Duża Sala Treningowa

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Duża Sala Treningowa

Pisanie by Veneficium on Sob Paź 15, 2016 4:33 pm

First topic message reminder :

Największa sala w całym budynku. Prowadzą do niej dwuskrzydłowe wrota, znajdujące się idealnie naprzeciwko drzwi wejściowych do samego budynku. Sala również jest rozmieszczona na planie pentagramu, ale odwróconego względem kształtu samego budynku. Sufit znajduje się na wysokości czterech metrów, a dwie ściany z pięciu są zasobne w wysokie strzeliste okna z ozdobnymi framugami. Podłoga jest w pełni drewniana, a ściany wzmocnione zaklęciami, by przeprowadzane tutaj treningi nie naruszały zbytnio spokoju reszty budynku.
Ponadto na sali znajdują się też drzwi prowadzące do składziku, w którym to trzymane są:



  • bibeloty różnej maści, mające służyć za przedmioty ćwiczeń podczas zajęć z transmutacji. Głównie: meble, zastawa stołowa, puste klatki dla zwierząt, puste akwaria, pluszowe zabawki, itp.
  • zaczarowane manekiny do ćwiczeń
  • góra poduszek
  • cztery duże lustra na kółkach
  • kufer z Boginem
  • piłki plażowe i piłki lekarskie


Czasem na terenie sali organizowane są spotkania Klubu Pojedynków.

Klub pojedynków - Zasady:
1. Klub Pojedynków powstał dla studentów MUMiCz, by mogli oni pod nadzorem profesora, zwanego później opiekunem, sprawdzić swoje umiejętności walki, myślenia abstrakcyjnego, oraz użycia zaklęć ofensywnych jak i defensywnych.
2. Wszyscy członkowie Klubu Pojedynków zobowiązani są do okazywania wzajemnego szacunku wobec siebie jak i opiekuna nadzorującego pojedynki, oraz zobowiązują się do wypełniania jego poleceń.
3. Opiekun Klubu ustala terminy spotkań jak i zasady, jakie będą panowały podczas Pojedynków. Każdy, kto zdecyduje się wejść na Podest Pojedynkowy zobowiązuje się przestrzegać ustalonych wcześniej przez Opiekuna reguł pojedynkowania się. W przypadku, gdy ktoś złamie ustalenia, Opiekun ma obowiązek przerwać pojedynek i wyciągnąć odpowiednie konsekwencje wobec niesubordynowanego członka Klubu.
4. Trzy kary czy też trzy ostrzeżenia udzielone przez Opiekuna Klubu skutkują miesięcznym szlabanem na pojawianie się na spotkaniach Klubu. Jeśli ukarany członek Klubu po miesiącu dalej będzie sprawiał kłopoty zostanie usunięty z listy członków Klubu, a gdy będzie chciał wrócić, będzie musiał stoczyć Pojedynek z Opiekunem i go wygrać. Opiekuna uznaje się za pokonanego wówczas, gdy po wymianie pięciu zaklęć przeciwnik dalej stoi na nogach. Zasadę tę stosuje się tylko wówczas gdy wyrzucony członek Klubu chce do niego wrócić.
5. Członkowie Klubu Pojedynków obowiązani są do zwracania uwagi na stopień zaawansowania swojego oponenta jak i na rocznik, który reprezentuje jego przeciwnik.
6. Członkowie Klubu Pojedynków mają obowiązek powiadomienia Opiekuna Klubu o swojej nieobecności lub też niemożności stawienia się na spotkaniu Klubu. Członkowie Klubu nie muszą podawać przyczyny swojej absencji.
7. W czasie spotkań Klubu wszyscy jego Członkowie jak i Opiekun są sobie równi. Uprasza się o nieużywanie form grzecznościowych, gdyż one tworzą niepotrzebną barierę pomiędzy Członkami Klubu, a ich Opiekunem. Zasada ta traci moc w chwili zakończenia spotkania Klubu Pojedynków.
8. Podczas spotkań z użyciem skrzyni z Boginem, wyjść terenowych lub też wizyt w pokoju z Magiczną Menażerią, Członkowie Klubu Pojedynków zobowiązani są do bezwzględnego przestrzegania zaleceń jakie ustalił Opiekun Klubu przed przystąpieniem do wykonywania określonego zadania.
9. Spotkania Klubu Pojedynków nie służą do załatwiania zatargów pomiędzy Członkami Klubu. Jeśli Opiekun zauważy, że Studenci lekceważą tą zasadę momentalnie przerywa Pojedynek, ogłasza remis, a sam staje do Pojedynku najpierw z jednym, a potem drugim uczestnikiem walki na zaklęcia. W takim przypadku nie obowiązują reguły, jakie zostały ustalone z uczestnikami Spotkania podczas jego rozpoczęcia.
10. Każdy Członek Klubu Pojedynków po wejściu na Podest Pojedynkowy musi się ukłonić przed swoim przeciwnikiem. Ta zasada obowiązuje obie Pojedynkujące się osoby. Brak ukłonu skutkuje brakiem zgody na rozpoczęcie Pojedynku.
11. Za koniec Pojedynku uznaje się rzucenie przez jednego z Pojedynkujących się zaklęcia Pericullum. Pojedynek może zostać przerwany również przez Opiekuna Klubu, bez podania przez niego przyczyny przez którą postanowił rozdzielić dwóch walczących, lub też jeden z czarodziei Pojedynkujących się będzie zbyt zmęczony, by rzucać zaklęcia.
12. Klub Pojedynków jest miejscem, w którym studenci mogą w kontrolowanych warunkach poczuć się jak Aurorzy lub też Członkowie Brygady Uderzeniowej, jednak nie mogą podczas Pojedynków używać zaklęć Czarnomagicznych oraz Zaklęć Niewybaczalnych. Jeśli któryś Członek Klubu użyje zakazanej grupy Zaklęć zostaje wykluczony z Klubu, bez możliwości powrotu do niego.

Autor: Coro Purdy

_________________

Veneficium

avatar

avatar
Cytat : Jak wszędzie będziesz miał na skróty, to w końcu w ogóle przestaniesz chodzić.

Gif :

Ranga : Pan i Władca

Punkty doświadczenia :

Punkty Życia :

Wiek :

Krew : Najczystsza

Narodowość : Światowa

Pieniądze :

Admin

Powrót do góry Go down


Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Heike de Witt on Nie Kwi 09, 2017 1:00 am

Od czasu swojej wypowiedzi stała bez ruchu, jakby ktoś ją spetryfikował. Tylko czujne oczy śledziły wydarzenia, czasem tylko wyrażając nieco większą pogardę. Poza tym ani drgnęła, a od kamiennej rzeźby różnił ją tylko miarowy oddech. No dobrze, raz na jakiś czas zdarzało jej się przestąpić z nogi na nogę - ale rzadko i od niechcenia. Kłótnia na szczęście dobiegła końca (chociaż, jak widać, Heike ucieszyła się z tego powodu trochę przedwcześnie) i kobieta mogła spokojnie zająć się swoim zadaniem: obserwowaniem przebiegu pojedynku.
Wszystkie poczynania studentów przyjmowała bez reakcji, dopóki Colette nie zmienił właściwości podłogi. Zachwiała się i warknęła coś do siebie, zaraz jednak znalazła na tyle stabilną pozycję na szerzej rozstawionych nogach, że ponownie zastygła w bezruchu. Musiała przyznać, że ten pojedynek wyglądał o wiele ciekawiej niż poprzedni - musiała się skupić, żeby zwracać uwagę też na rzeczy dziejące się dookoła. Był żywy, z akcją i... Nawet na chwilę zapomniała o nudzie.
A potem koniec jej różdżki drgnął gwałtownie, kiedy studentka użyła nieznanego jej zaklęcia. Spięła się, ale wciąż nie ruszyła do działania. Wtedy z dymu wyłonił się potwór.
Heike doskonale zdawała sobie sprawę, że to niemożliwe, żeby nagle w sali pojawiło się znikąd prawdziwe magiczne stworzenie (no dobra, wiedziała też, że studenci czasem łamali te niemożliwe zasady; dobrze było, jak sami wiedzieli, w jaki sposób), tym bardziej była pod wrażeniem. Ale wciąż nic nikomu się nie działo, nie miała więc najmniejszego zamiaru wykraczać poza swoje kompetencje. Czekała.
Pokaz niespodziewanie zakończył profesor Purdy. Pech chciał, że przy okazji interwencji nadwyrężył nogę... I z jakiegoś powodu postanowił nie wspomnieć o tym głośno. De Witt była bystra, a w chwili ataku Coro skupiła na nim uwagę - nie mogła od razu stwierdzić na pewno, ale zauważyła moment, w którym mógł coś sobie zrobić. Ale skoro nic nie mówił, uważała, że wszystko w porządku. Do czasu, aż nie zaczął mówić głosem zmienionym od bólu i ściągać buta... Wciąż nie wspominając nic a nic o tym, że coś mu się stało.
Heike zacisnęła zęby. Co to było? Jakaś dziwna duma? Miał obok medyka, który mógł naprawić uraz w kilka sekund. Czekał aż sama podbiegnie? Była obecna ze względu na ryzyko sytuacji wymagających natychmiastowej interwencji, ostrych złamań, dezintegracji, rozszczepień, najbardziej paskudnych wypadków, takich z krwią i wnętrznościami. Nie znaczyło to, że nie miała zamiaru pomagać przy mniejszych rzeczach (a na koniec spotkania planowała szybko załatwić sprawę nawet tych co mocniejszych obić), ale sądziła, że w momencie, w którym coś komuś dokucza na tyle, że uniemożliwia dalsze funkcjonowanie podczas zajęć, wypadałoby zwrócić na to uprzejmie uwagę medyka. Znowu zacisnęła zęby, aż zgrzytnęło. Będą jej refundować stomatologa. I psychologa. Po już stabilnym gruncie (Merlinowi dzięki za to, że cofnięto zaklęcie) podeszła do poszkodowanego.
- Nie wierzę, że o to pytam: Czy Pan właśnie skręcił sobie kostkę i nie chce o tym powiedzieć?

Heike de Witt

avatar

avatar
Cytat : "You don't have to be crazy to work here. We'll train you."

Gif : .

Ranga : SMSI medyk

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : 29

Krew : Mugolska

Narodowość : Duńska

Pieniądze : 70 G

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Finta Mészáros on Nie Kwi 09, 2017 11:23 pm

Ze zrozumieniem pokiwał głową na tłumaczenia Ichaboda. W głowie już przyznał mu karteczkę z napisem "równy gość". Nie, żeby było to u niego jakoś ciężko zdobyć. Należała się za to, że nie kazał mu... Pospiesznie się oddalić, tylko uprzejmie wyjaśnił sprawę. Już nawet miał mu coś odpowiedzieć, ale zauważył, co przykuło jego uwagę. Szczęka mu opadła.
Aż ponownie chwycił różdżkę, gotowy rzucić czymś w potwora, jeśli ten rzuci się na Colette. Prawie (czy tam nie prawie, w końcu podłoga pomagała mu w tej czynności) podskakiwał w miejscu, całym sobą zaangażowany w pojedynek. Iiii wtedy nastąpiła interwencja profesora, Fincie w mózgu coś zgrzytnęło, wbił zdumione spojrzenie w Tall...
- Cooooo... - Wyrwało mu się z ust, kiedy odwracał głowę to na bogina, to na dziewczynę. - A büdös gecibe, leszopja magát. Bassza meg. Skąd...? Dzi... Dzięki za wyjaśnienia. - Rzucił do nowego kolegi i już w podskokach zbliżył się do Tall. W połowie drogi Colette cofnął zaklęcie i Finta mało się nie wyrżnął, ale koniec końców dotarł na miejsce bez spotkania z glebą. Nic się nie liczyło: to, czy komuś nie przeszkadza w rozmowie, czy go słuchają, obecność Heike, zdrowie współlokatora po potyczce (no ale przyznajmy, że przecież stał i cofał zaklęcia, więc nic złego mu nie było). Węgier był zafascynowany. Projekt wstępny!
- NIE WIEDZIAŁEM. - Powiedział do Tall. - Musisz. Być. W moim. Kole.
Minę miał taką, jakby właśnie zjadł najlepsze ciasto w życiu. Albo pizzę po miesiącu głodowania. Albo jakby ktoś mu powiedział, że może wrócić do eksperymentowania ze swoimi zaklęciami wybiórczej utraty pamięci. - Zrobię wszystko.

_________________

Finta Mészáros

avatar

avatar
Cytat : Jeśli przestrzegasz wszystkich zasad, omija cię cała zabawa.

Gif : .

Ranga : Człowiek z ulotki

Punkty doświadczenia : 160

Punkty Życia : 98%

Wiek : 21

Krew : Półkrwi

Narodowość : Węgier

Pieniądze : 43G i coś

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Lucy Happymeal on Pon Kwi 10, 2017 5:21 pm

Jako że narratora złapała okropna – acz znana – dolegliwość, zwana życiem, cofnijmy się odrobinę w czasie – bez użycia żadnego zmieniacza – to dopiero prawdziwa magia! Najwyższa pora zatem wyjaśnić chwilowo wymuszoną stagnację panienki Happymeal, zaprzyjaźniającej się w trakcie trwania ekscytującego pojedynku z równie fascynującą zawartością – otrzymanej na przechowanie – torebki. No, ale od początku.
Lucy, słuchając mętnych wywodów zaślepionego – a przecież byli w pomieszczeniu, to słońce nie raziło po oczach! – Coro, mających miejsce jeszcze przed walką drugiej pary, zastanawiała się, czemu ona w ogóle brała gościa na poważnie – niedosłownie, nie brałaby go do szafy ani nic. Wszak dobrał on do niej jej współlokatorkę, chcąc w ten sposób uniknąć posiadania bliższych więzi z przeciwnikiem – tak, to było niebywale przemyślane. Mówiła wcześniej mężczyźnie, iż nie dysponuje on odpowiednimi danymi, aczkolwiek co ona tam wiedziała... A, no tak – wiedziała z kim mieszka. Na dodatek dalsze słowa cudownego pedagoga, nawiązujące do tego, że jeśli będzie miała jakiekolwiek obiekcje, to zostanie wyproszona z sali, wydały jej się nad wyraz śmieszne – ostatkami sił powstrzymała, cisnące się na usta niegrzeczne parsknięcie – wykrzywiające jej twarz w dość zabawnym grymasie. Właśnie to zdanie skłoniło ją do ponownego przemyślenia jednej ze swoich decyzji – toż czy nie lepiej byłoby wyjść z własnej woli, skoro nie mogła zgodzić się z tak zapatrzonym w siebie kretynem? Pewnie byłoby, niemniej złośliwa natura Lucy ostatecznie wygrała, uruchamiając cichy, acz przekonujący, głosik w jej głowie, podpowiadający, iż samą swą obecnością jest w stanie bardziej zirytować niezrównoważonego profesorka, który w swym niekłamanym zachwycie nad własną inteligencją oraz sposobem myślenia, jak również uwielbieniem do brzmienia własnego głosu, przebijać mógł chyba nawet sławetnego Lockharta i jego miłość do samego siebie – choć na nieco innym poziomie (blondasek był przynajmniej przystojny – ponoć). Z tego też powodu, mimo iż lubiła się popisywać, to w tym akurat przypadku nie czuła potrzeby okazywania swoich umiejętności – wszak z małpką w cyrku także nie podejmowała walki... Chociaż nie – dobra – raz się zdarzyło, nieważne – było a nie jest, nie pisze się w rejestr. W każdym razie Coro nie potrafił wleźć jej na ambicję. Nie to co inni – lecz o tym troszeczkę później. Ostatecznie – uśmiechając się szeroko i nieszczerze – dziewczyna pozostawiła bez komentarza produkowane się Purdy’ego, mogącego wyjść z błędnego założenia, iż swoim dziecinnym zachowaniem i brakiem utrzymania sensu wypowiedzi przekonał kogokolwiek do swoich racji – nie do zakwestionowania.
Dlatego Tallulah – jak zawsze – nie myliła się, gdy mówiła, że nie było warto. Kurcze pieczone i na szaszłyku, Happymeal czasami denerwowało to, że jej przyjaciółka była tą dojrzałą, tą mądrą i w ogóle tą lepszą. Prawdopodobnie właśnie z powodu tej niewysłowionej frustracji, gdy w rączki Lucy trafiła torebka, studentka nie potrafiła się powstrzymać przed przegrzebaniem własności Ślizgonki. Wtedy też skupienie Lu całkowicie oddaliło się od sali pełnej ludzi, a zatrzymało na zawartości – potocznie zwanej – czarnej dziury. Natrafiając na nudne rzeczy – takie jak portfel, pilnik do paznokci czy klucze – nawet się nie zainteresowała, nie przerywając poszukiwań niesamowitego skarbu – tylko czemu nikt nie dał jej mapy z zaznaczonym „X”? Sami amatorzy wokół niej – jak miała z takimi pracować? Z tego powodu wolała drzemać...
O, o. Niuch, niuch. Wyczuwając niepasujący do otoczenia zapach, jakby przebudziła się na nowo. Jej entuzjazm wzrósł o jakieś dziesięć punktów, a w oczach pojawił się znany błysk. Ręka ponownie zanurkowała, podejmując walkę z nieujarzmionym – choć inni kłóciliby się, iż spokojnym – nurtem rzeki pierdół, znajdujących się w tym pozornie niewielkim akcesorium. I tak oto zwycięska dłoń – upajająca się w blasku swej chwały – wynurzyła się z najwspanialszą i najbardziej upragnioną zdobyczą, jaką była pysznie wyglądająca kanapka z masą składników – tak, Tall wiedziała co dobre. Chociaż moment... O, nie, odezwało się sumienie Lucy – co prawda ze znikomą mocą, ale jednak – gdyż nie mogła tak po prostu czegoś ukraść. Z drugiej strony – jedzenie. Z tymi argumentami – a raczej argumentem, lecz nie ma co dyskutować nad liczbą, w jakiej użyjemy tegoż mało istotnego słowa – nie dało się kłócić. No, nie oszukujmy się.
Złodziejka miała już podjąć ostateczną decyzję, gdy grunt pod jej nogami zmienił swe właściwości... Nieprzygotowana na to Gryfonka straciła równowagę i poetycko wręcz wyrżnęła, trzymając kurczowo kanapkę... a, no i torebkę też, choć ciut lżej – priorytety. Na szczęście transmutacja podłogi nie pozbawiła jej jedynie stabilnego gruntu, a jednocześnie zapewniła w miarę miękkie lądowanie. Czemu więc by tego nie wykorzystać? Ogarniając się odrobinę, odgarnęła włosy z czoła, uniosła się nieco i poprawiła tak, by usiąść wygodnie po turecku. Po wykonaniu owych czynności pozbierała to, co wysypało się po drodze – chroniła swój posiłek, a nie wszystko inne – logiczne.
Pomyślałby kto, że to koniec atrakcji – nic bardziej mylnego. Już niebawem uszu nieprzejętej dziewczyny dotarło zaklęcie, które znała aż za dobrze – boggartio. Nieproszony dreszcz – nieładnie tak bez zaproszenia – przebiegł jej po plecach, by przypomnieć jej o czasach, gdy bezlitosna Tallulah dopracowywała owo zaklęcie… a Lucy jej w tym pomagała, będąc idealnym testerem. Brrr. Tyle pająków, co się wtedy naoglądała – toż to było okrutne! A jakie po tym były nielitościwe, niekończące się koszmary... Tak, tak, Tall była zła, więc Lu z pewnością miała pełne prawo – za wycierpiane przez nią krzywdy – kulturalnie poczęstować się starannie przygotowanym drugim śniadaniem, czy tam przekąską. Biorąc pierwszego gryza, gdy na jej oblicze zstępował błogi wyraz zadowolenia, usłyszała wrzask Ichabolda. Jej słuch nie był uszkodzony, stąd uznała to za nieprzyjemną inwazję, a przecież nie musiała patrzeć na pojedynek, by wiedzieć, że Tall jest zajebista – to po co się darli? Należało jednak przyznać, iż wrzaski te budziły ciekawość, dlatego zaraz po powolnym przeżuciu – by dobrze poczuć smak oczywiście – zerknęła znad jej nowej – kolejnej – wielkiej miłości...
I ponownie się wzdrygnęła, dostrzegając nieprzyjazną dla oka, wynaturzoną postać – nie zazdrościła w tej chwili Kotletowi, podejrzewając, iż wie, co ten czuje. Uch, jakże nienawidziła boginów, wyzwalających w nich irracjonalny i wyolbrzymiony często lęk. Z takimi oto poważnymi przemyśleniami dokończyła kanapkę, znowu skupiając na niej całą swą uwagę – nieco podenerwowany wzrok odzyskał spokój – tak, to bez wątpienia była miłość.
Zadbawszy w końcu o swój żołądek, toteż stosownie się posiliwszy, otrzepała się z okruszków – naturalnie jak zawsze nie potrafiła jeść jak człowiek, przypominając raczej jakąś wygłodniałą bestię (oby Heike jej nie zauważyła!) – i…
Momencik, co ją zaś ominęło?! Jakiś szalony śmiech Coro – czy miał jakiekolwiek źródło? – leżący Collette, wkurzona Tall… Przecież minęła zaledwie chwila! Co te pojedynki…? Komiczny – to jest Tomiczny – zdawał się patrzeć na swoją przeciwniczkę niczym na bóstwo, a Coro… Coro pierdolił – czyli nic nowego. Po niebywale krótkim rozeznaniu, Lucy odezwała się.
- Bogin nie stwarza zagrożenia życia, panie profesorze. A przynajmniej niekoniecznie większe od wielu ofensywnych zaklęć, których możemy używać na klubie pojedynków... Myślałam, że pan to wie – wtrąciła całkiem niewinnymi tonem, słuchając dziwnych wyjaśnień i domyślając się, co dokładnie się wydarzyło – wielką podpowiedzią było wzburzenie brunetki, nie da się zaprzeczyć.
I koniec? Najwyraźniej – więcej na razie nie dodawała, gdyż nie było co zasypywać Coro klockami, których nie byłby w stanie unieść. Jeszcze by się biedny załamał, a mógł być tego bliski, ponieważ Tallulah I Wspaniała właśnie – nad wyraz rozweselona – ciskała w niego precyzyjnymi, lodowymi ostrzami, już nie po raz pierwszy przedzierającymi się przez zbroję bezsensu, otaczającą Purdy’ego – ciekawe, ile za nią zapłacił. Wszystko co najważniejsze zostało powiedziane, stąd nasza droga, najedzona bohaterka nie potrzebowała dobijać leżącego, umierającego najwyraźniej na jakże poważną chorobę, zwaną głupo... khem... skręceniem kostki.
Oho, a jaki finał ich czekał. Na porównanie z piaskownicą Lucy aż podniosła się z ziemi i zaklaskała. Dobrze, Tall, dobrze. Heike wypadła oczywiście w swej pełnej pogardzie jeszcze lepiej – choć zapewne część zasługi można przypisać jej białym, lśniącym włosom – nie dowierzając zachowaniu psorka na równi ze studentami.
I byłby to miły, i szczęśliwy koniec dla naszej milutkiej – dla odmiany niezaangażowanej – niewiasty, gdyby nie Finta. Dlaczego to zawsze musiał być on? Jasne, po prostu przeważył szalę, ale jednak. Skakał, skakał, zepsuł wagę, równowagę i docierając do Tall, wyraził pełnię swego podziwu. Jak wcześniej i Kotlet – co było trudne do zniesienia już samo w sobie. A tutaj i Mięsosz płaszczył się i łasił, by zgrabna kobietka dołączyła do jego klubu. A co kołatało się w głowie Lu? Jej nikt nie chciał w swoim klubie, jej nie mówiło się takich rzeczy. Jak zawsze w cieniu – nawet gdy grało się chodzącego słoneczko. Bo wiecie, jak to jest – inteligentna i rozsądna główna bohaterka potrzebowała swojej własnej głupiutkiej, zabawniej i zazwyczaj nieprzydatnej koleżanki – normalka. A z tej irracjonalnej zazdrości zrodziła się zupełnie niepotrzebna i niechciana – jak ta brukselka na talerzu – frustracja...
- Czyli jak profesor już przestanie umierać, to będzie moja kolej do walki? Tylko proszę bez interwencji... No, chyba że “przypadkiem” kogoś podpalę – wtedy może być to nieco usprawiedliwione. - Uśmiechnęła się – jedynie troszkę niepokojąco (jak drapieżnik, czekający na swoja ofiarę) – chwytając się za dłonie za plecami, wyciągając jedną nogę przed siebie, jakby pokazując odzianą w trampka – z czerwoną sznurówką – stopę... oraz nie dopuszczając możliwości porażki. - A, no i Tall... Dobra robota.
Bo ponoć jak się nie wie, że czegoś nie da się zrobić, to ma się większe szanse na osiągnięcie niemożliwego? Trzeba mierzyć wysoko, a jak nie, to zawsze można spaść na samo dno... i się od niego mocno odbić.

Lucy Happymeal

avatar

avatar
Cytat : Just because you're trash doesn't mean you can't do great things. It's called garbage can, not garbage cannot.

Gif :

Ranga : Food

Punkty doświadczenia : 152

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 20 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Tallulah Rossreeve on Sob Maj 13, 2017 10:09 pm

Widząc zajętego swoją nogą profesora, Tallulah uniosła brwi, pozwalając przy tym na krótką chwilę swojemu uśmiechowi na zejście ze sceny. Oceniała go? A jakże! Trwało to zaledwie chwilę, a zaraz po tym usta Ślizgonki znów wygięły się w delikatnym, odrobinę może kpiącym uśmiechu. Podejrzewała, że Coro nie odpuści od tak tego śmiechu, którym uczynnie go obdarowała. Ale nawet jeśli, to wierzyła w to, że kolejna konfrontacja odbędzie się już nie w tej sali, a gdzie indziej. Tym bardziej, że do akcji wkroczyła Heike. Dla dziewczyny był to wystarczający sygnał by uznać, że powinna sobie odpuścić. Cofnęła się więc o krok, odwracając do kolegów-studentów i im poświęcając swoją uwagę. Tym bardziej, że niektórzy z nich zareagowali bardzo przychylnie, a - cóż - kto nie lubi usłyszeć komplementu na temat swojej pracy?
- Też tak sądzę - zwróciła się do swego niedawnego oponenta, po czym skorzystała z odzyskanych przez niego jej własnych butów i założyła je szybciutko. Jak widać każdy element ubioru mógł mieć niebagatelne znaczenie. Następnie przyszła kolej na Fintę. Tall przeniosła na niego spojrzenie jasnych oczu, a jej uśmiech momentalnie się poszerzył. Jednocześnie w głowie czarodziejki toczyła się walka o to, jak powinna zareagować. To był moment, ale ona musiała przeanalizować swoje opcje.
Finta koniecznie chciał ją w swoim kole. Gotów był za to zrobić wszystko, a zrobienie wszystkiego przeważnie było bardzo opłacalną ofertą. Mało kto bowiem gotów był właśnie wszystko zrobić, aby osiągnąć pewien cel. Kto jak kto, ale absolwentka Slytherinu musiała to docenić. I doceniała o tyle bardziej, że to "zrobię wszystko" było właśnie do jej dyspozycji. Mogła tą opcją szastać i wykorzystywać Mészárosa do własnych celów w zamian za uczestniczenie w kole, które było i jej potrzebne, albo... Albo mogła po prostu się zgodzić i na bardziej przyjacielskiej stopie oczekiwać od Węgra, że w razie potrzeby jej pomoże. Po rozmowie z profesorem Sharvem wiedziała, że będzie potrzebowała pomocy ze strony WME, a to była idealna okazja. Co jej się bardziej opłacało?
- To się dobrze składa - zaczęła neutralnie, a jej oczy błysnęły determinacją. - Bo ja bardzo chętnie do niego dołączę. - To mówiąc zarzuciła majestatycznie na plecy niesforne włosy. Długie, połyskujące w świetle delikatnym fioletem fale zareagowały niczym w reklamie najlepszego szamponu, dodatkowo działając na korzyść ich właścicielki. Nie, żeby właśnie tego się spodziewała. W tej chwili właśnie wkroczyła Lucy, dopraszając się wreszcie swojej kolejki, która - zdaniem Ślizgonki - należała się jej jak psu buda i pełna miska. Fakt, że Lu wciąż jeszcze nie walczyła był dla Tall bardzo oburzający. Posłała przyjaciółce uśmiech pełen satysfakcji, a potem jeszcze wymownie przewróciła oczami i skierowała swój wzrok na poszkodowanego profesora Purdy'ego. Była ciekawa, co teraz zdecyduje się zrobić.

Tallulah Rossreeve

avatar

avatar
Cytat : Let it go!

Gif :

Ranga : Magiarcheolog

Punkty doświadczenia : 159

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Angielka

Pieniądze : 70 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Mistrz Gry on Wto Maj 16, 2017 12:57 am

Chociaż dla zebranych w dużej sali treningowej bez wątpienia stanowiła ona teraz alternatywny wszechświat, który przy okazji postanowił rozpocząć się od apokalipsy i obalenia stwórcy, życie na  uczelni toczyło się dalej.
Tak, jak toczyła się kariera Palukse, jednak jak na gust ambitnego młodzieńca, robiła to zdecydowanie zbyt wolno. Nie sposób było więc się dziwić, że kiedy do jego odstających uszu dotarła informacja o trwającym właśnie spotkaniu klubu pojedynków, bez mrugnięcia zostawił na stole nietkniętą misę ziemniaków z koprem i teleportował się z cichym trzaskiem - najpierw po dwóch zdezorientowanych kolegów, a od razu po tym tuż przed wejściem do sali.
Podczas porannej odprawy jego przełożeni nie wspominali, że oddelegowują kogoś do nadzorowania studentów, a przecież gdyby któremuś coś się stało... To była jego szansa! Kto wie? Może gdyby się wykazał, udałoby mu się nawet zdegradować tą blond sucz od oszołomów? Wciąż nie potrafił jej wybaczyć, że wszystkie liściki które wysyłał do niej jako praktykant, pozostały bez odpowiedzi...
Pchnął drzwi i zauważył ją zanim jeszcze przekroczył próg sali.
- Co do... - zaczął, i zamknął się, niechętnie przenosząc wzrok na wyraźnie czymś wzburzoną i odwróconą do niego plecami dziewczynę. Podniósł dłoń w geście protestu.
- Nikt nie będzie nikogo podpalał, proszę się odsunąć, medyk idzie. - Wszedł do środka, kierując się od razu w stronę Heike. Spojrzał na nią z niechęcią.
- Co ty, psia mać, tu robisz? To nie twój teren - rozejrzał się. - Kto umierał? Pan umierał? Weźcie pana do szpitala. - Jego wzrok padł na Fintę. - Jego też weźcie, oczy mu się błyszczą jakoś niezdrowo. - Pozostali magomedycy zniknęli ze wskazaną dwójką szybciej, niż ktokolwiek zdążył zareagować. Sam Palukse nie mógł darować sobie jeszcze obrzucenia Heike tryumfującym spojrzeniem.
- Radzę się u nas zjawić i to wyjaśnić. - Nie dając jej szansy odpowiedzi teleportował się.

[z/t Palukse, jego dwóch kolegów, Finta i Coro]

Jeśli czujecie potrzebę kontynuowania tej rozgrywki, zapraszam do odpisania w tym temacie

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Heike de Witt on Wto Maj 16, 2017 1:48 am

Jeśli sądziła, że w tym semestrze początki są wyjątkowo spokojne, właśnie zmieniła zdanie. To była parodia jej dnia pracy, jakiś festiwal pomyłek i nieporozumień. Wydawałoby się, że dzisiejsze zadanie będzie może nie trudne i ambitne, ale spokojne, może nawet momentami ciekawe. No dobrze, to co się działo właściwie było ciekawe, ale Heike wolałaby "ciekawe" pod względem skutków zaklęć pojedynkowych. Nie, żeby życzyła studentom źle, przecież celem medyka było, aby wszyscy pozostali zdrowi i w jednym kawałku, ale każdemu może się czasem podwinąć noga, a przecież jej zajęciem było czekać na ten moment, żeby tę nogę przyszyć na miejsce. Przynajmniej zwykle, bo dzisiaj na to nie wyglądało.
Zwłaszcza teraz. Na sali pojawiła się trójka nieproszonych medyków. Zwykle nie miała problemu z magomedykami, ba, świetnie się z nimi dogadywała. Ale niektóre przypadki były wybitnie ciężkie, co musiała odkrywać regularnie na nowo.
- Uważaj na słowa, pajacu - warknęła do Palukse w odpowiedzi na pytanie, co tu robi. Poznała go (niektórych twarzy, czy tam włosów, się nie zapomina), ale wolała poddenerwować go udając, że nie. - Wykonuję swoją pracę.
I tyle. Nie zdążyła nawet nikogo bardziej obrazić (a zbierało jej się już od dłuższego czasu, więc byłby to opiernicz spektakularny), a już ich nie było. Zadrżała na całym ciele, jakby miała zaraz podskoczyć i zacząć wrzeszczeć, ale dalej stała, nawet zwrócona ciągle w tę samą stronę. Potem wzięła głęboki oddech, drugi, trzeci, kolejny. - No dobrze. - Powiedziała do siebie i rozmasowała skroń. - No dobrze. Bardzo dobrze. - Ostatni głęboki oddech. - Dobra, słuchajcie. Możecie sobie iść. Nie ma waszego prowadzącego, a spotkanie jest już kompletnie rozwalone. To już koniec - popatrzyła po wszystkich groźnie - ale zostało jeszcze jakieś dwadzieścia minut, może pół godziny, a ja mogę tu siedzieć. Jesteście dorośli i nikt wam nie zabroni pojedynków, zwłaszcza pod okiem medyka. - Odwróciła się do Lucy. - Więc ty, wygadana, możesz sobie pomachać teraz patykiem, znajdź sobie tylko jakąś parę. - Zaczęła iść w kierunku miejsca, z którego początkowo obserwowała całe spotkanie. Wolała ogarniać wzrokiem wszystko, co działo się w sali. - I do jasnej cholery, udowodnijcie mi, że nie jesteście bandą kretynów, za jakich ma was... - Znowu oddech. - Nie więcej niż dwie pary naraz, a jak ktoś użyje przy mnie zaklęć czarnomagicznych albo niewybaczalnych, osobiście ukręcę mu... Osobiście dopilnuję, żeby to, co z niego zostanie wyleciało z uczelni szybciej, niż znajdą to aurorzy.

Heike de Witt

avatar

avatar
Cytat : "You don't have to be crazy to work here. We'll train you."

Gif : .

Ranga : SMSI medyk

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : 29

Krew : Mugolska

Narodowość : Duńska

Pieniądze : 70 G

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Clotilde Coletti on Sob Maj 20, 2017 9:13 pm

Clotilde bardzo chciałaby zrozumieć to co działo się w sali, ale nadmiar bodźców zadziałał na nią dość...  oszałamiająco. Ledwie przeszurała z powrotem pod ścianę, nie mogła oderwać wzroku od tego co inni robili na parkiecie. A robili to szybko, wobec czego myśli w jej głowie ni jak nie nadążały z ubraniem się w słowa. Z uchylonymi ustami patrzyła na walczących, falującą podłogę, pojawiającego się znikąd stworaka i...
... i psor Chór znowu zepsuł całą zabawę.
Naburmuszyła się, splatając ręce na piersi i nawet nie było jej przykro, że zrobił sobie ała. No, może trochę. Ale naprawdę miała dosyć tego całego gadania i pewnie w końcu by krzyknęła co o tym myśli, ale do sali wszedł śmieszny medyk z kolegami.
Clotilde lubiła patrzeć na śmiesznego medyka.
Tym razem się jednak nie napatrzyła - Palukse zamienił z Heike kilka zdań, których nie udało jej się usłyszeć, a potem zniknął jak jego koledzy. I psor Chór. I Finta.
Był tu Finta, a teraz go nie ma...
Zerwała się, nie odnotowując nawet, że to robi i popatrzyła w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał Węgier. Przeniosła na moment wzrok na główną magomedyk WME i - dopiero teraz orientując się, że stoi - przełknęła ślinę, poprawiając jednocześnie kask.
- No ten... To ja bym się też chciała z kimś pobić. Tak trochę. - Rozejrzała się. Chyba wybrnęła.

_________________

CLOTILDE COLETTI
What a beautiful mistake...

Clotilde Coletti

avatar

avatar
Cytat : Z tego nic nie będzie choć powstanie~

Gif :

Ranga : Malkavian ❤

Punkty doświadczenia : 57

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Półkrwi

Narodowość : Włoszka

Pieniądze : 44G 10S 18K

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Lucy Happymeal on Sro Maj 24, 2017 10:42 pm

Emocje narastały, bulgotały – ktoś robił zupę? – i najwyraźniej coraz bardziej pragnęły wybuchnąć przeuroczą tęczą konfetti, która zasypałaby wszystkich zebranych – czy tego chcieli, czy nie. Ilość wydarzeń początkowo nie pomagała i nie potrafiła przejawić jakże przydatnych zdolności uspokojenia niepotrzebnej, niesłusznej i jakże dziecinniej zazdrości, powoli – chociaż szybciej niżby z prędkością wlokącej się koparki – kiełkującej w umyśle nieprzystosowanej społecznie dziewczyny (pomyślałby kto, że przez tyle lat czegoś się nauczy). Nawet uśmiech Tall oraz jej przyjazna postawa nie załagodziły sytuacji – wszak Ślizgonka wciąż była taka zadowolona z siebie! (Nie żeby nie miała ku temu powodu – gdzieee tam).
Lucy już miała się odezwać – czego potem niechybnie gorzko by pożałowała – lecz wtem usłyszała za sobą jakiś nieproszony głos. Gryfonka omal nie podskoczyła z zaskoczenia i zaraz zrodziła się w niej niewysłowiona ochota rąbnięcia nowo przybyłego prosto w nos – tak o, na powitanie. Bo co to za pieprzenie kotka za pomocą młotka, że niby nikt nie będzie nikogo podpalać?! Cóż za bezczelność! Na dodatek zanim zdążyła uświadomić zuchwalca, jaką ignorancję prezentuje swym brakiem poszanowania dla żywiołu ognia, ten minął ją bez zainteresowania i skierował się do Heike – to ci dopiero tupet! Studentka zmierzyła jego plecy złowrogim spojrzeniem – ach, gdyby wzrok mógł zabijać, Paluske leżałby już martwy na chłodnej posadzce – trzeba będzie zainwestować w przyszłości w jakiś laser czy coś.
Wspierając swe dłonie na biodrach, czarownica pochyliła się nieco i nie przenosząc się bliżej czy dalej – tylko głupi tak niepotrzebnie marnowałby energię – obserwowała szczekającego, oburzonego medyka, wkurzającego piękną, warczącą białogłową. Fight!
Na tyle zafascynowana rozgrywająca się na jej oczach sceną, spijała każde słowo z ust rozmówców, jakby było ono najwspanialszą z czekolad. Nie dowierzając, przyglądała się młodzieńcowi, siejącemu ferment lepszy od sfermentowanego mleka. Uniesione brwi i niestłumione na czas parsknięcie idealnie – oraz wystarczająco skrótowo – opisują jej reakcję. Umierający na kostkę, ha, wiedziała od początku! Może Coro przynajmniej nie wróci – zawsze można było pomarzyć. A te błyszczące oczy Finty? Z pewnością niepokojące, zwłaszcza, gdyby skoncentrować się na tym, co działo się za nimi... Ale żeby zaraz zabierać za to do szpitala? Dobrze, że nie na policję. Ubawiona z tego spektaklu – ze zdolnością utrzymania skupienia godną muszki owocowej – doceniając kunszt komizmu, wzniesionego na najwyższe poziomy, dzięki parodystycznemu charakterowi, znikającego już, mężczyzny, rozluźniła się, pomimo tego, iż jeszcze przed sekundą pragnęła odrobinę poturbować szybko znienawidzonego prowadzącego.
Błogie zapomnienie trwało dalej, a po wcześniejszym zirytowaniu nie pozostało wiele – natura zmienną jest i kapryśną, tak samo jak młoda kobieta... albo dziecko. Dopiero liczne głębokie oddechy oraz masowanie się po skroniach przez Heike dały Gryfonce do myślenia. A to drżenie i warczenie – czyżby jej cudowna niewiasta potrzebowała pomocy? Uczynna Happymeal – altruizm to taki gratis w zestawie – zastanawiała się, jak pocieszyć wyprowadzoną z równowagi de Witt. Tak, tak – najlepiej romantyczną kolacją przy świecach, toż to na pewno zdałoby egzamin – była istnym geniuszem (i nie lubiła poprawek).
Wtem głupi uśmieszek, wywołany podobnymi rozważaniami, został starty z jej twarzy poprzez nikogo innego, a osobę, o której właśnie fantazjowała. Najpierw miał być koniec spotkania, następnie jednak nie – co to za rollercoaster z pętlą? Czy wisiała właśnie do góry nogami i dlatego nic nie rozumiała? Groźne spojrzenie jakoś jej nie poruszyło… Nie to co nazwanie jej “wygadaną”. Sprzeczne emocje odmalowały się na twarzy młodej dziewczyny. Była co prawda przyzwyczajona do pogardy ze strony medyczki, lecz teraz jakoś powróciła wcześniejsza gorycz, przemieszana z tą nową. Chciała zostać zauważona jako ktoś, kogo imię (przynajmniej tyle) warto było zapamiętać. Pierdoła jakich mało, niemniej całe zestawienie słowne sprawiało, że Lucy czuła, jakby była traktowana jak głupiutkie, małe i aroganckie szczenię, potrafiące jedynie – jak to się mówi? A, tak – drzeć mordę.
Reszta wypowiedzi kobiety również nie wskazywała na zbyt wielką wiarę w ich możliwości – co najwyżej właziła na ambicje i rzucała wyzwanie, którego kolejni durni śmiałkowie podejmowali się, nie zdając sobie sprawy, że przegrali zanim jeszcze zdążyli rozpocząć swą próbę. Cóż więc począć? Można gonić za marchewką, przyczepioną do kija albo rzucić to wszystko w cholerę i dla odmiany pokazać… No, właśnie – co?
Nie minęła nawet chwila, a Lucy, podjąwszy decyzję, ponownie wykrzywiła kąciki ust ku górze. Stanęła prosto, a zauważając podekscytowaną – choć nie pojedynkami, jak mogłoby się zdawać – zgłaszającą się na ochotnika Clotilde, zlustrowała ją spokojnie. Zaraz też zamachała współlokatorce, zbliżając się jednocześnie do parkietu. Dla odmiany nie odzywała się, by głos nie zdradzał nic z jej nadal splątanych emocji. Ustawiwszy się na miejscu, spojrzała w dół na swoje swoje dwukolorowe sznurówki, a gdy podniosła na powrót głowę, w jej oczach dało się odnaleźć już troszkę więcej radości. Nie miała nic do stracenia.
- No, cześć – przywitała się z entuzjazmem, o który jeszcze moment wcześniej trudno było ją posądzić. Wyjęła różdżkę, by nie dać się zaskoczyć, lecz kontynuowała. – Może by tak nieco urozmaicić pojedynek? Przegrany daje buziaka wygranemu? – zażartowała, zerkając ukradkiem w stronę białogłowej. – Panią też oczywiście zapraszamy do zaangażowania się w podobne nagradzanie zawodników – dodała, jakby życie było jej niemiłe. W końcu gdy jest się debilem, to jest się nim aż do końca swych dni. Inna sprawa, że koniec ten przychodzi często dość... przedterminowo – no, patrzcie jaki punktualny, przynajmniej nigdy się nie spóźnia.

Lucy Happymeal

avatar

avatar
Cytat : Just because you're trash doesn't mean you can't do great things. It's called garbage can, not garbage cannot.

Gif :

Ranga : Food

Punkty doświadczenia : 152

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 20 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach