Duża Sala Treningowa

Strona 5 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Duża Sala Treningowa

Pisanie by Veneficium on Sob Paź 15, 2016 4:33 pm

First topic message reminder :

Największa sala w całym budynku. Prowadzą do niej dwuskrzydłowe wrota, znajdujące się idealnie naprzeciwko drzwi wejściowych do samego budynku. Sala również jest rozmieszczona na planie pentagramu, ale odwróconego względem kształtu samego budynku. Sufit znajduje się na wysokości czterech metrów, a dwie ściany z pięciu są zasobne w wysokie strzeliste okna z ozdobnymi framugami. Podłoga jest w pełni drewniana, a ściany wzmocnione zaklęciami, by przeprowadzane tutaj treningi nie naruszały zbytnio spokoju reszty budynku.
Ponadto na sali znajdują się też drzwi prowadzące do składziku, w którym to trzymane są:



  • bibeloty różnej maści, mające służyć za przedmioty ćwiczeń podczas zajęć z transmutacji. Głównie: meble, zastawa stołowa, puste klatki dla zwierząt, puste akwaria, pluszowe zabawki, itp.
  • zaczarowane manekiny do ćwiczeń
  • góra poduszek
  • cztery duże lustra na kółkach
  • kufer z Boginem
  • piłki plażowe i piłki lekarskie


Czasem na terenie sali organizowane są spotkania Klubu Pojedynków.

Klub pojedynków - Zasady:
1. Klub Pojedynków powstał dla studentów MUMiCz, by mogli oni pod nadzorem profesora, zwanego później opiekunem, sprawdzić swoje umiejętności walki, myślenia abstrakcyjnego, oraz użycia zaklęć ofensywnych jak i defensywnych.
2. Wszyscy członkowie Klubu Pojedynków zobowiązani są do okazywania wzajemnego szacunku wobec siebie jak i opiekuna nadzorującego pojedynki, oraz zobowiązują się do wypełniania jego poleceń.
3. Opiekun Klubu ustala terminy spotkań jak i zasady, jakie będą panowały podczas Pojedynków. Każdy, kto zdecyduje się wejść na Podest Pojedynkowy zobowiązuje się przestrzegać ustalonych wcześniej przez Opiekuna reguł pojedynkowania się. W przypadku, gdy ktoś złamie ustalenia, Opiekun ma obowiązek przerwać pojedynek i wyciągnąć odpowiednie konsekwencje wobec niesubordynowanego członka Klubu.
4. Trzy kary czy też trzy ostrzeżenia udzielone przez Opiekuna Klubu skutkują miesięcznym szlabanem na pojawianie się na spotkaniach Klubu. Jeśli ukarany członek Klubu po miesiącu dalej będzie sprawiał kłopoty zostanie usunięty z listy członków Klubu, a gdy będzie chciał wrócić, będzie musiał stoczyć Pojedynek z Opiekunem i go wygrać. Opiekuna uznaje się za pokonanego wówczas, gdy po wymianie pięciu zaklęć przeciwnik dalej stoi na nogach. Zasadę tę stosuje się tylko wówczas gdy wyrzucony członek Klubu chce do niego wrócić.
5. Członkowie Klubu Pojedynków obowiązani są do zwracania uwagi na stopień zaawansowania swojego oponenta jak i na rocznik, który reprezentuje jego przeciwnik.
6. Członkowie Klubu Pojedynków mają obowiązek powiadomienia Opiekuna Klubu o swojej nieobecności lub też niemożności stawienia się na spotkaniu Klubu. Członkowie Klubu nie muszą podawać przyczyny swojej absencji.
7. W czasie spotkań Klubu wszyscy jego Członkowie jak i Opiekun są sobie równi. Uprasza się o nieużywanie form grzecznościowych, gdyż one tworzą niepotrzebną barierę pomiędzy Członkami Klubu, a ich Opiekunem. Zasada ta traci moc w chwili zakończenia spotkania Klubu Pojedynków.
8. Podczas spotkań z użyciem skrzyni z Boginem, wyjść terenowych lub też wizyt w pokoju z Magiczną Menażerią, Członkowie Klubu Pojedynków zobowiązani są do bezwzględnego przestrzegania zaleceń jakie ustalił Opiekun Klubu przed przystąpieniem do wykonywania określonego zadania.
9. Spotkania Klubu Pojedynków nie służą do załatwiania zatargów pomiędzy Członkami Klubu. Jeśli Opiekun zauważy, że Studenci lekceważą tą zasadę momentalnie przerywa Pojedynek, ogłasza remis, a sam staje do Pojedynku najpierw z jednym, a potem drugim uczestnikiem walki na zaklęcia. W takim przypadku nie obowiązują reguły, jakie zostały ustalone z uczestnikami Spotkania podczas jego rozpoczęcia.
10. Każdy Członek Klubu Pojedynków po wejściu na Podest Pojedynkowy musi się ukłonić przed swoim przeciwnikiem. Ta zasada obowiązuje obie Pojedynkujące się osoby. Brak ukłonu skutkuje brakiem zgody na rozpoczęcie Pojedynku.
11. Za koniec Pojedynku uznaje się rzucenie przez jednego z Pojedynkujących się zaklęcia Pericullum. Pojedynek może zostać przerwany również przez Opiekuna Klubu, bez podania przez niego przyczyny przez którą postanowił rozdzielić dwóch walczących, lub też jeden z czarodziei Pojedynkujących się będzie zbyt zmęczony, by rzucać zaklęcia.
12. Klub Pojedynków jest miejscem, w którym studenci mogą w kontrolowanych warunkach poczuć się jak Aurorzy lub też Członkowie Brygady Uderzeniowej, jednak nie mogą podczas Pojedynków używać zaklęć Czarnomagicznych oraz Zaklęć Niewybaczalnych. Jeśli któryś Członek Klubu użyje zakazanej grupy Zaklęć zostaje wykluczony z Klubu, bez możliwości powrotu do niego.

Autor: Coro Purdy

_________________

Veneficium

avatar

avatar
Cytat : Jak wszędzie będziesz miał na skróty, to w końcu w ogóle przestaniesz chodzić.

Gif :

Ranga : Pan i Władca

Punkty doświadczenia :

Punkty Życia :

Wiek :

Krew : Najczystsza

Narodowość : Światowa

Pieniądze :

Admin

Powrót do góry Go down


Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Coro Purdy on Sob Mar 25, 2017 12:41 pm

Milczenie jakie zapanowało po wypowiedzi panny Rossreeve bardzo się Purdy'emu nie spodobało. No ale co miał zrobić. Skoro właśnie tak chciał los, by pierwsze spotkanie Klubu Pojedynków potoczyło się właśnie tak jak się potoczyło Coro nie miał zamiaru protestować. Owszem chciał pokazać studentom, że jest równym gościem, a że dwie dziewczyny wolały go wytrącić z równowagi i zmusiły do pokazania też jego drugiej, o wiele gorszej strony to już nie było jego winą. W końcu i tak wyszło by na to, że jest wredny kiedy sytuacja tego wymaga. Bardziej niepokoiło go to, że para stojąca na polu do pojedynków nie rozpoczęła swojej walki. Purdy niezauważalnie wzruszył ramionami gdy usłyszał ponownie głos jednej ze zbuntowanych studentek i spojrzał na nią bez wyrazu w oczach.
- W kwestii zasad czy też poprawek w zasadach będę z paniami rozmawiał na konsultacjach nie wcześniej ani nie później i nie ukrywam, że jeśli przedstawią panie rozsądne argumenty być może będę skłonny do pójścia na ustępstwa. Jednakże teraz nie zamierzam dalej roztrząsać tego tematu gdyż jak sama pani zauważyła pani koledzy i koleżanki raczej nie są skłonni do dyskusji. Także wyznaczę godzinę spotkań i konsultacji, a wówczas poproszę każdą z pań osobno na spotkanie i wtedy wyciągnę wnioski z tego co panie będą mówiły. Lecz jeśli to co panie będą chciały mi powiedzieć będzie takie samo czy też nie będzie się trzymało kupy zostanę przy swoich zasadach. A teraz zamykam ten temat gdyż nie po to się tu spotkaliśmy. – powiedział przyjmując ton głosu, który nie zamierzał przyjmować sprzeciwów. Mierzył jeszcze przez chwilę wzrokiem Tall i nagle na jego usta wypełzł nieładny, dość ostry lecz i tryumfujący uśmiech.
- Panie Ichabod, panno Maude, nie będziecie mieli mi za złe jeśli zmienię trochę kolejność pojedynków. Otóż widzę, że są wśród nas osoby, które uważają, że coś potrafią i na pewno będą nam chciały to pokazać. Zmienię też ustawienie dwóch par. Na pole do pojedynków poproszę pannę Tallulah Rossreeve i pana Colette Tomicznego. Panna Clotilde Coletti zostanie zestawiona z panną Lucy Happymeal, a pan Ichabod zostanie w parze z panną Maude. – powiedział i spojrzał na osoby, które ze sobą zestawił. Miał nadzieję, że chłopak sobie poradzi. Wyglądał mu na gentelmana i miał nadzieję, że w razie porażki godnie ją zniesie.
- Także proszę by osoby, których nazwiska i imiona wymieniłem zajęły miejsce na polu pojedynkowym i pokazały co potrafią z tym samym zastrzeżeniem, że zaklęcia użytkowe z wyjątkiem Accio, Finite oraz Pericullum. Zatem jak będziecie gotowi to zacznijcie pojedynek. – powiedział tym samym nieco ostrzejszym tonem. Miał tylko nadzieję, że dziewczyna nie będzie chciała pokazać, że zasady, które ustalił są według niej złe. W końcu mieli cały zakres zaklęć zarówno ofensywnych jak i defensywnych więc mogli pokazać swoje możliwości.

Coro Purdy

avatar

avatar
Cytat : Breath it's only bad day, not a bad life

Gif :

Ranga : Personel

Punkty doświadczenia : 77

Punkty Życia : 90

Wiek : 32

Krew : półkrwi

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 80

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Ichabod Cavendish Junior on Sob Mar 25, 2017 1:04 pm

Już miał zdejmować z szyi aparat i zabezpieczać obiektyw, kiedy prowadzący zdecydował się zmienić kolejność. Co jak co, ale Cavendishowi było to cholernie na rękę, bo szkoda było mu przerywać fotorelację w momencie, w którym burza dyskusji jeszcze nie przeszła! Zmiana wywołała więc na jego czystokrwistej mordce szeroki uśmiech i natychmiast poprawił on machinalnie ułożenie paska od aparatu na swoim karku.
- Oczywiście, nie będę miał Profesorze! - rzucił niemal usłużnie, jak psiaczek, po czym puścił oko swojej czarującej, blondwłosej parze.
Miał głęboką nadzieję, że nie będzie mu miała za złe tej radości spowodowanej byciem na końcu kolejki.

Ichabod Cavendish Junior

avatar

avatar
Cytat : Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.

Gif :

Ranga : Sir Żurnalista

Punkty doświadczenia : 22

Punkty Życia : 100

Wiek : 20 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 75 G

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Colette Tomiczny on Sob Mar 25, 2017 1:23 pm

Kiedy już ogarnął ludzi na podeście i upewnił się, że nikt się nie słania i nie dąży do namiętnego tête-à-tête z podłogą – drugi raz! - sam na moment uciekł wzrokiem na gościa od fotorelacji. Już wyczuwał w powietrzu ten artykuł... Cholerny T.R.U.T.E.Ń., znowu się nachapie i zaraz naskrobie coś o Lucy bawiącej się publicznie różdżką Profesora Purgiego, tajemniczym hobby Finty polegającym na froterowaniu klasowych podłóg i rodzącej się modzie na rzucanie masowego Języlepa na wszystkich członków przed rozpoczęciem spotkania Klubu.
Westchnął mimo wszystko kontent z tego, że wrócą do naparzania się zaklęciami i już niedługo będzie jego kolej. I ani się obejrzał, a była jego kolej. Serio. Nawet nie zdążył się obejrzeć, kiedy wypowiedziano jego nazwisko i sparowano z czarnowłosą czarownicą. Sam wtedy parsknął, kiedy dotarło do niego, że zdaje się został jej „karą” i klepnął kolegę Węgra w łopatkę zmieniając się z nim jak biegacz w maratonie i przejmując pałeczkę zabawiacza tłumów, który już niedługo...
- Moja kolej, żeby dostać w gębę od pięknej kobiety - parsknął do najbliższej dwójki i nabrał powietrza ze świstem, od wewnątrz ust bezwiednie prześlizgując językiem po swoich zębach, jakby się z niektórymi symbolicznie żegnał i złapał kontakt wzrokowy z Panną Rossreeve. Ukłonił się wtedy nisko, ale swobodnie, bez krztyny ironii, jeszcze zanim weszła na podest.
Miał nadzieję na pokaz pierwszorzędnych fajerwerków, a jeśli jego nowa partnerka strzela zaklęciami co najmniej tak jak argumentami, to podest może okazać się dla nich za mały, a publiczność mocno zagrożona.

_________________
Come closer.

Colette Tomiczny

avatar

avatar
Cytat : I am a GREAT MAN and one day If you are very lucky I might even be a GOOD ONE.

Gif :

Ranga : Smok Katedralny

Punkty doświadczenia : 34

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Polak

Pieniądze : 78 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Catriona MacCance on Sob Mar 25, 2017 1:37 pm

Och, jasne Kotlet, ignoruj pytanie zadane przez rudowłosą pannicę - kogo obchodzi, gdzie jest jej różdżka, prawda? Niech sobie radzi bez niej, skoro i tak najwidoczniej lepiej idzie jej korzystanie z siły fizycznej niż umysłowej.
Ruda wytchnęła powietrze, lekko poirytowana, zerkając na sufit. Krzyżując ręce na piersi opuściła wyznaczony na podłodze podest, kierując się ku Coro. Był prowadzącym - pewnie pomoże w odnalezieniu magicznego patyka po zakończeniu drugiego pojedynku tego spotkania, poza tym było jej trochę szkoda psora. Widziała to w swoim ojcu, kiedy był lairdem, potem we własnym bracie, który przejął pozycję naczelnika klanu - chęć bycia przyjacielem osób, których się było zwierzchnikiem, co nie zawsze było możliwe i rozdzierało właśnie w tych sytuacjach, gdy trzeba było oddzielić od siebie uczucia i obowiązki.
Stanęła obok niego, wciąż krzyżując ręce na piersi.
-Widziałeś może gdzie poleciała moja różdżka?- spytała, lekko pochylając ku niemu głowę, ze wzrokiem wlepionym w przestrzeń pojedynkową.
Zerknęła na Coro kątem oka, uniosła lekko kącik ust.
-Poza tym, jak się czujesz po przygodzie pod wierzbą?- spytała w próbie odwrócenia uwagi Coro od jego, przypuszczalnie wzburzonych, emocji.
Uśmiechnęła się szerzej, wesoło, na wspomnienie kamiennego konia pod wierzbą. Niezła przejażdżka, potem - rozwalony płot. Znów przeniosła spojrzenie na podest.

Catriona MacCance

avatar

avatar
Cytat : Love me like my demon does.

Gif :

Ranga : Jadam sernik z demonami.

Punkty doświadczenia : 26

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : czysta

Narodowość : Szkocka

Pieniądze : 70g

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Finta Mészáros on Nie Mar 26, 2017 9:10 pm

Przysłuchiwał się wymianie zdań na tyle uważnie, że nie zajęło mu dużo czasu całkiem sprawne odnalezienie się w sytuacji. Wciąż jednak brakowało mu sporej części historii, którą przegapił ze zrozumiałych względów. Uciekł z "podestu", żeby już dłużej nie zagracać swoją osobą potrzebnej do rozgrywek przestrzeni (no ej, miał prawo być skołowany po potyczce, dlatego zabrało mu to tak długo). Rozejrzał się po obecnych, zastanawiając się, kogo najlepiej podpytać od czego wszystko się zaczęło - już miał podejść do Clotilde, ale zrobił zwrot na pięcie. Nie chciał bardziej denerwować Heike, która stała bardzo blisko. Może nie każdy był w stanie rozróżnić jej zwykłą minę od tej wybitnie niezadowolonej, ale on nie miał z tym problemu. Za często patrzyła w ten sposób na niego. Skierował więc kroki w stronę Ichaboda. Jeśli nie zbyje go tekstem "kup gazetę", to powinien być w stanie całkiem zgrabnie opowiedzieć o kłótni.
- Ej... - Zagaił konspiracyjnym tonem. - Co się stało, że aż tak się pożarli? Streścisz mi to? Wiesz, akurat nie mogłem patrzeć.
Tym razem nie miał jednak zamiaru popełniać poprzedniego błędu - starał się ciągle skupiać na tym, co działo się dookoła.

_________________

Finta Mészáros

avatar

avatar
Cytat : Jeśli przestrzegasz wszystkich zasad, omija cię cała zabawa.

Gif : .

Ranga : Człowiek z ulotki

Punkty doświadczenia : 160

Punkty Życia : 98%

Wiek : 21

Krew : Półkrwi

Narodowość : Węgier

Pieniądze : 43G i coś

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Lucy Happymeal on Nie Mar 26, 2017 10:48 pm

Nie potrafiła. Nie potrafiła już dłużej ignorować tego blasku, oślepiającego ją wnet z każdej strony – choć niektórzy upieraliby się (jakże przyziemnie), iż wszystko to było jedynie zwodniczym obrazem, stworzonym przez jej rozbrykaną wyobraźnię, starającą się nadać nowy sens szarej rzeczywistości... Tak szarej, iż prawie srebrzystej. Lśniącej równie nieprzeciętnie jak ten szlachetny kruszec, odnajdujący w sobie niezmierzoną czystość i niewinność, przetapiający się w ujmującą biel, okalającą niczym aureola niebiańskie oblicze. Tak zaaferowana, pochłonięta swym własnym bełkotliwym światem z najwspanialszych snów, Lucy nie odrywała zachwyconego spojrzenia od głównej magomedyczki, której samo istnienie wręcz uderzało ją – szkoda, że nie powaliło – z ogromną i nieposkromioną mocą. Jej serce przestało się słuchać, waląc jak oszalałe, a usta – nieco rozchylone – wykorzystywały ostatki sił na beznadziejną walkę ze śliną, zamierzającą utorować sobie drogę ucieczki. Run, Forrest, run! Bez ograniczeń! Wyzwól się z tych nędznych macek pozornie odpowiednich poczynań. Rzucaj słowami na wiatr i patrz w chmury, jakby każda z nich opowiadała własną historię.
A jak już jesteśmy przy historiach... to sporo omijało naszą buntowniczą Gryfonkę – chwilowo znajdującą się w stanie uśpienia. Wszak poddała się – nie mogła już dłużej słuchać tych bredni, padających z – jakże mało pociągających – ust durnego profesorka, do którego nic nie docierało – a on przynajmniej udawał, że słuchał! Inna sprawa, że mu to nie wychodziło...
Lepszą postawę wykazywali studenci: jedni, usiłujący nie wszczynać niepotrzebnej burdy, inni – jak jej kochana przyjaciółka – spokojnie przedstawiający logiczne argumenty, podważające nie tyle autorytet, co brak pomyślunku – ponoć – dorosłego mężczyzny, zachowującego się niczym trzylatek, jedzący lizaka do góry nogami – płaczący i krzyczący, gdy chce mu się pokazać, że gryzienie patyka to nie wszystko, co można wyciągnąć z tak wielkiego potencjału słodkości. A Happymeal – nazwisko zobowiązywało – bardzo irytował fakt braku należytego doceniania jedzenia!
I właśnie, była głodna – tutaj wracamy do początkowego błędu, a mianowicie organizowania spotkania w trakcie trwania obiadu, co pozbawiało biednych, zmęczonych, młodych czarodziejów połowy cennego czasu na opychanie się łakociami. Z tego powodu jej skupienie dryfowało sobie po morzach rozproszenia. A kiedy Tall – z którą Lucy zgadzała się w stu procentach, a nawet i stu pięćdziesięciu! (zgadzałaby się, jakby słuchała) – wytykała Purdy'emu najbardziej rażące – lecz niejedyne – potknięcia w jego rozumowaniu, jak i postępowaniu (zwłaszcza ten z barierami i brakiem słuchania do niej przemawiał! A może to były tamy... Dam it...), to reszta studentów nie wykazywała choćby zbliżonego zaangażowania. Klota, szurając tyłkiem po posadzce – ona pucuje i szlifuje, jak prawdziwy diament! – wypowiedziała cudne słowa mądrości, niemniej inni albo obserwowali, albo byli przeciwko wszystkim. Chyba. Trudne rzeczy, trudne sprawy. Poczekajmy jeszcze tylko na odcinek „dlaczego ja?”, do którego Lucy nadawałaby się idealnie. Przecież tyle razy życie rzucało jej kłody pod nogi – teraz oto pojawiła się kolejna w postaci prowadzącego, nie rozumiejącego, kiedy mówiło się do niego po angielsku. Nic do niego nie docierało – nic a nic. Ciągle się powtarzał na temat dezorganizowania klubu oraz konsultacji – swoją drogą zignorował uwagę Tall na temat wybierania niepasującego terminu – ostatecznie stawiając na kartę pt. jak ci się nie podoba, to wara, nara i taka to będzie dla ciebie kara.
I to wszystko naprawdę jeszcze bardziej nakręciłoby Lu – niczym starą zabawkę, której dziecko nie chce odłożyć, wysyłając na zasłużoną emeryturę – gdyby nie to, że zwyczajnie nie słuchała. No bo, proszę Was, po co? Po co się stresować, jak przed sobą ma się boskie oblicze nieskalanego piękna? Wojownicza, acz opanowana i chłodna Heike, emanowała zimnokrwistym przygotowaniem do działania – z jedną ręką w kieszeni, a drugą w pogotowiu, na różdżce. Była tak blisko, tak blisko jak...
A gdyby ją powąchać... A gdyby ją dotknąć?! Ta niebezpieczna myśl wykiełkowała w ciut spaczonym umyśle dziewczyny od frytek, nie potrafiącej dłużej trzymać swych żądzy na wodzy – wiśta wio, koniki, wiśta wio! Dłoń, prostując szczupłe palce, została wyciągnięta w stronę jej przyszłej ofiary, lecz gdy miała dosięgnąć celu...
Tall! Jak mogła zniszczyć jej marzenia, odciągnąć ją od dopełnienia najważniejszego celu w życiu – jak w takich warunkach mogła nazywać się jej przyjaciółką?! Chociaż chwila... Padło słowo klucz – obiad. Klucz, otwierający drzwi do serca i głowy niewychowanej panienki, naraz starającej się rozeznać w sytuacji. Poprawiła włosy i pokiwała głową, aspirując do stanu, w którym przedstawiałaby się niczym osoba w pełni władz umysłowych.
- Proszę cię, taka z niego dupa wołowa, że na pewno nie będzie brał pod uwagę naszego zdania. A jak już o wołowinie mowa... To z chęcią zaszczycę cię swą obecnością w Stacyjce. – Mamrocząc tak na uboczu, by nikt nie usłyszał, puściła do Tallulah oczko i poklepała ją po plecach. Zaraz – mimo iż dla niezaznajomionego widza zdawać by się mogło, że nadal nie pozbyła się ani odrobiny swej beztroski – również pochyliła się do przyjaciółki, otaczając ją ramieniem i nieco przymrużając oczy. Złudnie wesoły ton pozostawał jednak niezmienny. - Wiesz, mi nie przeszkadza granie tej złej i na konsultacjach pewnie się nie stawię, acz chętnie pouprzykrzam mu życie. Jak zdajesz sobie sprawę, może i jestem głupia... – Tutaj jej uśmiech poszerzył się ociupinkę, jakby odwoływała się do jakiegoś – znanego tylko im – sekretu. - ...ale debilizmu w tak niezmąconej postaci znieść nie mogę. – Tak oto zakańczając rozmowę, przeznaczoną jedynie dla uszu Ślizgonki, odwróciła się, by zerknąć na scenę – przedstawienie wszak musi trwać. Koniec z szeptami i czas na powrót ukazać się szerszej publice, zabawianej w tym momencie wyłącznie przez bełkoczącego Coro, który – nie ucząc się na błędach – ponownie podkreślił, iż nie zniesie żadnych sprzeciwów. Wtedy zaś zaczęło się. Bezsensowne zmiany, niepodparte – według niej –żadnymi racjonalnymi przesłankami. Nie można również zapomnieć o bohaterce pobocznej, bezwstydnie flirtującej, wykorzystując swój urok osobisty oraz burzę rudych... kłaczków.
- Przeeeepraszam – odezwała się (już ustaliliśmy, że jest bezczelem), od początku żywo gestykulując, chcąc zwrócić na siebie uwagę. - Zamienianie partnerów między mną i Tall zdaje się być niczym chińska ruletka – losowe i niekoniecznie uczciwe, gdyż jak wiemy hazard to stawianie na ryzykowną kartę – jak dobrze nie wyglądałaby na pierwszy rzut oka. Jeszcze zrozumiem, że pragnie pan profesor pokazać, gdzie nasze miejsce, poprzez zamienienie kolejności czy ewentualne zmienienie partnera – ale raczej nie pomiędzy nami, plus musiałby znać pan umiejętności naszych potencjalnych przeciwników. Nie lepiej więc byśmy pokazały, o co nam chodzi, skierowując różdżki przeciwko sobie? Dwie pieczenie na jednym ogniu – tak oto na ruszt wskoczyłyby dwie problematyczne studentki. Wilkołak by przeżył, a człowieczek pozostałby niezjedzony – wszak wszyscy mieliby pojedynki, a my miałybyśmy szansę udowodnienia – poprzez czyny, czego tak pan profesor oczekiwał – że nie jesteśmy w pełni niekompetentne... – Ostatnie słowo posiadało jakby drugie dno, możliwe do odkrycia przez wybranych, znających tajemnicę pułapki. – Jak mniemam, nikt nie miałby nic przeciwko... – dobremu show – ...kulturalnemu rozwiązaniu naszej różnicy zdań poprzez jednoczesne oddanie się działalności klubowej, czyż nie? – Lu wszystko to wypowiedziała radośnie, bez krzty agresji czy gniewu. Mogło się tam znaleźć jedynie miejsce dla złośliwości – skrzętnie ukrytej i dostrzegalnej tylko w samym wydźwięku sytuacyjnym, nie zaś neutralnej postawie ciała czy pogodnym tonie propozycji.
No to co? Let's cause a little trouble.

Lucy Happymeal

avatar

avatar
Cytat : Just because you're trash doesn't mean you can't do great things. It's called garbage can, not garbage cannot.

Gif :

Ranga : Food

Punkty doświadczenia : 152

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 20 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Coro Purdy on Wto Mar 28, 2017 11:05 pm

Z jednej strony odetchnął z ulgą, że jak na razie jego pomysł z zamianą par nie wzbudził niczyjego sprzeciwu. Owszem spodziewał się, że może to być tylko cisza przed burzą lecz tym razem nie zamierzał dać się sprowokować. Spojrzał na Ichabolda i pokiwał głową z aprobatą. Tak, ten chłopak nie tylko miał klasę ale też potrafił się zachować, co Purdy bardzo sobie cenił. Poza tym chyba jako jeden z niewielu członków Klubu miał sprecyzowane plany na przyszłość.
- Dziękuję panu, panie Cavendish za zgodę na zmianę pana pary. Owszem wiem, że może to być lekko deprymujące jednak mam nadzieję, że kolejny raz gdy zostanie pan wywołany na pole do pojedynków pokaże pan wszystko co pan potrafi jeśli chodzi o pojedynki na czary. – powiedział i przebiegł wzrokiem po zebranych w sali. Jego spojrzenie padło na Colette, a po chwili zatrzymało się na pannie Rossreeve. Czekał aż ta dwójka zajmie miejsca naprzeciwko siebie i czekał co ma do pokazania osoba, która jak sama twierdziła już drugi rok zaszczyciła swoją obecnością spotkanie Klubu. Owszem nie znał możliwości żadnego ze studentów jednak możliwość ich poznania była dla niego równie ważna jak postępowanie zgodnie ze swoim sumieniem i doświadczeniem jakie zdobył najpierw na studiach, a potem na praktykach zawodowych w jednej ze szkół magii. Oczywiście Coro miał dość spory bagaż stoczonych pojedynków i wiedział co mniej więcej może spotkać absolwentów uniwersytetu w dorosłym już samodzielnym życiu. Teraz od wyniku tego pojedynku zależała reputacja panny Rossreeve w jego oczach. Jak na razie widział, że jest wygadana i ma swoje zdanie jednak brązowooki profesor również posiadał silny i czasem trudny charakter przez co mógł być nierozumiany przez studentów, którzy mieli okazję go poznać. Teraz czekał co wyszczekana dziewczyna pokaże na polu do pojedynków. Owszem liczył na to, że poniesie porażkę i nie ukrywał, że cieszyłby się z takiego obrotu sprawy lecz każdy wynik tej potyczki Purdy zamierzał przyjąć z kamienną twarzą nie zdradzając żadnych emocji i oczekiwań jakie wiązał z tą walką. Dopiero słowa Cat sprawiły, że mężczyzna odwrócił wzrok od wyrysowanych kredą linii na podłodze. Momentalnie oderwał swój wzrok od pola i uśmiechnął się do pierwszorocznej studentki.
- Nie widziałem, gdzie poleciała twoja różdżka ale pomogę ci ją odzyskać. – powiedział i po raz kolejny wyciągnął swoją różdżkę z pokrowca. Spojrzał na swój magiczny patyczek i wycelował nią w bliżej nieokreślonym kierunku. - Accio różdżka Catriony. – powiedział i czekał na efekt rzuconego zaklęcia.*

EDIT

Na szczęście zaklęcie podziałało i magiczny patyczek Mori przywołany zaklęciem wylądował w dłoni Coro.
- Proszę oto twoja różdżka. Nie ukrywam dobrze sobie poradziłaś w momencie jej utraty. Twoje działanie było niekonwencjonalne i dlatego przyniosło zamierzony efekt gdyż twój przeciwnik się tego nie spodziewał. Takie działanie bardzo mi się podobało i dlatego nie przerwałem twojego pojedynku w momencie gdy twój przeciwnik ciebie rozbroił. I chociaż w ostatecznym rozrachunku przegrałaś walkę to mam nadzieję, że nauczyłaś się jednej, ważnej rzeczy. Jest nią myślenie niekonwencjonalne, które czasem przynosi bardzo dobry efekt. Jednym słowem tak trzymaj, a daleko zajdziesz. A co do naszej przygody pod wierzbą to czuję się nieźle. Owszem dopiero gdy doszedłem do domu opuściły mnie mdłości i zawroty głowy, ale teraz czuję się dobrze. Także dziękuję za troskę. A jak tobie poszło ze Starym? – zapytał i odwrócił ponownie wzrok na pole pojedynków i wówczas znów usłyszał głos Lucy. No cóż dlaczego ta dziewczyna nie potrafiła zamknąć usta i przestać mleć ozorem. Jednak Coro postawił sobie za punkt honoru nie dać się ponownie sprowokować.
- Nie przypominam sobie bym na początku powiedział, że pary w jakich was ustawiłem będą ostateczne. Zdecydowałem się je zmienić patrząc na to jak was różdżki świerzbią do pokazania tego, co potraficie. Jednak nie zestawię was ze sobą gdyż widząc po tym co pokazałyście na samym początku wywnioskowałem, że jesteście w dobrej komitywie i możecie się już skądś znać. Poza tym jak to pani wspomniała, panno Happymeal uczestniczyła pani w zeszłym roku w spotkaniach Klubu Pojedynków więc domyślam się, że może pani znać zarówno sposób w jaki panna Rossreeve walczy oraz z jakich zaklęć korzysta. Także jeśli dalej chce pani pokazać swoje umiejętności na tym spotkaniu proszę o niekwestionowanie więcej moich decyzji oraz mam nadzieję, że wszystkie inne kwestie, dotyczące prowadzenia przeze mnie Klubu Pojedynków zostaną wyjaśnione na konsultacjach. Jednak jeśli dalej będzie miała pani jakieś obiekcje do tego jakie decyzję podejmuję, będę zmuszony wyprosić panią z sali. Mam nadzieję, że tym razem wyraziłem się wystarczająco przejrzyście? – powiedział kończąc swój dość długi monolog pytaniem, na które nie oczekiwał odpowiedzi. Miał nadzieję, że po tej wypowiedzi wreszcie będzie mógł przeprowadzić do końca spotkanie, gdyż on sam miał jeszcze parę spraw, które musiał załatwić, a jego doba nie była z gumy i jak każdy potrzebował odpoczynku.

*rzuciłem kością na zaklęcie Accio i zedytowałem treść post.


Ostatnio zmieniony przez Coro Purdy dnia Sro Mar 29, 2017 1:14 am, w całości zmieniany 4 razy

Coro Purdy

avatar

avatar
Cytat : Breath it's only bad day, not a bad life

Gif :

Ranga : Personel

Punkty doświadczenia : 77

Punkty Życia : 90

Wiek : 32

Krew : półkrwi

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 80

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Mistrz Gry on Wto Mar 28, 2017 11:05 pm

The member 'Coro Purdy' has done the following action : Rzut kostką


'k100' : 99

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Tallulah Rossreeve on Sro Mar 29, 2017 6:33 am

Pytanie - czy faktycznie była to wina Tall i Lucy, że profesor Purdy postanowił pokazać, że potrafi być wredny i despotyczny? Może po prostu trafiły w nutę, która ukazała jego prawdziwe oblicze, kryjące się za postawą "równego gościa"? Można być przecież surowym i stanowczym, ale jednocześnie dobrym dla uczniów. Dla niej idealnym tego przykładem była dyrektorka Hogwartu. Najwyraźniej nie każdy potrafi osiągnąć coś takiego. Ale, z drugiej strony, gdyby nie było złych nauczycieli, to nie wiadomo byłoby którzy są dobrzy w tym, co robią. No i nie było też tak, że dziewczyny postanowiły tak o rzucić monetą i zrobić burdę u jakiegoś profesora. Sytuacja była nieco inna, przynajmniej dla Ślizgonki. Coro w jakimś sensie wchodził na ich teren - Klub Pojedynków był przecież zgromadzeniem studenckim. Byli dorosłymi ludźmi i w zeszłym roku mieli prawo wpływać na to, jak klub wygląda. Prowadzący liczył się z ich zdaniem. A tu ktoś przychodzi ot tak i rozstawia ich wszystkich po kątach, mimo że nie są to zajęcia obowiązkowe, dodatkowo myśląc, że jest stwórcą i traktując studenta jako coś, co nie ma prawa się odezwać i zaprotestować, bo inaczej podważa autorytet. Problem w tym, że na autorytet i szacunek najpierw trzeba sobie zapracować, inaczej to nie ma sensu.
Tallulah nie miała zamiaru dalej poruszać kwestii zasad, jakie panowały w klubie. Co prawda wciąż wątpiła, mimo iż Coro twierdził inaczej, że rozmowa na konsultacjach nie będzie się wiele różniła od tej tutaj. Ona była uparta, Lucy była uparta - chociaż ona pewnie w ogóle nie pójdzie - i profesor Purdy też był uparty. Jego męska duma zbytnio by ucierpiała, gdyby miał przyznać rację, i to nie tyle kobiecie, co studentce! Komuś mniej wykwalifikowanemu niż on, z mniejszym doświadczeniem. Ale może z bardziej wizjonerskim podejściem, które celowało w nowoczesność zamiast sztywno trzymać się tego, co było kiedyś? Nie chciała sobie tym zawracać dłużej głowy. Ktoś mógłby to uznać za posłuszeństwo względem profesora, ale Tall myślała po prostu o sobie i o tym, że nie chce się tym teraz dłużej przejmować. Zamiast tego zajęła się sprawami bardziej przyjemnymi, to jest szeptem do Lucy, zwłaszcza że miała już zarysowany plan działania. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, co potem powiedział profesor. Tall zastygła w bezruchu tylko na chwilę, bo tyle potrzebowała, by przyswoić i przeanalizować jego słowa. Aha.
Jej usta mimowolnie ułożyły się w uśmiech. Więc to tak? To właściwie jej nawet pasowało. Jeśli Coro myślał, że ją tym zdenerwuje, to grubo się mylił. Dla niej nawet lepiej, bo nie będzie musiała tyle czekać. Idealnie. Im mniej czasu w ten sposób straci, tym lepiej. Wyświadczył jej naprawdę ogromną przysługę. Chociaż była pewna, że Maude nie będzie zadowolona, bo będzie musiała czekać dłużej na swoją kolej, a jeszcze ma jakieś zajęcia. Oh well - trudno. To nie był jej pomysł.
Już miała się odwrócić, ale odezwała się Lucy. Pomysł przyjaciółki jej przypasował, bo wtedy obie mogłyby potem wyjść. Plus, zwycięstwo czy nie - Coro i tak musiałby przełknąć gorycz porażki, bo któraś z nich by wygrała. Tall lubiła pojedynkować się z Lu, bo - choć znała jej możliwości i zagrania - Gryfonka potrafiła ją zaskoczyć. Może właśnie dlatego było to dużo ciekawsze, bo musiały bardziej się starać, by zdobyć przewagę. Profesor tego nie doceniał, Tall nie miała zamiaru się z tym kłócić. I cóż, trudno, by się nie znały, skoro uczyły się w jednej szkole i studiowały razem na tym samym uniwersytecie. Widywali się na korytarzach, na imprezach. Zresztą, mniejsza z tym. Korciło ją, by powiedzieć, że nie ma nic złego w znajomości swojego przeciwnika, wręcz przeciwnie, ale odpuściła. Spojrzała na Lucy.
- Nie warto - mruknęła tylko do niej, machnąwszy przy tym ręką. Dopiero po tym odwróciła się do profesora. Ściągnęła z ramienia torebkę i podała ją Lucy, a następnie zsunęła z nadgarstka gumkę do włosów, by związać je wysoko w pokaźny koński ogon. W jej oczach pojawił się zadziorny błysk. Dobrze, że nic nie powiedział o tym, że jego doba nie jest jak z gumy, bo co dopiero ona miała powiedzieć? "Stupid cunt", przemknęło jej przez myśl. Dobrze, że tylko tam, bo raczej nie zostałoby to miło przyjęte. Ale w głowie mogła sobie bluźnić do woli. Uśmiechnęła się uprzejmie, pochyliła się nieco i z kabury na udzie ukrytej pod sukienką wyciągnęła swoją różdżkę. Perełki ozdabiające wiązową różdżkę zamigotały łagodnie, a salę wypełnił stukot obcasów, gdy Tall ruszyła w stronę wyrysowanego podestu. Udało jej się uchwycić kontakt wzrokowy z Colette, co zaowocowało zdecydowanie milszym i cieplejszym uśmiechem. Ślizgonka zatrzymała się na miejscu i też ukłoniła mi się tak, jak nakazywała tego magiczna etykieta pojedynków.
- Jest mi bardzo miło świętować twój powrót do klubu, Tomiczny - rzuciła swobodnie, zupełnie tak, jakby wcześniejsze wydarzenia klubowe zupełnie nie miały miejsca. Odcięła się od Coro i jego rzekomego autorytetu, a także - w jakimś stopniu - od reszty osób na sali. Nie byli teraz ważni. Potrzebowała się skupić na pojedynku.

Tallulah Rossreeve

avatar

avatar
Cytat : Let it go!

Gif :

Ranga : Magiarcheolog

Punkty doświadczenia : 159

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Angielka

Pieniądze : 70 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Colette Tomiczny on Pią Mar 31, 2017 12:56 pm

W pewnym momencie zrobiło się bardziej niż dziwacznie, Colette nie wiedział już ostatecznie czy walczy i z kim – zaraz się okaże, że będzie się tłukł na zewnątrz z samym prowadzącym. Ogólnie sytuacja nabrała takiego rozpędu, że szlag jasny trafił normalny bieg zajęć. Mimo to... To był MUMiCz, działy się tu gorsze i dużo bardziej niebezpieczne rzeczy i jakby nie patrzeć studenci byli przygotowani na wszystko. Nawet na to, że wściekły belfer zmieni się w Godzillę i oderwie im głowy. Nawet jeśli Profesor Purdy wyglądał już na spokojniejszego. No i Lucy powoli upuszczała parę, a Tallulah zdecydowała się – jego fantastyczna, pełna gracji partnerka, która przemierzyła dystans dzielący ją od quasi-podestu z gracją stukającej pazurami pumy – olać wszystkich. I po prostu przejść do zadania. Co najbardziej przyjemne, kiedy zerknęła na Tomicznego nie wyglądała jak męczennica wypełniająca koszmarny obowiązek – wręcz przeciwnie – nawet z dystansu drugiego końca ich prywatnej świątyni dało się dojrzeć ten bojowy błysk utopiony w ciemnych oczach, okolonych niemożliwie długimi, czarnymi jak smoła rzęsami. Zapowiadała się jatka, wystawiająca czujność Głównej Magomedyk na próbę. Innymi słowy: nie było się absolutnie czym martwić, nawet jeśli Colette byłby zmuszony gonić po podeście własną głowę.
Polak uśmiechnął się szelmowsko do czarnowłosej.
- W starciu Tobą nie był bym nawet zły za powtórkę z tamtej historii, My Lady – ujął zgrabnie, prostując się. - Odwiedź mnie tylko czasem w szpitalu. Lapidacta!
Niby powinien dać kobiecie zacząć, jako dżentelmen, ale na podeście byli sobie równi. Zwłaszcza, że pewien był, iż taka kobieta jak Tallulah nie potrzebowała takiego dopieszczania i z pewnością czuła się pewniej traktowana jak przeciwnik, a nie księżniczka.
Mimo takiego startu różdżka tylko fuknęła i Col zerknął na nią z wydukanym pod nosem: "Oh shit..."



Lapidacta - średnio zaawansowane (51)
Z kości: 48 + 1% + 1 do zaklęć ofensywnych (różdżka) = 50
Nie wyszło.


Ostatnio zmieniony przez Colette Tomiczny dnia Pią Mar 31, 2017 1:00 pm, w całości zmieniany 2 razy

_________________
Come closer.

Colette Tomiczny

avatar

avatar
Cytat : I am a GREAT MAN and one day If you are very lucky I might even be a GOOD ONE.

Gif :

Ranga : Smok Katedralny

Punkty doświadczenia : 34

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Polak

Pieniądze : 78 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Mistrz Gry on Pią Mar 31, 2017 12:56 pm

The member 'Colette Tomiczny' has done the following action : Rzut kostką


'k100' : 48

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Tallulah Rossreeve on Pią Mar 31, 2017 11:06 pm

- Protego!
Zadziałała odruchowo, kiedy tylko zorientowała się, że Tomiczny rzuca zaklęcie. Nie było czasu i sensu zastanawiać się, czy mu się to uda, czy nie - jak to się mówi, przezorny zawsze ubezpieczony. Tall wolała bronić się na zapas, nawet jeśli Zaklęcie Tarczy miało okazać się, jak w tym przypadku, zupełnie niepotrzebne. Jej brwi drgnęły lekko w reakcji na zachowanie różdżki Polaka. Cóż, najwyraźniej to nie był jego dzień. Albo może miał kiepski start, ale potem nadrobi finishem? O, na to nie mogła pozwolić!
Nie miała czasu na to, żeby odpowiadać na uprzejmości Colette, bo jej go na nie nie zostawił, atakując praktycznie z miejsca, bo wymianie uprzejmości. Nawet nie miała mu tego za złe, to było zdecydowanie na miejscu i bardzo pomagało od razu wbić się w poziom pojedynku. A to oznaczało tylko tyle, że musiała działać szybko i sprawnie. Akcja - reakcja, akcja - reakcja. Proste i tak naturalne. Była jeszcze jedna rzecz, którą Tallulah chciała osiągnąć. Nie chciała zbyt szybko kończyć pojedynku. Wycelowała różdżką w stronę swojego przeciwnika. Brwi miała lekko ścięte, przez co jej twarz sprawiała wrażenie nieco gniewnej.
- Fumos! - rzuciła pewnie, a z końca jej różdżki - niczym powietrze z wypuszczonego balonika - wydobył się gęsty, czarny dym. Idealnie wpasowywał się w tallciową koncepcję zasłony dymnej. Nawet przerzedzony mógł jej pomóc, mimo że także jej zmniejszał widoczność. Ale te kilka dodatkowych sekund dawało jej ten niezbędny czas na obmyślenie jakiejś taktyki.
Ach, jak bardzo irytujące było to, że musiała marnować czas na zastanawianie się, które zaklęcie jest użytkowe, a które nie. Co prawda mogła to robić, jednocześnie przemieszczając się na tyle, by Colette nie mógł ot tak rzucać zaklęć na oślep. W jej głowie klarowała się pewna wizja tego, co chciała osiągnąć w kolejnych chwilach, ale jednak...



Pierwsze na obronę.
Drugie - Fumos - łatwe (31 pkt.).


Ostatnio zmieniony przez Tallulah Rossreeve dnia Pią Mar 31, 2017 11:48 pm, w całości zmieniany 1 raz

Tallulah Rossreeve

avatar

avatar
Cytat : Let it go!

Gif :

Ranga : Magiarcheolog

Punkty doświadczenia : 159

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Angielka

Pieniądze : 70 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Mistrz Gry on Pią Mar 31, 2017 11:06 pm

The member 'Tallulah Rossreeve' has done the following action : Rzut kostką


#1 'k100' : 92

--------------------------------

#2 'k100' : 100

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Colette Tomiczny on Sob Kwi 01, 2017 10:01 pm

Swojego startu nie uznałby za udanego – wręcz przeciwnie, spierdolił po całej linii, ale zawsze mógł zrzucić winę na to, że jest najlepszym magnesem na przypałowe sytuacje i jako jeden z nielicznych nie szczególnie się nimi przejmuje. I nawet jeśli nie poszło tak źle, że powinien zacząć się zastanawiać jakie kwiaty Tallulah przyniesie mu do szpitala i które wsunie do ślicznego wazonika na białej szafce obok łóżka, to nastawiał się mocniej na to, że przyjdzie mu się gimnastykować mocniej niż pierwotnie zamierzał. I obrywać również mocniej.
Zwłaszcza, kiedy zobaczył najpierw jak na kilka sekund pomiędzy nim, a jego przeciwniczką wykwitła bariera przypominająca fragment mydlanej bańki – ślicznie, idealnie postawiona tarcza antymagiczna, która jedyne, co miała za zadanie zatrzymać, to jego mało brutalne przekleństwo. Zaczynało się całkiem ciekawie: jak pojedynek Dawida z Goliatem (gdzie on podział swoją procę?!). Albo kotleta z patelnią. Taką dobrą, żeliwną patelnią. Idealną na elfy – Pratchett fans will understand.
Bariera jednak sama w sobie nie była konkretną odpowiedzią na jego szybki prawie-atak, była ledwie baśniową, przejrzystą przystawką. Danie główne było dużo bardziej... Spalone. Czarne jak wyngiel, lekkie jak puszek i tak gęste, że gdyby zebrać do miski, to można by uzupełnić niedobory posiłku po uszczkniętym w pośpiechu obiedzie. Sprawiło, że kurtyna się podniosła i albo można było posiłkować się rozpętaniem huraganu wewnątrz sali i rozwianiem taąłtajstwa albo... Spróbować problem jakoś przeskoczyć.
Hehe.
Colette spojrzał pod nogi i spróbował rzucić na podłogę zaklęcie transmutacyjne, celując w drewniane deski zalegające tuż pod centrum zasłony dymnej.
- Transformatus Unum!
Na jego oczach – i oczach reszty sali – deski zmieniły się w jedną całość, miękką i sprężystą, niczym podłoże dmuchanego zamku. Buty obserwatorów, w tym i obcasy Tall lekko zapadły się w giętkim tworzywie, ale nie przyklejały się doń jak do błota. Colette nie czekając dalej podskoczył mocno raz i drugim wprawiając podłogę w całej sali w ruch.


Transformatus Unum - Łatwe (31)
Z kości: 33 +1% +2 do zaklęć transmutacyjnych (różdżka) = 36
Wyszło.


Ostatnio zmieniony przez Colette Tomiczny dnia Sob Kwi 01, 2017 11:09 pm, w całości zmieniany 2 razy

_________________
Come closer.

Colette Tomiczny

avatar

avatar
Cytat : I am a GREAT MAN and one day If you are very lucky I might even be a GOOD ONE.

Gif :

Ranga : Smok Katedralny

Punkty doświadczenia : 34

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Polak

Pieniądze : 78 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Mistrz Gry on Sob Kwi 01, 2017 10:01 pm

The member 'Colette Tomiczny' has done the following action : Rzut kostką


'k100' : 33

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Strona 5 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach