie będzie przynajmniej, co chwilę rozpraszał mnie przy pracy.
Nagle chłopak odezwał się do mnie przedstawiając się, a co bardziej mnie zdziwiło od razu stwierdził, że to ja mam być jego medykiem. Co z nim było nie tak?
- Dzień dobry. Jestem Alexandra Midnight – przedstawiłam się dość uprzejmie. – Ostatnio ćwiczyłam odtruwanie na moim świętej pamięci kocie, więc mam już jakieś doświadczenie. – Zdając sobie sprawę z tego, co właśnie powiedziałam, dodałam szybko. -Nie masz się co martwić, umarł dopiero kilka miesięcy temu i nie było to wynikiem moich eksperymentów.
Skarciłam się w głowie. Zawsze, gdy zaczynałam mówić za dużo, mówiłam jakieś głupoty. Miałam tylko nadzieję, że moje słowa nie zmienią jego zdania, co do podziału obowiązków.
Z tą myślą wlepiłam wzrok w fiolkę, którą przyniósł, czekając na jakąś reakcję.

Alexandra Midnight

avatar

avatar
Cytat : "Na samotność skazują człowieka nie wrogowie, lecz przyjaciele.'

Gif :

Ranga : Perfekcjonistka

Punkty doświadczenia : 17

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : Półkrwi

Narodowość : Brytyjska

Pieniądze : 70 G

Wydział Alchemii, Astronomii i Magii Użytkowej

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Naamah Dawn Harms on Wto Lut 28, 2017 8:10 pm

Schyliła się, by zawiązać but. Dojrzała jeszcze, zanim wpełzła pod ławkę, że ktoś (choć nie widziała kto, widocznie ktoś bardzo bardzo bardzo niski) wszedł do sali, powiedział coś do jakiegoś Petera, pewnie tego wykładowcy. W międzyczasie coś świsnęło, a gdy Naamah podniosła się z powrotem, dwie z dziewcząt były znokautowane, jedna wyglądała, jakby zobaczyła co najmniej dementora, a ten całkiem dobrze wyglądający blondynek miał chyba problem z uszami. Zamrugała kilkakrotnie, starając się zrozumieć o co poszło, ale naprawdę nie chciała dać po sobie poznać, że totalnie nie wie co się stało. Zresztą, nie była poszkodowana, więc kto by zwracał na nią uwagę. Nieistotne.
Mieli zajęcia z gadającym psem. Co.
Chwilowe zamieszanie, przestawianie, przesiadanie, przekładanie. Usiadł przy niej, jak usłyszała od pana Psa, pan Tomiczny. Fantastyczne nazwisko.
Przywitała się grzecznie, powiedziała jak ma na imię, nawet się uśmiechnęła! Pan Piesio odważnie zagrał, każąc swoim studentom wypić truciznę, ale widocznie nie mogły być śmiertelne, co zresztą profesor sam potwierdził. Odważnie wyszła z ławki i po chwili wróciła z fiolką, gotowa od razu wypić zawartość. Obejrzeli dokładnie kolor, konsystencję, zapach. Przechyliła buteleczkę i przełknęła płyn, krzywiąc się przy tym okropnie.

Naamah Dawn Harms

avatar

avatar
Cytat : Snowing fire and raining stars

Gif : ....

Ranga : Królowa Chatboxa

Punkty doświadczenia : 21

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : Prawie czysta

Narodowość : Angielska

Pieniądze : 55

Wydział Alchemii, Astronomii i Magii Użytkowej

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Colette Tomiczny on Sro Mar 01, 2017 11:48 am

Zasiadł na krześle i uśmiechnął się po prostu czarująco do koleżanki, która wydawała się być najspokojniejsza z grona pierwszorocznych, którzy albo zbierali się z podłogi, albo rozcierali obolałe uszy. Wśród tych drugich znajdował się dopiero co poznany kolega od Huskych, którego imienia Col nie zgłębił – jeszcze! - oraz urocza blondynka, której torba zaliczyła chwile wcześniej spotkanie z podłogą. Karma jednak wróciła, ale najwidoczniej ma zeza, bo poza trafieniem dziewczyny z nadmiarem agresji poskrywanym w szczupłym ciele, zasadziła też kopa niewinnej, krótkowłosej brunetce i przewróciła na podłogę dziewczynę, którą Colette miał przyjemność poznać na inauguracji. Ta druga na szczęście chyba dawała jeszcze oznaki życia.
Nie ma jednak złego przynajmniej przejął ich profesor Sharv, którego widok zwykle wzbudzał jeśli nie kontrowersje to przynajmniej lekkie zdumienie. Polak z tej okazji podczas monologu psiego profesora wodził wzrokiem po buziach pierwszaków. Nietęgą minę miała przez moment zwłaszcza jego partnerka dzisiejszych zajęć, z którą uwiesi się nad parującym kotłem i będą wspólnie próbowali ratować życie jednego z nich.
- Colette. Miło mi – odbił uprzejmie, z wciąż utrzymującym się na ustach wyszczerzem. Chyba był jedyną osobą w tej klasie, która zdawała się dobrze bawić dopiero, kiedy coś niepokojącego się odwalało. Hasztag Eksperymentalna. Chciał zachować się jak dżentelmen i skoczyć po fiolkę, ale blondynka ubiegła go pierwsza zgarnęła sobie szkiełko wypełnione jakimś paskudnym wywarem, który Merlin wie jeden co robił pijącemu. Potem chciał zachować się jak mężczyzna i jak rycerz, i wypić to, by nie narażać białogłowy na ewentualny uszczerbek na zdrowiu, ale...
- No, to które z nas pij...? Oh. – zaciął się i patrzył tylko jak sekundę po odkorkowaniu bezbarwny płyn znika w gardle Naamah.
No i tyle z jego rycerskości.
Chłopak natychmiast zaklęciem napełnił wiszący niedaleko kociołek wodą i spoglądał na dziewczynę badawczo.
- Czujesz coś już?

_________________
Come closer.

Colette Tomiczny

avatar

avatar
Cytat : I am a GREAT MAN and one day If you are very lucky I might even be a GOOD ONE.

Gif :

Ranga : Smok Katedralny

Punkty doświadczenia : 34

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Polak

Pieniądze : 78 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Sharv on Sro Mar 01, 2017 4:14 pm

Profesor Sharv poczekał aż trójka studentów zgarnie z kuferka fiolki pełne bezbarwnego, lejącego się płynu – kompletnie bezwonnego, ale o lekko kwaskowatym smaku. Sam po tym obszedł biurko, odsunął nosem krzesło i wskoczył na nie, przysiadając przodem do sali, z przednimi łapami elegancko ułożonymi na drewnianym blacie.
- Podzieliliście się już? – Postanowił nie czekać na odpowiedź i kiwnął z zadowoleniem łbem. - Świetnie. Na sali macie kociołki i dziesiątki przydatnych składników, a do dyspozycji podręczniki z opisami ich działania. Popuśćcie wodze fantazji – byle z rozwagą! Pamiętajcie, że będzie to pił inny czarodziej, więc postarajcie się proszę nie wyrządzić sobie nawzajem większej krzywdy. Tyle opisu ćwiczenia wam wystarczy. Zaczynajcie więc i pamiętajcie, że nie mam antidotum na tę truciznę, więc musicie się postarać dla dobra waszych koleżanek i kolegów. Pięć minut przed końcem zajęć czas na wypełnienie zadania upłynie – do tej pory spodziewam się, że wszyscy będą wyleczeni. Powodzenia!



Każdy z „Pacjentów” otrzymał PW z objawami zatrucia.
Określone składniki oraz opisy ich działania znajdziecie >TUTAJ<
Proszę grupy o wspólne sporządzenie własnego antiditium w dowolny, wybrany przez was sposób i w przemyślanych proporcjach oraz poczekać na odpis profesora.

Sharv

avatar

avatar
Cytat : Jeśli pies spojrzy na ciebie i nie chce podejść, powinieneś dokładnie przyjrzeć się swojemu sumieniu.

Gif :

Ranga : Prof. Sharv

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : 53 lata

Krew : Psia

Narodowość : Islandia

Pieniądze : 100 G

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Maude Morel on Czw Mar 02, 2017 12:30 pm

Co to znaczy nie mam..? Maude patrzyła na profesora wzrokiem pełnym niedowierzania. Zaraz jednak otrząsnęła się i pochyliła w stronę Penelope.
- Żartuje, prawda? - Obróciła w palcach fiolkę i przyjżała się jej zawartości. - Żartuje... - mruknęła, już chyba tylko po to żeby uspokoić samą siebie i odkorkowała naczynie. Skrzywiła się wąchając bezbarwną substancję, choć zapach nic jej nie zdradził. Uśmiechnęła się nerwowo i wypiła tajemniczy płyn.
- Nie takie złe. A ty na pewno dobrze się czujesz? - Francuzka nie wiedziała czy dziwne milczenie jej towarzyszki to objaw stresu czy upadku. - Proponuję zacząć od podstaw. Wstawisz kociołek?
Maude chwyciła w rękę moździerz i przymknęła na chwilę oczy, starając się wsłychać we własny organizm i znaleźć objawy. Wciąż delikatnie dzwoniło jej w uszach, jednak nie przypuszczała, żeby było to efektem wypicia trucizny. Rozdrobniła pancerz chropianka i sięgnęła po nasiona ognia. Wysypała na dłoń zawartość niewielkiego pudełeczka i pochyliła się nad własną ręką. Mrugnęła.
- Mało dzisiaj spałam, ale chyba rozmazuje mi się obraz. - Przełknęła ślinę usiłując zachować spokój i odliczyła trzy nasiona, pozostałe chowając spowrotem do pudełka. - Masz średni ognień? - Wrzuciła mieszankę do kotła i zaczęła mieszać, odliczając w myślach dziesięć sekund. Stuknęła jeszcze paznokciem w kocioł, chcąc się upewnić z czego jest zrobiony i machnęła nad nim różdżką.
- Musimy zaczekać, sprawdźmy co znajdziemy w sali. - Ciągle szukając w sobie objawów, których nie mogłaby przypisać zmęczeniu i wypadkowi na początku zajęć, skierowała się w stronę pozostałych składników.
- Możemy wziąć aloes. Aloes zawsze się przydaje. A tobie po tym upadku przyda się sok z chorobotka, działa przeciwbólowo, mnie nic nie boli... - Z każdym krokiem Morel pochylała się nad uczelnianymi zapasami coraz niżej. W końcu musiała chwytać poszczególne składniki w palce, by upewnić się, że na pewno są tym co jej się wydaje. Gdy obracała w palcach ciemiernik naprawdę poczuła, że zaczyna jej się kręcić w głowie. Znała jednak samą siebie na tyle dobrze by wiedzieć, że to tylko stres. Odłożyła więc roślinę i zerknęła na Graves. Musiała jednak obrócić w jej stronę całą twarz - w kącikach oczu widziała już bowiem tylko ciemność.
- Tracę wzrok. - Stwierdziła, przenosząc go na chwilę na profesora. - Chyba otruł mnie paprocią. - Przyspieszyła ruchy. Nie wiedziała ile dokładnie pozostało jej czasu, ale  - jeśli założenia były słuszne - ślepa wiele by nie zdziałała. Nie wiedziała też na ile może ufać w zdolności Penelope, która mogła już zobaczyć, że pod oczami dziewczyny tworzą się charakterystyczne cienie.

Maude Morel

avatar

avatar
Cytat : Piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresowanie.

Gif :

Ranga : Pannica

Punkty doświadczenia : 20

Punkty Życia : 100

Wiek : 18 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Francuzka

Pieniądze : 70G 0S 0K

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Naamah Dawn Harms on Pią Mar 03, 2017 11:33 am

Sama nie wiem. Wyglądało jak gęsta woda, w konsystencji trochę jak żel, jak… bardzo rzadki kisiel. Trochę kwaśne, ale już tego nie czuję.
Zamrugała kilka razy i ostawiła fiolkę na stoliczek obok. Sięgnęła po podręcznik, ale szybkie przekartkowanie nie przyniosło żadnych rezultatów. Bez słowa odwróciła się od swojego partnera, zostawiając biedaczka przy kociołku. Zupełnie się nie zastanawiając wzięła ze swojej skórzanej torby szklaną butelkę z wodą i zachłannie wypiła połowę zawartości. Uczucie szorstkiej skóry było czymś najgorszym na świecie. Już miała wyciągnąć krem do rąk, który nosiła przy sobie absolutnie zawsze, gdy…
Colette… To chyba zaczyna działać.
Podeszła z powrotem do kociołka, nachyliła się nad nim, ale wciąż nie wiedziała od czego, poza wodą, zacząć.
Mam strasznie suchą skórę – pogłaskała się po policzku, który był okrutnie napięty i chyba powoli się zapadał – Jakby miała zaraz pęknąć. Usta tak samo, gorzej niż zimą. Potrzebujemy czegoś nawilżającego i to na tyle szybko, żebym nie stała się za chwilę mumią, bo będziesz mi zmieniał bandaże do końca swojego życia.
Cichy śmiech przerwało jęknięcie spowodowane bolącymi, popękanymi ustami.

Naamah Dawn Harms

avatar

avatar
Cytat : Snowing fire and raining stars

Gif : ....

Ranga : Królowa Chatboxa

Punkty doświadczenia : 21

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : Prawie czysta

Narodowość : Angielska

Pieniądze : 55

Wydział Alchemii, Astronomii i Magii Użytkowej

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Colette Tomiczny on Pon Mar 06, 2017 5:23 pm

Polak słuchał nowo poznanej koleżanki uważnie, ale na tę chwilę niczego szczególnego się nie dowiedzieli – choć pocieszającym był fakt, że tuż po ostatnim łyku Naamah nie dorobiła się króliczych zębów albo trzeciej ręki. Znając profesora Sharva z zauważeniem pierwszych symptomów może nie pójść tak łatwo.
- No tak, pewnie jakiś inny profesor zamaskował kolor, konsystencje i smak, żeby z rozpoznaniem nie poszło tak łatwo. Nawet obleśny i gęsty eliksir wielosobowy zmieniliby ci w ambrozję. Po której pewnie zmieniłabyś się w woźnego Nokate - parsknął, szczerząc się, choć nie mógł ukryć tego, że co chwila biega spojrzeniem po ciele dziewczyny w poszukiwaniu najróżniejszych oznak tego, że zadziały się rzeczy. Ale nic. Nie nadmuchiwała się,  nie zmieniała kolorów, nie mdlała, nie zaczynała się unosić w powietrzu... Nic, a nic. Ciekawe które z tej dwójki denerwowało się oczekiwaniem bardziej: sama otruta, czy jej medyk, który całym sercem miał nadzieję wyleczyć ją jak najszybciej, żeby oszczędzić jej ewentualnego dyskomfortu? Chłopak sam sięgnął po swój podrapany i pogryziony podręcznik, i zatrzymał się akurat na składnikach pochodzenia zwierzęcego. Na ten czas Naah porzuciła poszukiwania i oddaliła się do swojej torby -  Col obejrzał się kontrolnie za odchodzącą dziewczyną, zupełnie jakby spodziewał się, że zaraz wyrośnie jej czarci ogon, którego końcówką zacznie majtać na boki. Niestety nadal nic. Co jest? Może dostali pocisk z odwrotnej rosyjskiej ruletki? Czyli niedziałającą truciznę?
Smok podniósł łeb i rozejrzał się po sali, ale w innych grupach też nie działo się nic specjalnego i wyglądali oni na równie zbitych z tropu. Gadzina więc wróciła do wertowania ścian tekstu i w kąciku oka mignęło mu słowo „antidotum”. Doczytał otaczająca ją dookoła resztę tekstu i wyrwał się z krzesła po jeden ze składników. Wrócił dopiero, kiedy wyciągnął ze słoiczka rozpołowiony, średniej wielkości chitynowy pancerzyk, z którym przysiadł na krześle i zaczął ścierać jedną połowę na tarce, bezpośrednio nad zimnym kociołkiem. Nie chciał przesadzić, więc druga połowa dla pewności czekała dopiero na swoją kolej.
Z transu wybudziły go słowa Naah, która zdążyła już wrócić do ich stanowiska. Ożywił się od razu i skontrolował dziewczynę wzrokiem, ale poza tym, że jej skóra faktycznie nieco zmatowiała i przestała tak zdrowo jaśnieć od wewnętrznego nawilżenia, nie zauważył innych, bardziej niepokojących objawów.
- Na razie wcieram tam pancerz chropianka, w podręczniku napisali, że jest najlepszy na antidota, więc brzmi mi na niezłą bazę – zaczął, choć w jego głosie nie było słychać zwyczajowej pewności siebie i swoich decyzji. Szlag by to rwał i kąsał, nie był dobry z eliksirów! Ale dla swojej partnerki zamierzał się postarać i nie wyłożyć laski na jej zdrowie.
Z lekką złością dotarł pancerz do końca i strzepnął resztkę pyłu z palców, po czym odstawił tarkę na bok i wydobył różdżkę, by wyszeptanym zaklęciem odpalić ogień pod kociołkiem. Na razie niewielki, by nie zagotować za szybko wody. Dopiero po tym wszystkim przyjrzał się dziewczynie uważniej.
- Trochę widać, usta zaczynają ci pierzchnąć... Coś jeszcze? - zagaił i sam drgnął, kiedy dziewczynie udzielił się dobry humor, po którym Tomiczny przesunął dłonią po twarzy. Odetchnął z zadowoleniem i na moment przybrał ton „podrywowy”, poruszając ciemnymi brwiami. - Dla ciebie mógłbym nawet postawić piramidę na środku kampusu i robić tam najlepsze imprezy. Ale popatrz na pozytywne strony: zaoszczędziłabyś na stroju na halloween.
No, pośmieszkowali sobie, ale nie na długo, bo najwidoczniej kondycja ciała Panny Harms miała nieco bardziej barbarzyńskie poczucie humoru.
- Kremy! - ożywił się nagle, o mało co przebłyskiem geniuszu (albo głupoty) nie strącając koleżanki z krzesła. - Kremy, co w sobie mają? Te nawadniające? Zawsze jakieś algi, albo coś w tym stylu... Nie?
Patrzył na blondynkę bezradnie mając nadzieję, że ona znała się dużo lepiej na składzie kosmetyków.

_________________
Come closer.

Colette Tomiczny

avatar

avatar
Cytat : I am a GREAT MAN and one day If you are very lucky I might even be a GOOD ONE.

Gif :

Ranga : Smok Katedralny

Punkty doświadczenia : 34

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Polak

Pieniądze : 78 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Nicolas Hudson on Wto Mar 07, 2017 12:13 am

Alexandra Midnight. Chłopak skinął flegmatycznie głową, usłyszawszy jak ta się przedstawiła. Naturalnie jak zawsze uznał, iż imię nie pasuje do jej osoby (nieistotnym był fakt, iż tak na dobrą sprawę wcale jej nie znał) i zastanowił się nad tym, jak inaczej mógłby się do niej zwracać, by samemu pozostać usatysfakcjonowanym. Wszak „mylenie imion” było zjawiskiem powszechnie znanym wśród jego znajomych na poprzednim poziomie nauczania, gdzie jedynie wyjątki uchowały się od większych przekształceń. Historia – jak to ma w swym parszywym zwyczaju – wprost uwielbia się powtarzać, więc zapewne i tak zakończy się ten nieodosobniony przypadek. Acz by nie udusić się w przeszłości, w której zbyt wielu znajduje pozorne ukojenie – w istocie oddając się w oślizgłe macki przygnębienia – Nicolas powrócił do chwili obecnej, gdzie nadmiar informacji o puchatym podopiecznym właśnie docierał jego – mających się już lepiej – uszu.
Długa opowieść, będąca wprawdzie tylko krótką wzmianką, dotyczącą zmarłego kota – udomowionego drapieżnika, wyrzekającego się własnej natury. Została ona podsumowana zaledwie kolejnym potaknięciem – niewymagającą wiele, niewerbalną reakcją. Błądząc myślami w odległych przestworzach pełnych nieodpowiednich słów oraz nieadekwatnych zachowań, młodzieniec nie dostrzegł niczego szczególnie osobliwego, czy wyróżniającego się na tle innych, w wypowiedzi Alex. Wywnioskował wyłącznie, iż miała niejakie doświadczenie oraz badawcze podejście do zwierzaków.
- Rozumiem. Przykro mi z powodu twego przyjaciela – odezwał się w końcu, zerkając na nią kątem oka. Nie widząc powodu do wszczynania dalszych pogaduszek, uniósł fiolkę, by zaraz wypić całą jej zawartość. Nawet się nie skrzywił – kiedy lekko kwaskowaty płyn spływał po jego przełyku – obserwując niezmiennie otoczenie dookoła, starając się zarejestrować poczynania innych. Odłożywszy puste już naczynie, wyprostował się na krześle, rozważając, kiedy będzie mógł jakkolwiek pomóc. Nie minęło kilka minut, gdy postanowił przerwać nienaturalnie zagęszczającą się ciszę – czerpiącą pełnymi garściami ze spotkania dwóch równie nietowarzyskich jednostek, nie potrafiących zawiązać choćby najbardziej podstawowych więzów komunikacji, czy też pochlebniej kojarzonych nici porozumienia.
- Nie jestem w stanie w pełni ci zagwarantować, iż jest to skutkiem zażycia trucizny, lecz zdaje mi się, że moje ciało jest nieco mniej skore do współpracy i wykonywania mych rozkazów. - Uniósł powoli dłoń przed oczy, zginając po kolei wszystkie palce. Obracał nią przez moment, nie odrywając skupionego teraz wzroku. - Odnoszę wrażenie, jakbym napotykał na swej drodze dyskretny opór, z wolna aspirujący do zmiany mego podejścia, bym ostatecznie posiadł jak najmniejszą ochotę do wykonywania – wnet i tych pobłażających memu brakowi sił – czynności. - Monotonny głos – wydawać by się mogło, iż na tych zajęciach nadużywany – zaznał krótkiego, zasłużonego wytchnienia, gdy blondyn na chwilę zamilkł. - Nie postrzegam tego w kategoriach dobra czy zła... niemniej gdybym został zmuszony do opowiedzenia się po którejkolwiek ze stron, niewykluczonym jest, iż postarałbym się naruszyć granicę, prowadzącą do pewnego przyjemnego rozleniwienia, w trakcie którego pragnąłbym jedynie oddać się spokojnemu odpoczynkowi.
Profesor natomiast, pozostawiwszy im pełne pole do popisu, stawiając na konkretną swobodę działania, prawdopodobnie nie miał zamiaru interweniować w przypadku innym, niż próba wysadzenia swego pacjenta – a Nicolas żywił głęboką i szczerą nadzieję, iż dziewczyna, z którą przyszło mu współdziałać, nie przejawiała podobnych zapędów – byłoby to autentycznie uciążliwe. Sam zainteresowany tymczasem nie czuł presji zadania czy stresu oraz ograniczając swe odrobinę spowolnione ruchy – co trudno było wychwycić ze względu na jego zwyczajowo opanowane zachowanie – do powtórnego ułożenia rąk na blacie, nie wykazywał specjalnych chęci do ruszenia się z miejsca, uznając zakres swej pomocy za czysto naukowy.

Nicolas Hudson

avatar

avatar
Cytat : You're weird - don't change it.

Gif :

Ranga : wędrowiec

Punkty doświadczenia : 16

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 45 G

Wydział Alchemii, Astronomii i Magii Użytkowej

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Alexandra Midnight on Nie Mar 12, 2017 12:37 am

Kiedy chłopak w końcu się do mnie odezwał, z niemałym zdziwieniem stwierdziłam, że nie zareagował negatywnie na moje wcześniejsze słowa. Uniosłam wzrok i zaczęłam mu się przyglądać. Nie wyglądał na zestresowanego w żadnym stopniu, co wydawało mi się dość dziwne zwarzywszy na to, że za chwilę miał się sam otruć.
Zanim zdążyłam przeanalizować jego zachowanie, jednym ruchem wlał całą zawartość fiolki do gardła. Lustrowałam jego postać od góry do dołu, ale nie zauważałam żadnych zewnętrznych objawów, więc w napięciu oczekiwałam, co się wydarzy. Chłopak wydawał się być w innym świecie, więc postanowiłam czekać na  jakąkolwiek reakcję z jego strony. W końcu to on powinien bardziej martwić się o swoje zdrowie.
Po chwili jednak chłopak oznajmił w dość zawiły sposób swoje odczucia, a ja zaczęłam analizować sytuację, kompletnie przestając zwracać uwagę na otoczenie.
Trzeba było działać szybko. Miałam tylko nadzieję, że brak energii, nie będzie postępowało zbyt szybko, gdyż jeśli moje podejrzenia były słuszne, to już za niedługo chłopak nie będzie w żaden sposób przydatny przy tworzeniu eliksiru. A to byłoby mi to nie na rękę.
- Przygotuj kociołek z wodą i zacznij ją podgrzewać, jeśli masz na to jeszcze wystarczająco siły. Przyniosę kilka składników, które mogą się przydać. – Już miałam odejść, gdy w przypływie nagłej empatii dodałam. – Gdybyś poczuł się gorzej, albo poczuł jakieś inne objawy, od razu mi o tym powiedz, chyba, że chcesz wcześniej zwiedzić tamten świat.
Co było najbardziej potrzebne? Muszę podać temu chłopakowi coś pobudzającego. Może spróbować z mandragorą, pomagała przy spetryfikowaniu, a chłopak już przed wypiciem trucizny na takiego wyglądał. Można by też mu podać trochę figi abisyńskiej. Niewielka ilość powinna postawić go na nogi. Z ukosa spojrzałam na jego ospałą postać i uśmiechnęłam się pod nosem. Dla niego będzie potrzebna chyba nieco większa dawka.
Powinno udać się w ten sposób wywołać skurcze mięśni, które by go nieco pobudziły, ale bardziej zastanawiało mnie czy tak jak większość pacjentów, będzie się zachowywał jak po gazie rozweselającym. Sięgnęłam po składniki, wyobrażając sobie jak mój flegmatyczny partner, dostaje nagłego ataku śmiechu.
Jeszcze coś na regenerację i powinno być wystarczająco dobrze. Tylko co?
Krew trolla i ogon jaszczurki. Na mojej twarzy po jawił się grymas na samo wspomnienie zapachu i smaku tych składników, ale i tak zabrałam je ze sobą. W końcu nie ja będę musiała wypić to świństwo. Wzięłam jeszcze kilka podstawowych składników i wróciłam do stolika.
- Zacznę kroić i odmierzać. – rzuciłam w przestrzeń, nakładając rękawice ochronne. – Jeśli masz wystarczająco siły przygotuj bazę ze składnika podstawowego, zgnieć też pancerz chropianka, powinno wystarczyć na początek. W czasie dodawania składników bądź gotowy z żółcią pancernika, gdyby nie współgrały ze sobą, jednak wydaje mi się, że wszystko powinno być w porządku.
Nie spoglądając nawet na chłopaka zabrałam się za krojenie. Wpadałam w pewnego rodzaju trans, który pojawiał się zawsze, gdy chodziło o eliksiry. Praktycznie nic nie mogło mnie wyprowadzić z tego stanu.

Alexandra Midnight

avatar

avatar
Cytat : "Na samotność skazują człowieka nie wrogowie, lecz przyjaciele.'

Gif :

Ranga : Perfekcjonistka

Punkty doświadczenia : 17

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : Półkrwi

Narodowość : Brytyjska

Pieniądze : 70 G

Wydział Alchemii, Astronomii i Magii Użytkowej

Powrót do góry Go down

Re: Pracownia eliksirów

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach