Duża Sala Treningowa

Strona 3 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Duża Sala Treningowa

Pisanie by Veneficium on Sob Paź 15, 2016 4:33 pm

First topic message reminder :

Największa sala w całym budynku. Prowadzą do niej dwuskrzydłowe wrota, znajdujące się idealnie naprzeciwko drzwi wejściowych do samego budynku. Sala również jest rozmieszczona na planie pentagramu, ale odwróconego względem kształtu samego budynku. Sufit znajduje się na wysokości czterech metrów, a dwie ściany z pięciu są zasobne w wysokie strzeliste okna z ozdobnymi framugami. Podłoga jest w pełni drewniana, a ściany wzmocnione zaklęciami, by przeprowadzane tutaj treningi nie naruszały zbytnio spokoju reszty budynku.
Ponadto na sali znajdują się też drzwi prowadzące do składziku, w którym to trzymane są:



  • bibeloty różnej maści, mające służyć za przedmioty ćwiczeń podczas zajęć z transmutacji. Głównie: meble, zastawa stołowa, puste klatki dla zwierząt, puste akwaria, pluszowe zabawki, itp.
  • zaczarowane manekiny do ćwiczeń
  • góra poduszek
  • cztery duże lustra na kółkach
  • kufer z Boginem
  • piłki plażowe i piłki lekarskie


Czasem na terenie sali organizowane są spotkania Klubu Pojedynków.

Klub pojedynków - Zasady:
1. Klub Pojedynków powstał dla studentów MUMiCz, by mogli oni pod nadzorem profesora, zwanego później opiekunem, sprawdzić swoje umiejętności walki, myślenia abstrakcyjnego, oraz użycia zaklęć ofensywnych jak i defensywnych.
2. Wszyscy członkowie Klubu Pojedynków zobowiązani są do okazywania wzajemnego szacunku wobec siebie jak i opiekuna nadzorującego pojedynki, oraz zobowiązują się do wypełniania jego poleceń.
3. Opiekun Klubu ustala terminy spotkań jak i zasady, jakie będą panowały podczas Pojedynków. Każdy, kto zdecyduje się wejść na Podest Pojedynkowy zobowiązuje się przestrzegać ustalonych wcześniej przez Opiekuna reguł pojedynkowania się. W przypadku, gdy ktoś złamie ustalenia, Opiekun ma obowiązek przerwać pojedynek i wyciągnąć odpowiednie konsekwencje wobec niesubordynowanego członka Klubu.
4. Trzy kary czy też trzy ostrzeżenia udzielone przez Opiekuna Klubu skutkują miesięcznym szlabanem na pojawianie się na spotkaniach Klubu. Jeśli ukarany członek Klubu po miesiącu dalej będzie sprawiał kłopoty zostanie usunięty z listy członków Klubu, a gdy będzie chciał wrócić, będzie musiał stoczyć Pojedynek z Opiekunem i go wygrać. Opiekuna uznaje się za pokonanego wówczas, gdy po wymianie pięciu zaklęć przeciwnik dalej stoi na nogach. Zasadę tę stosuje się tylko wówczas gdy wyrzucony członek Klubu chce do niego wrócić.
5. Członkowie Klubu Pojedynków obowiązani są do zwracania uwagi na stopień zaawansowania swojego oponenta jak i na rocznik, który reprezentuje jego przeciwnik.
6. Członkowie Klubu Pojedynków mają obowiązek powiadomienia Opiekuna Klubu o swojej nieobecności lub też niemożności stawienia się na spotkaniu Klubu. Członkowie Klubu nie muszą podawać przyczyny swojej absencji.
7. W czasie spotkań Klubu wszyscy jego Członkowie jak i Opiekun są sobie równi. Uprasza się o nieużywanie form grzecznościowych, gdyż one tworzą niepotrzebną barierę pomiędzy Członkami Klubu, a ich Opiekunem. Zasada ta traci moc w chwili zakończenia spotkania Klubu Pojedynków.
8. Podczas spotkań z użyciem skrzyni z Boginem, wyjść terenowych lub też wizyt w pokoju z Magiczną Menażerią, Członkowie Klubu Pojedynków zobowiązani są do bezwzględnego przestrzegania zaleceń jakie ustalił Opiekun Klubu przed przystąpieniem do wykonywania określonego zadania.
9. Spotkania Klubu Pojedynków nie służą do załatwiania zatargów pomiędzy Członkami Klubu. Jeśli Opiekun zauważy, że Studenci lekceważą tą zasadę momentalnie przerywa Pojedynek, ogłasza remis, a sam staje do Pojedynku najpierw z jednym, a potem drugim uczestnikiem walki na zaklęcia. W takim przypadku nie obowiązują reguły, jakie zostały ustalone z uczestnikami Spotkania podczas jego rozpoczęcia.
10. Każdy Członek Klubu Pojedynków po wejściu na Podest Pojedynkowy musi się ukłonić przed swoim przeciwnikiem. Ta zasada obowiązuje obie Pojedynkujące się osoby. Brak ukłonu skutkuje brakiem zgody na rozpoczęcie Pojedynku.
11. Za koniec Pojedynku uznaje się rzucenie przez jednego z Pojedynkujących się zaklęcia Pericullum. Pojedynek może zostać przerwany również przez Opiekuna Klubu, bez podania przez niego przyczyny przez którą postanowił rozdzielić dwóch walczących, lub też jeden z czarodziei Pojedynkujących się będzie zbyt zmęczony, by rzucać zaklęcia.
12. Klub Pojedynków jest miejscem, w którym studenci mogą w kontrolowanych warunkach poczuć się jak Aurorzy lub też Członkowie Brygady Uderzeniowej, jednak nie mogą podczas Pojedynków używać zaklęć Czarnomagicznych oraz Zaklęć Niewybaczalnych. Jeśli któryś Członek Klubu użyje zakazanej grupy Zaklęć zostaje wykluczony z Klubu, bez możliwości powrotu do niego.

Autor: Coro Purdy

_________________

Veneficium

avatar

avatar
Cytat : Jak wszędzie będziesz miał na skróty, to w końcu w ogóle przestaniesz chodzić.

Gif :

Ranga : Pan i Władca

Punkty doświadczenia :

Punkty Życia :

Wiek :

Krew : Najczystsza

Narodowość : Światowa

Pieniądze :

Admin

Powrót do góry Go down


Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Finta Mészáros on Sro Mar 15, 2017 12:23 am

Rozbrojenie przeciwniczki poszło mu idealnie. Widać coś tam pamiętał z zajęć OPCM, a że zawsze był dobry w czarowaniu, a warunki nie były typowo pojedynkowe... To było trochę jak rzucenie zaklęcia w na lekcji. Wiadomo - to zupełnie inaczej, niż w regularnej walce czy w środku wymiany uroków. Expeliarmus wyszedł tak dobrze, że może nawet udałoby mu się złapać wytrąconą Catrionie różdżkę, ale skupił się na czymś innym: dziewczyna najwyraźniej chciała kontynuować walkę mimo tego, że została pozbawiona broni.
W pierwszej chwili myślał, że po prostu chce uniknąć jego czarów (nie wiedział tylko po co, bo przecież nie miał zamiaru atakować rozbrojonego przeciwnika), zaraz jednak zorientował się, że jest niebezpiecznie blisko. Ale co miał robić? Trochę nie rozumiał, co miała na celu, bo chyba nie o to chodziło, żeby dać radę bez względu na to, czy ma się różdżkę czy nie... Prawda? PRAWDA? Ale nie wyglądało na to, żeby Coro protestował, więc zdezorientowany Finta spróbował odskoczyć. Nie udało mu się.
Wywróciła go tak łatwo, że gdyby był kimś innym, pewnie zrobiłoby mu się wstyd. Walnął o podłogę i poczuł, jak impet wyciska mu powietrze z płuc. Mimo to, w desperackiej próbie zakończenia tego zdecydowanie zbyt bezpośredniego starcia, wycelował wciąż trzymaną różdżką w dziewczynę.
- Drętwota! - Wykrztusił słowa pomiędzy łapaniem partii powietrza.


Ostatnio zmieniony przez Finta Mészáros dnia Sro Mar 15, 2017 12:51 am, w całości zmieniany 2 razy

_________________

Finta Mészáros

avatar

avatar
Cytat : Jeśli przestrzegasz wszystkich zasad, omija cię cała zabawa.

Gif : .

Ranga : Człowiek z ulotki

Punkty doświadczenia : 160

Punkty Życia : 98%

Wiek : 21

Krew : Półkrwi

Narodowość : Węgier

Pieniądze : 43G i coś

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Mistrz Gry on Sro Mar 15, 2017 12:23 am

The member 'Finta Mészáros' has done the following action : Rzut kostką


'k100' : 6

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Mistrz Gry on Sro Mar 15, 2017 12:43 am

The member 'Finta Mészáros' has done the following action : Rzut kostką


'k100' : 82

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Catriona MacCance on Sro Mar 15, 2017 12:58 am

Tak, dla Cat to była sprawa dania sobie rady. Wszystko jedno na okoliczności. Szczerze mówiąc spodziewała się ataku na jej nieuzbrojoną osóbkę. I w walce na pięści udałoby się jej tego chudziaczka, bo nie oszukujmy się – przy jego wzroście był chuderlawy – pokonać równie bezproblemowo, jak bezproblemowo go powaliła, tego była pewna niemal stuprocentowo. Był tylko jeden mały problem – to nie była walka na pięści, tylko pojedynek uzbrojonego czarodzieja z rozbrojoną wiedźmą mającą niespełna sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu. Z logicznego punktu widzenia, nawet jeśli jej przeciwnik leżał rozłożony na łopatki, wciąż była względem niego bezbronna.
Ale przynajmniej leżał rozłożony na łopatki. I ledwo dychał, kiedy rzucał na nią zaklęcie. Spróbowała uskoczyć, jednak dostała. Poczuła jak rozchodzi się po ciele dreszcz za którym podążało otępienie. Zesztywniała padła na plecy.
I mogłaby, gdyby nie była pod wpływem drętwoty, zaśmiać się ostatnia, bo upadła częściowo na oponenta swoimi pełnymi pięćdziesięcioma siedmioma kilogramami. Nie mogła nawet spróbować złagodzić sposobu w jaki upadła na biedaczka-chudziaczka, bo... Była zesztywniała. Jak kłoda.
Można było chyba uznać, że pojedynek zakończony.
Było wesoło, chociaż... Trochę mało było aktualnego pojedynkowania się.

JESUS COCK SUCKING CHRIST


Ostatnio zmieniony przez Catriona MacCance dnia Sro Mar 15, 2017 1:16 am, w całości zmieniany 2 razy

Catriona MacCance

avatar

avatar
Cytat : Love me like my demon does.

Gif :

Ranga : Jadam sernik z demonami.

Punkty doświadczenia : 26

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : czysta

Narodowość : Szkocka

Pieniądze : 70g

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Mistrz Gry on Sro Mar 15, 2017 12:58 am

The member 'Catriona MacCance' has done the following action : Rzut kostką


'k100' : 70

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Lucy Happymeal on Sro Mar 15, 2017 2:37 pm

A tak dobrze się zapowiadało. Prowadzącego nie było, Heike za to – jak najbardziej – olśniewała zebranych swą obecnością. Tylko że jedna z rzeczy się nie zgadzała, a opiekun klubu ostatecznie okazał się być osobą, którą Lu najmniej o to podejrzewała. Na dodatek... Czy on siedział? Serio – całe przemówienie skierowane do studentów odbył na siedząco, mając za nic zasady dobrego wychowania, o których sam wspominał? Cudownie. Lucy nie potrafiła wyjść ze zdziwienia i by dla odmiany nie robić zbyt wielkiego zamieszania, nie przerywała. Czekała aż uda jej się wtrącić, czekała... I Doczekała się dopiero, gdy pojedynek się zaczął. Ups – powodzenia Finta, te sprawy. Nie mając jak dopingować, skierowała swe kroki w stronę Coro, przed którym stanęła, by wyrazić wszelkie swe obiekcje. W ręce trzymała naturalnie różdżkę, gotowa w razie potrzeby chociażby dźgnąć profesora z zaskoczenia, gdyby ten próbował – bardzo mało inteligentnie – wywalić ją z sali siłą.
- Jak widzę, zna pan moje imię – choć nie wiem czy to od innych prowadzących, czy od kogoś z obecnych na sali... – czy też z bycia medium – ...to nie muszę się przedstawiać. Zauważyłam, że tak bardzo skupił się pan na przemawianiu, iż nie pomyślał nawet o tym, że faktycznie chcielibyśmy się wtrącić i potrzeba na to – a to zdziwienie – odrobiny czasu. Lecz rozumiem, prowadzi pan po raz pierwszy zajęcia, dlatego też chciałam kulturalnie rozpocząć konieczną – według mnie – dyskusję - powiedziała spokojnie, układając sobie w głowie, wszelkie tematy niezbędne do poruszenia. - Po pierwsze – na początku mówił pan, iż należałoby ustalić jakieś zasady, by następnie stwierdzić, iż nie warto ich wszystkich przytaczać. Czyli, jak rozumiem, na dzisiejszych zajęciach one nie obowiązują? Czy też nieznajomość prawa (tak jak i w życiu codziennym) nie usprawiedliwia jego łamania? Chyba że wybiera pan trzecie wyjście, dochodząc do wniosku, że zasady te są na tyle nieistotne, by móc je pominąć – a skoro tak – to po co w ogóle je ustalać? Może się pan zastanowić nad odpowiedzią, ja tymczasem będę kontynuowała własny monolog, tak jak wcześniej zrobił to pan. - Uśmiechnęła się w końcu, lecz uśmiech ten nie sięgał oczu. Była zirytowana i łatwo było się tego domyślić, chociażby po tym, że przestała błaznować. - To idziemy dalej, by ten pociąg pełen wrażeń i dobrej zabawy, nigdzie nam nie odjechał. Stąd – pytanie. Co miał pan na myśli, mówiąc byśmy zwracali uwagę na to, kto jest z jakiego rocznika? I skąd mamy niby wiedzieć, ile kto ma lat... chyba że chodzi panu o rok studiów, na który uczęszczamy, niemniej nadal nie rozumiem, do czego pan pije w tym wypadku. Czyżby narzucał nam pan pewne kulturowe zachowania, których tutaj nie znamy, jednocześnie starając się pozornie burzyć mur między sobą a studentami? Zresztą do tego zaraz wrócę, proszę się nie martwić, acz są rzeczy ważne i ważniejsze. Och, no i proszę by każdy podał mi swój wiek, jeżeli naprawdę mam się do tego odnosić – choć nadal nie jestem pewna w jaki sposób. - Po co komu oddychanie? Właśnie się dowiedziała, bo próbowała zbyt wiele słów zmieścić na jednym wydechu – jakby bojąc się, że zaraz zapomni, co jeszcze chciała powiedzieć. - To nie koniec, a dopiero początek. - Wyciągnęła dłoń z różdżką, stukając nią delikatnie o swoje ramię. - Rzecz najbardziej mnie interesująca – wykluczanie zaklęć. Swoją drogą czekam na wykluczenie defensywnych – naprawdę czekam! - odezwała się z sarkazmem, nie potrafiąc się powstrzymać. - To doprawdy interesujące ćwiczenie, jednak zdaje mi się, że stawia pan ma nieodpowiednie priorytety. Na pojedynkach nie ma czasu zastanawiać się nad tym do jakiej grupy należą zaklęcia – często ułamek sekundy dzieli nas od ogromnego zagrożenia – powinniśmy wyrobić sobie właściwie szybkie reakcje i instynktowne działanie. Refleks. Reakcje zwykle są spontaniczne, nie ma czasu na przemyślenie życia, uporządkowanie zaklęć alfabetycznie i zaprzenie herbatki przy okazji. Przykro mi, że tak obrazowo, ale sądzę, że tak najlepiej się tłumaczy. Och, no i miałabym prośbę – jako że nie wiedziałam, iż mam się tak przygotować – mógłby pan wymienić mi wszelkie zaklęcia użytkowe? Muszę wiedzieć, czego nie powinnam używać, a jakoś nie uczyłam się przyporządkowania zaklęć, a ich używania. Szok. Ponadto segregowanie ich według zastosowania bywa czasami ciężkie, gdyż zastosowań może być tak wiele, na ile pozwoli nam nasza wyobraźnia. Czyż nie tak działa magia? – W dalszym ciągu bawiąc się różdżką – niczym najlepszą zabawką na świecie – zaczęła nią nieco machać przed profesorkiem – jakby chcąc jak najlepiej ją pokazać. - Jesteśmy dorośli, lecz mam wrażenie, że mimo tego pozornego łamania barier, tworzy pan nowe. Bawi mnie na dodatek – doprawdy bawi – iż możemy zostać usunięci z zajęć na cały miesiąc za zwyczajne obronienie się przed potencjalnie poważnymi obrażeniami, ponieważ uznał pan, że nie powinniśmy użyć takiego akurat zaklęcia. Walki i pojedynki tak nie wyglądają. Och i nawet nie będę rozwodzić się nad tym, że jeżeli chcemy wrócić, mamy zmierzyć się z panem – niczym z jakimś finalnym bossem. Cele dydaktyczne tego zabiegu pozostają dla mnie nieznane. Za to jakie ciekawe... Och, a ile razy można się z panem nawalać – oczywiście bardzo kulturalnie – o powrót? Codziennie? Co godzinę? Przydałoby się to uściślić. – Pokręciła głową. - Nie. – powiedziała z naciskiem, odzyskując powagę. - Nic nie jest tutaj jasne. Rzeczy do przeczytania, których konsekwencje możemy odczuć poprzez działania powzięte nie znając ustalonego regulaminu, są po prostu bez sensu. Zastanawia mnie również forma poddania się za pomocą zaklęcia – to zwyczajnie głupie. Czysto teoretycznie może trwać wieczność. – Przewróciła oczami. - I czemu wszelkie łamanie zasad skutkuje większą ilością walki? Czyżby preferował pan siłowe rozwiązania? To takie akademickie, jestem pod wrażeniem... - Zdawać by się mogło, że w końcu wyczerpała swój przydługi repertuar. Odwróciła się na moment, by zerknąć w stronę podestu i skontrolować panującą tam sytuację... Widząc rozbrojoną Cat, westchnęła. To zaczynało przypominać parodię – zwykle byłaby z tego zadowolona, niemniej teraz nie miała nastroju. - I proszę się nie martwić, pana malunki na ciele – namalowane flamastrem, tak? - są pana sprawą i przepraszam, że wyrwał mi się poprzedni komentarz. – Myślałeś, ze zapomniała o tym, co nie? - Jakoś przeżyję oglądanie tęczowych gwiazdek, proszę się nie przejmować – z tak głupiego powodu nie zrezygnuję z możliwości rozwinięcia swych umiejętności. - Może byłaby milsza... ale ją wkurzył. Po prostu. - I rozumiem, najważniejsze by panu się podobały, jednak wydawało mi się, że swoim postępowaniem, jak i wizerunkiem, pracownicy uczelni powinni przedstawiać odpowiedni poziom.
Moi drodzy, mam do powiedzenia już tylko jedno – tak jakoś wyszło. Oto jak kończy się stanie na drodze do szczęścia młodej dziewczyny – brutalnie rozdzielonej ze swoją szarlotką z bezą.

Lucy Happymeal

avatar

avatar
Cytat : Just because you're trash doesn't mean you can't do great things. It's called garbage can, not garbage cannot.

Gif :

Ranga : Food

Punkty doświadczenia : 152

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 20 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Coro Purdy on Sro Mar 15, 2017 4:47 pm

Coro był tak zajęty śledzeniem tego co działo się na polu do pojedynków, że ledwie zauważył studentkę, która do niego podeszła. Dopiero gdy zaczęła coś mówić jego uszy wyłapywały słowa choć ich ton bardzo mu się nie podobał. Teraz jednak miał ważniejsze rzeczy do roboty niż odpowiadanie według niego lekko szalonej pannicy. Nie spojrzawszy nawet w stronę nadającej studentki obserwował cały czas pojedynek. Cóż podobała mu się pomysłowość Cat jednakże doskonale wiedział jak skończy się to starcie. Poruszył się dopiero gdy Drętwota rzucona przez Fintę zatrzymało Mori. Spojrzał na leżącego chłopaka i dziewczynę, która nie mogła się poruszyć.
- Pierwszy pojedynek uważam za zakończony. Finta, proszę pomóż koleżance, a ja rozwieję wątpliwości jednej z nas. Chociaż sądziłem, że wyrażam się dostatecznie jasno. – powiedział i dopiero wówczas zwrócił twarz do studentki, która zdecydowanie na za wiele sobie pozwoliła. Wzrok Coro momentalnie zmienił się ze miłego na twardy i zimny. Tak był wściekły jednak po jego rysach twarzy nie było tego widać.
- Pozwolę sobie odnieść się po kolei do pani zarzutów wobec mojej osoby. Otóż jeśli chodzi o mój stosunek do studentów oraz o używanie lub też nie używanie form grzecznościowych jest to podyktowane tym, że wy w odróżnieniu od uczniów nazwijmy to podstawowych szkół magicznych macie swój rozum i nie będziecie tego wykorzystywać wtedy gdy nie trzeba, Jednak widzę, że niektórym trzeba to napisać wielkimi literami by do nich dotarło. A szkoda. – powiedział cały czas twardo patrząc na studentkę. Poza tym nie mógł zrozumieć jej wybuchu. Jeśli bowiem uważała, że on jest niespełna rozumu, to teraz wyprowadzi tą dziewczynkę z błędu.
- Co się tyczy zasad i zaklęć to ma, to swoje uzasadnienie. Zacznę od zaklęć. Sam stawałem do wielu pojedynków i mogę wam powiedzieć, że w sytuacji stresowej wiele zaklęć po prostu wylatuje z głowy co zapewne potwierdzą osoby, które jako pierwsze stanęły do pojedynku. Chcę wam stworzyć warunki podobne do tych, które rzeczywiście panują podczas pojedynków więc proszę o nie wymądrzanie się i wytykanie mi błędów, gdyż w przeciwieństwie do pani wiem doskonale co robię. Teraz zajmę się sprawa zasad. Owszem przytoczyłem tylko te zasady, które uznałem za najistotniejsze. Z doświadczenia wiem, że nie wszyscy lubią słuchać litanii punktów mówiących o tym co im można, a czego im nie wolno. Niestety pewnie panią zmartwię, ale wszystkie zasady znać i ich przestrzegać. Poza tym nikt nie bronił pani podejść do gabloty i się z nimi zapoznać. Co zaś się tyczy konsekwencji niestety one będą wyciągane zarówno wobec tych, którzy znają przepisy jak i tych, którzy mają to w poważaniu, więc naprawdę was proszę o przyjrzenie się temu co napisałem. A i jeszcze jedno. Zasady, które zostały zapisane nie podlegają zmianie. – powiedział wypowiadając niektóre słowa z większym lub mniejszym naciskiem. Jednak z każdym słowem w jego głosie było słychać coraz mocniejszą chrypkę, a to nigdy nie wróżyło nic dobrego.
- Co zaś się tyczy pani imienia to słyszałem o nim od paru moich kolegów z innych wydziałów i gdy tylko zaczęła pani wyrażać swoje zdanie już wiedziałem z kim mam do czynienia, a jak mówi stara, dobra i jak widać sprawdzająca się zasada mugoli brzmiąca „uderz w stół, a nożyce się odezwą” utwierdziła mnie pani w tym przekonaniu za co bardzo pani dziękuję. Na razie przymknę oko na pani wyskok tudzież jakże elokwentny pokaz tego, że ma swoje własne zdanie. Jednakże dalsze próby pokazania, że czuje się pani ważniejsza od osoby, która prowadzi zajęcia, będą podlegały karze. – stwierdził kończąc kolejny potok słów, jaki wypłynął z jego ust. Coraz bardziej się w sobie gotował jednak nie mógł tego pokazać. Po jego postawie i sposobie w jakim się poruszał nie było widać jak bardzo jest wkurzony i wyprowadzony z równowagi. Mimika jego twarzy też nie wskazywała na to, że mężczyzna jest kolokwialnie mówiąc wkurwiony.
- Gdyby zechciała pani posłuchać tego co mówili przed panią koledzy i koleżanki wiedziałaby pani o jaki rocznik mi chodzi. Jednak jeśli było to dla pani, aż tak bardzo niezrozumiałe i niepojęte to oznajmiam, że chciałem się dowiedzieć, na którym roku studiów obecnie jesteście. Nie prosiłem o to byście mi podawali swój wiek gdyż to nie za wiele by mi powiedziało. – stwierdził i na chwilę zamilkł. Jego wzrok stawał się coraz twardszy, a usta bezwiednie zacisnął w prostą kreskę. Cóż ta kuriozalna sytuacja naprawdę zaczynała go coraz mocniej denerwować i sprawiała, że jego mięśnie napinały się same, bez jego wiedzy. Dłonie pomału zaczynały zamykać się w pięści, a zdawał się coraz bardziej wyprowadzony z równowagi jednak choć chciał pokazać swój gniew, to nie mógł pokazać jak łatwo można go wkurzyć. Milczał przez dłuższą chwilę starając się uspokoić nie tylko swoje ciało jak i swój umysł i wybuchowy charakter, choć tego ostatniego nie było widać. Purdy miał dość impertynencji dziewczyny i chciał jak najszybciej uciąć te wszystkie jej wynurzenia będące momentami zupełnie bez sensu. Powoli dochodził do siebie i mógł dalej kontynuować swoje wywody. I nagle jakby z niczego Coro wybuchnął śmiechem słysząc pomysły studentki.
- Przepraszam, ale czy pani aby na pewno nie pomyliła swojego powołania. Byłby z pani prześwietny komik. Naprawdę. Czy pani sądzi, że na głowę upadłem. Zaklęcia defensywne nie będą podlegać żadnym wykluczeniom. Może niektóre z nich ale nigdy nie zabronię wam używać zaklęć tarczy, gdyż jest to tak podstawowa umiejętność obronna, że nie sądzę, iż którekolwiek z was o tym zaklęciu zapomni. Ono powinno być pierwszym jakie przyjdzie wam na myśl w nocy, o północy gdy zostaniecie wybudzeni z głębokiego snu. I nie sądzę, że ktokolwiek pozwolił mi na wykluczenie zaklęć tarczy ze spotkań klubu. Przypominam też pani, że nie spotkaliśmy się tutaj by prowadzić klub dyskusyjny lecz klub pojedynków. Jeśli pani chce należeć do grupy oratorskiej to pomyliła pani godziny i sale. Jeśli jednak chce pani należeć do Klubu Pojedynków proszę mniej używać języka, a więcej różdżki i lepiej nie wywijać ją przed moją osobą, bo wówczas mogę to odebrać jako wyzwanie i stanąć z panią do pojedynku na poważnie, gdzie nie będzie żadnych zasad czy też żadnej taryfy ulgowej. Także proszę nie wystawiać mojej cierpliwości na próbę, bo użycie zaklęcia z tej pozycji również jest możliwe. – powiedział, a w jego oczach pojawił się błysk, który nie wróżył nic dobrego. Po czym na usta wypełzł szyderczy uśmieszek, po czym Coro odsunął się parę metrów od krnąbrnej studentki wycelował w nią różdżką i powiedział.
-Experliarmus* – po czym przygotował się na kontratak. Poza tym miał nadzieję, że to nauczy studentkę, by nie bawiła się różdżką. W jego mniemaniu takie zachowania były niedopuszczalne.
- Co do reszty spraw porozmawiamy po zajęciach, a teraz zapraszam kolejną parę na pole pojedynkowe. – stwierdził zamykając dyskusję na tematy, które powinny być po prostu formalnością.
- A i jeszcze jedna sprawa. Jak już wspomniałem mój wygląd jest moją sprawą i naprawdę testowanie moich nerwów jeszcze nikomu nie wyszło na dobre więc proszę o tym pamiętać. – rzekł odwracając się do wszystkich studentów. Po czym znów zaczął obserwować pole do pojedynków. Miał nadzieję, że kolejna para już tam czeka.

*Mam nadzieję, że się nie zbłaźnię przed studentami.

Coro Purdy

avatar

avatar
Cytat : Breath it's only bad day, not a bad life

Gif :

Ranga : Personel

Punkty doświadczenia : 77

Punkty Życia : 90

Wiek : 32

Krew : półkrwi

Narodowość : Brytyjczyk

Pieniądze : 80

Pracownicy Uniwersytetu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Mistrz Gry on Sro Mar 15, 2017 4:47 pm

The member 'Coro Purdy' has done the following action : Rzut kostką


'k100' : 56

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Lucy Happymeal on Sro Mar 15, 2017 6:09 pm

Można by stwierdzić, iż Lucy bardzo lubi dźwięk własnego głosu – tyle zazwyczaj gadała. Niemniej nie jest to prawda, a dziewczyna daje się jedynie ponieść swej wybuchowej naturze – wszak takiej lepiej się nie sprzeciwiać, bo jeszcze zacznie miotać piorunami i stwarzać dziwne żywiołaki, zdolne wyparować cały akademik za jednym zamachem. Ale do rzeczy. Pojedynek się zakończył, a profesorek – już nieźle wkurzony (czekała na parę, wydobywającą się z uszu, lecz niestety się nie doczekała) – rozpoczął swój wywód... Coś jej jednak nie grało, a mianowicie bardzo istotny fakt – Coro mówił o czymś, co zupełnie jej nie interesowało, ignorując jej pytania i odnosząc się do raczej mało wartościowych argumentów.
Zacznijmy od tego – jakie formy grzecznościowe? Ona nic o tym nie wspominała, jedynie zwracając się do niego per „pan” – takim była małym bezczelem. Zdarza się. A ten jego twardy wzrok? Oj, bo się przestraszy – uważajcie. Dziecko bez zrozumienia dla tego, jak działa instynkt samozachowawczy, odpowiedziało tylko równie zimnym spojrzeniem, skierowanym na mężczyznę. Początek jego produkowania się, czarownica skwitowała uniesieniem brwi – które od tej pory wędrowały do góry wraz z jego dalszymi słowami, ostatecznie osiągając swój limit – szkoda, iż nie mogły wznieść się aż do kosmosu. Szlag, na każdym kroku człowiek natrafia na ograniczenia.
I chwila, czy on właśnie powiedział: „proszę o nie wymądrzanie się i wytykanie mi błędów, gdyż w przeciwieństwie do pani wiem doskonale, co robię”? Na tak typowe zagranie Coro, który zakładał, iż postradał wszelkie rozumy świata, Lucy prawie opadła szczęka. To było zwyczajnie żałosne – i to bardziej niż marne próby podrywu Becky z Lemme Smash. Jakby miał jakiekolwiek pojęcie... W jej oczach przez moment dostrzec można było nieprzyjemny cień, a na twarzy studentki odmalowały się sprzeczne emocje. Nieważne. I tak miała kilka lat pojedynkowania się na karku – tyle wystarczy z wiedzy ogólnej. A profesor najwyraźniej nie przyjmował jakiejkolwiek krytyki – oczywiście od razu wiedząc lepiej. Gdzie tu był sens kłótni, skoro tak szybko polegli na linii komunikacji międzyludzkiej? I jak ten człowiek dostał się na tak poważne stanowisko?
Tyle pytań, a jak zawsze odpowiedzi poszły się jebać – pewno na wakacjach, ignorując jakąkolwiek potrzebę stawienia się na komisariacie bądź przed wysokim sądem w celu opowiedzenia się po którejkolwiek ze stron. Na dodatek ten cały regulamin – prowadzący wysłał najpierw ludzi na parkiet, utrzymując, że mają go przeczytać po zajęciach, teraz natomiast oświadczał, iż mają już go znać. Lucy miała wrażenie, że gdy tylko człowiek ten otwierał usta, to po to, by pogrążać się otchłani wypowiadanych bezsensownie zdań, grających na scenie parodię, podającą się za pełen powagi spektakl, przez który zapewne i tak większość potrafiła przejrzeć.
Za to zaraz przybyły i dobre wieści! Mówili o niej – sława. Toż nieważne, dlaczego o tobie mówią i co mówią – póki jesteś na językach wszystkich. Tak to szło, prawda? Chociaż nadal zastanawiało ją, jakim cudem swoim głupim komentarzem na temat tatuaży sprawiła, że od razu stwierdził, iż tak – to na pewno Happymeal. Ciekawe plotki musiały o niej krążyć... A ona przecież nie obrażała wykładowców aż tak często, hmm... I moment, o co chodziło mu z tym porównaniem...?
Rozproszyłam się... Znowu! Acz wracając do tematu – Coro po raz kolejny pokazywał, że jest ważniejszy. Wszak ona miała czuć się w niższości do osoby prowadzącej, jak sam to zaznaczył... wcześniej promując brak barier. Lu zaczynała odczuwać lekką frustrację – niech się facet zdecyduje! Albo kupuje żelki, albo ciastko – ze swoim wyglądem menela nie zdawało jej się, by było go stać i na jedno, i na drugie.
Oho, na dodatek wyglądało na to, że gościu się rozgadał. Jak dla niej dusił w sobie to wszystko – frajer. Ponadto coś tam bełkotał o tym, że jakby słuchała... Nie żeby jej nie było – ale miała słuchać! Słuchać uszami wyobraźni, ewentualnie takimi na sznurku, wrzuconymi do sali, by móc podsłuchiwać zanim się tam jeszcze znalazła – to był plan. Najwyraźniej to dla niego było niepojęte i niezrozumiałe, iż nie znajdując się na miejscu, nie miała jak dowiedzieć się tych jakże istotnych informacji o roku studiów – tak nawiasem mówiąc, w ogóle przez nikogo nie wspominanych. Szczegóły, szczegóły – ja to lubię czepiać się słówek. Nie zapominajmy przy tym, że z rocznika nic by nie wyniósł, ale z roku studiów już tak – pomimo tego, iż niekiedy studia się zmieniało, robiło dwa kierunki, czy też zaczynało po przerwie – odbywając w międzyczasie dla przykładu jakieś prace badawcze.
Niestety jakby tak się chwytać wszystkiego, za wiele by tego wyszło, stąd, poruszając przynajmniej ten ułamek nonsensu i rozkładając w myślach na części pierwsze, Lucy doszła ostatecznie do następującego wniosku – z Purdym to ona się nie dogada i nawet nie ma co próbować, ponieważ ten poziom, o którym wcześniej nie omieszkała wspomnieć, jest zbyt niski jak na jej standardy postrzegania kadry profesorskiej. Chwila jego milczenia ją w tym utwierdziła – miała wszakże czas to sobie poukładać. Obserwując uważnie jego mimikę – wyraźnie zdradzającą nieradzenie sobie z gniewem – jak również napięcie w ciele i zaciskane pięści, nie odzywała się, czekając na kontynuację pogrążania się śmiesznego gostka.
Tyle śmiechu – o tyle! Nie możecie tego zobaczyć, niemniej pokazywałam odległość, jak stąd do Amsterdamu (nie bez powodu wybrałam to miejsce). Ta dusza komika – to ona przeze mnie przemawia, ukazując prawdziwe powołanie oraz drogę do sukcesu. A nie, chwila, nie przeze mnie, a przez impertynencką Gryfonkę, gotową w każdej sekundzie swojego życia odstawić taki kabaret, by nikt się nie nudził. „Czy pani sądzi, że na głowę upadłem?”. Ależ korciło, by odpowiedzieć - „Jak najbardziej, w dzieciństwie i to nie raz. Mnie także się zdarzało, choć mam wrażenie, że panu wyrządziło to większe szkody... Mnie przynajmniej dało poczucie humoru i spłaszczyło brzuch – raz tak plackiem wylądowałam, wie pan...”. Nawet by to powiedziała, ale facet nie obdarował jej życzliwie czasem na odpowiedź – a szkoda. Coś tam wyprodukował się jeszcze o klubie oratorskim – a sam jej nie dał dojść do słowa! – do którego całkiem nieźle byłoby się kopsnąć. Niestety on, bez jakiejkolwiek argumentacji oraz odpowiadając na to, o co go nie pytają, wiele by tam nie zdziałał. W pojedynkach też by nie zabłysnął – już zaraz okazał to durnym atakiem. Zero zasad – taki dawał przykład.
- Prote... - Dziewczyna uniosła odpowiednio różdżkę, lecz nie zdążyła wypowiedzieć inkantacji, gdy zaklęcie w nią ugodziło, wyrywając nieposłuszny badyl z jej dłoni. Co ciekawe – zwykle pewnie wkurwiłaby się nie na żarty, jednak tym razem to z jej ust wyrwał się krótki dźwięk, przypominający niewesoły śmiech. Przyznała w duchu jedno – tak nieprofesjonalnego zachowania ze strony pracownika uczelni się nie spodziewała. - Mówił pan o tworzeniu prawdziwych warunków pojedynku, by potem uderzyć z zaskoczenia. Mówił pan o tym, że przymknie oko, by następnie dać upust swej agresji oraz szyderczej woli zemsty za gorzkie, cięte i aroganckie słowa. – Owszem, zdawała sobie sprawę ze swej zuchwałości. - I na koniec – nie potrafi pan sklecić odpowiednich argumentów, ignorując moje pytania, jak również wykazując się mniejszym opanowaniem od nieokrzesanej studentki, jednocześnie odwołując się do rozwiązań siłowych. I jest pan wrażliwy na punkcie opinii, jakie do pana docierają, zwłaszcza gdy dotyczą one wyglądu, który jak najbardziej jest pana sprawą – to pan ma się czuć dobrze we własnej skórze, zarazem godnie reprezentując swe stanowisko pracy. Acz ma pan rację – to już nie czas na tę dyskusję... – Poprawiła – pozbawioną broni dłonią – włosy, przeczesując je powoli i odgarniając z czoła, jakby okazując niejakie zmęczenie. - A... no i popieram Tall. – Uśmiechnęła się nieco zdawkowo do swej przyjaciółki – próbującej jej wcześniej obronić – dochodząc do wniosku, że za nią to i w ogień by poszłaby, a nawet i do lodowego królestwa.
Jedno pozostawało pewne – nie żałowała. Może i sporo jej się wyrwało, lecz wyrażała swoje opinie – jak zawsze w zbyt pyskaty sposób. Jakby to powiedziało dziecko w piaskownicy – to on zaczął! Choć – nie... on jedynie dolał oliwy do ognia... To co gotujemy? Skoro już wrze na całego, pryskając dookoła gorącą cieczą, warto wrzucić do gara pokrojone ziemniaki. Frytki na prezydenta – zażegnają każdy spór!


Ostatnio zmieniony przez Lucy Happymeal dnia Sro Mar 15, 2017 10:05 pm, w całości zmieniany 1 raz

Lucy Happymeal

avatar

avatar
Cytat : Just because you're trash doesn't mean you can't do great things. It's called garbage can, not garbage cannot.

Gif :

Ranga : Food

Punkty doświadczenia : 152

Punkty Życia : 100

Wiek : 19

Krew : półkrwi

Narodowość : brytyjska

Pieniądze : 20 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Mistrz Gry on Sro Mar 15, 2017 6:09 pm

The member 'Lucy Happymeal' has done the following action : Rzut kostką


'k100' : 51

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Tallulah Rossreeve on Sro Mar 15, 2017 6:13 pm

Tak jak podejrzewała, zbierało się coraz więcej osób. Kątem oka zauważyła Tomicznego, który najwyraźniej zamierzał powrócić po swojej sromotnej porażce z zeszłego roku. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie półgębkiem, zastanawiając przy tym jak pójdzie mu tym razem. Nie miała zamiaru wypominać mu tego, jak został pokonany, bo aż za dobrze znała smak upokorzenia podczas spotkań Klubu Pojedynków. I pewnie zapomniałaby o tym, gdyby nie to, że na spotkaniu pojawił się Ichabod. Przez jej twarz mimowolnie przebiegł grymas niezadowolenia. Plotki, relacja... Obejrzenie czegoś na żywo - to jeszcze było do zniesienia. Ale zdjęcia? Trochę się obawiała takiego obrotu sprawy. Mimo to nie zaprotestowała. Jeśli poniesie jakąś porażkę, to poniesie ją z podniesioną głową. Po nitce do kłębka, a na przegranych budować zwycięstwa - właśnie tak! Nawet najlepszym zdarzają się porażki.
Potem pojawiła się Główna Magomedyk, a profesor Purdy przeszedł dalej z prowadzeniem klubu. A więc miała przed sobą kogoś, kto specjalizuje się w zaklęciach ofensywnych? Czyli w jej prywatnych staraniach raczej jej nie pomoże. Ale może chociaż będzie mogła podszkolić się z magii ofensywnej? Zawsze to jakiś plus. Kiedy zwrócił się do niej, lekko zmarszczyła brwi. Trwało to raptem ułamek sekundy, ale dość, by odczytać, że nie zgadza się z jego podejściem. Dla Tall relacja studenta i profesora powinna być wolna od czegoś takiego. Wykładowca to wykładowca - można z nim mieć dobre stosunki i nawet iść na piwo, ale dla niej takie odnoszenie się do nauczyciela było objawem szacunku, nie zaś niepotrzebną barierą. Ponadto mogło prowadzić do pewnych nadużyć. Z tych właśnie względów miała zamiar utrzymać swoje "per pan".
No i na nowo do akcji wkroczyła Clotilde. Tall parsknęła cicho śmiechem i pokręciła głową z rozbawieniem, spoglądając na Włoszkę. No, przynajmniej było zabawnie. W sumie... trwa obiad? A, to dlatego Lucy ciągle nie ma...? Zauważyła obecność Maude, ale nie zareagowała w żaden sposób. I kiedy już zaczęła się uspokajać i nastawiać poważnie do pojedynków, do sali wtoczyła się Panda. Na gromkie "Siema Tall!", dziewczyna zareagowała machnięciem ręką, połączonym z pełnym zażenowania facepalmem. To też sprawiło, że kiedy Gryfonka podeszła bliżej, nie zdążyła jej uprzedzić o czymkolwiek i Lucy wypaliła do profesora takim tekstem, że Tallulah miała ochotę zapaść się pod ziemię. O Merlinie. Ona chyba musiała zrobić w swoim poprzednim życiu coś naprawdę strasznego, że teraz los na jej barki zesłał przyjaźń z Lucy. Musiała jakoś z tym żyć, ale łatwe i usłane różami to życie nie było. Przez chwilę starała się unikać wzroku innych i po prostu udawała równie zaskoczoną - a wcale nie była, niestety! - zachowaniem dziewczyny. Miała nadzieję, że nogi poniosą ją gdzieś daleko i nawet, już prawie, się to udało, ale nie. Lucy zawróciła i podeszła do niej.
- To jest profesor, matole - syknęła szeptem niczym dziedzic Slytherina jak na absolwenta tego domu przystało. Miała nadzieję, że Lu usłyszy to i trochę się opamięta, ale były to raczej płonne nadzieje. Porzuciła te myśli w momencie, w którym profesor Purdy ponownie się odezwał. Wbiła w niego wzrok, zastanawiając się nad tym, co im powie. Jej brwi drgnęły lekko już po drugim zdaniu. Jak to? Nie będzie przytaczał wszystkich zasad? Chyba od tego powinno się zacząć spotkanie klubu? Od przytoczenia zasad lub ich ustalenia? I co z tymi, które obowiązywały w poprzednim roku? Tallulah rozumiała, że co opiekun, to zmieniały się pewne rzeczy, ale jednak... Dalej wcale nie było lepiej. Zgłaszanie nieobecności? No dobrze, Tall potrafiła zrozumieć prośbę o to, ale chyba profesor nie sądził, że będą do niego biegać z każdą pierdołowatą nieobecnością? I zaraz, jaki scenariusz zajęć? Powoli rozumiała z tego coraz mniej. To był w końcu klub czy normalne dodatkowe zajęcia? Owszem, fajne byłoby sobie utrudnić życie i czasem pewne zaklęcia wykluczyć - pomysł nie był zły. Mimo to dziewczyna sądziła, że odbywało się to trochę w dziwny sposób. Zwłaszcza, że zaraz potem Coro stwierdził, że za złamanie ustaleń grozi pojedynek z nim. Z profesorem. Czy tylko dla niej wydawało jej się to trochę dziwne? Rozejrzała się po innych, ale wydawali się słuchać spokojnie, bez obiekcji. Zaraz potem pojawiła się kwestia trzech ostrzeżeń tego typu i zakazu uczestniczenia w zajęciach klubu na cały miesiąc. Miesiąc. I jeszcze jakieś kolejne pojedynki z nim? To dla kogo w końcu był ten klub? Tallulah poczuła, jak z wolna w jej sercu budzi się furia. Dobrze, to wszystko było jasne, ale według niej nie było fair.
Nie zdążyła nic powiedzieć, bo profesor zdecydował się odpowiedzieć Lucy, a to znów sprawiło, że poczuła się nieco zażenowana. No, to było właśnie to, o czym myślała, kiedy opiekun wspominał, że nie chce tworzyć sztucznej bariery. Ale właśnie w takich sytuacjach była ona niezbędna, bo inaczej ktoś mógł coś źle odebrać. Potrząsnęła głową i wsłuchała się znów w słowa mężczyzny. Czyli mieli nie używać zaklęć użytkowych, ale Accio, Perricilum i Finite były w porządku. Zanotowała to sobie w umyśle, chociaż nie podobało jej się to, bo była zdania, że w zaklęciach użytkowych tkwiła swoista siła pojedynków. W ogóle jej obraz pojedynków trochę chyba kłócił się w głowie z tym, co miał w swojej Coro. Potem wysłuchała kolejki i par, odruchowo wyciągając przy tym różdżkę. Nie mogła narzekać. I już się miała uśmiechnąć, gdy profesor powiedział, że Perriculum ma być zaklęciem uznawanym za białą flagę. O nie. Odruchowo podniosła rękę.
- Panie profesorze, a co w sytuacji, w której ktoś chce użyć Perriculum jako zaklęcia ofensywnego bądź w obronie? Jak będzie to wtedy traktowane? - zadała pytanie, choć nie była pewna, czy je dosłyszy. Może był zbyt zajęty myśleniem o pojedynku za karę? Tall coraz bardziej czuła, że to jedyny powód dla którego zgłosił się na opiekuna klubu. Przesunęła się trochę tylko w stronę profesora Purdy'ego, bo chciała z nim porozmawiać.
Nie zdążyła się wiele więcej dowiedzieć, bo Finta i Catriona zaczęli pojedynek. Cofnęła się odruchowo, zgodnie z poleceniem. Nie chciała ryzykować, chociaż nie spodziewała się straszliwości. Z zaciekawieniem obserwowała pojedynek. Kiedy już za pierwszym razem Finta wytrącił Cat różdżkę z ręki, uśmiechnęła się nieznacznie. No proszę, Węgier dawał radę. Zaraz potem Szkotka zrobiła coś, czego Tall - i Finta raczej też - się nie spodziewała. Atak fizyczny? Uniosła wysoko brwi i odruchowo spojrzała na profesora, czekając na reakcję. Pamiętała, że kiedyś zrobiła coś takiego w Hogwarcie. Dostała wówczas burę, bo przecież nie chodziło o bezsensowne nawalanie się, ale o ćwiczenie magicznych umiejętności. Jej uwagę odwróciło co innego - Lucy. Lucy, która zaczęła dyskusję. Dyskusję, która - zdaniem Tall - była niezbędna i powinna odbyć się przed rozpoczęciem pojedynków. Podążyła za przyjaciółką, chcąc wtrącić swoje dwa zdania. Zatrzymała się blisko przyjaciółki i słuchała tego, co dziewczyna mówi. Od razu wyczuła, że Lucy jest zirytowana tak samo jak ona i że nie podobają jej się podobne rzeczy. Odetchnęła z ulgą! Więc to nie była tylko ona, ale był i ktoś jeszcze, kto miał coś przeciw? Gryfonka zwróciła jej jeszcze uwagę na inną ważną sprawę - czas. To było coś, co Tall bardzo chciała przedyskutować. Ona nie miała czasu zastanawiać się w pojedynku nad tym, czy jest zaklęcie, którym może zastąpić inne, bo tamto zostało na czas walki "zbanowane". Klub Pojedynków był Klubem Pojedynków, a nie Obrony Przed Czarną Magią. Milczała, nie chcąc przerywać Lucy, kiedy ta była w takim stanie. Wyglądało na to, że profesor Purdy jej nie znał, bo postanowił ją zwyczajnie ignorować, oglądając pojedynek. I nie zareagował na siłowe zagranie Catriony. I chociaż Tallulah na jej miejscu pewnie próbowałaby zadziałać podobnie - zwłaszcza w przypadku prawdziwego pojedynku - to jednak nie o to chodziło w tym klubie. Drgnęła, słysząc "wyrażam się dostatecznie jasno" na podjęty przez Lucy dyskurs. Rozchyliła lekko usta, słuchając wypływających z ust Coro słów. Jedno za drugim, analizowała je, chociaż sprawiało to, że była tę chwilę w tyle. Że wiele zaklęć wylatuje z głowy? Oczywiście, że tak! Wystarczyło jej pomyśleć o tym, co działo się ostatnio na plaży. I co? I głupie Reparo uratowało im życie. A to zaklęcie, Tall była pewna!, użytkowe! Pierwsze, jakie przyszło jej do głowy na kontrę. To była faktyczna sytuacja. Jeśli chciał ich ograniczać, by tworzyć takie sytuacje, to powinien to robić w inny sposób, a nie zakazywać im użycia tego, co przyjdzie im na myśl. Owszem, był profesorem i pewnie na czymś opierał swoje założenia, ale wciąż!
- Ale panie profesorze! Sam pan pytał, czy wszystko jest jasne i mówił, że odda nam pan głos, po czym zaczął pan pojedynek, nawet nie czekając! Dlaczego w takim razie uważa pan, że Lucy się wymądrza, wyrażając swoje zdanie na ten temat? Mamy chyba prawo, by wyrazić swoje wątpliwości? - zapytała, zwyczajnie nie wytrzymując. Była zbyt wzburzona, żeby tak po prostu dłużej milczeć.
- Poza tym pan powinien zacząć od zasad, bo to normalna procedura klubowa. To powinno być tak naprawdę spotkanie organizacyjne, a dopiero potem powinniśmy się pojedynkować. Pan chyba powinien to wiedzieć, skoro podjął się pan prowadzenia tego klubu? - ciągnęła dalej, niezrażona. Trzasnęło w nią jak młotem, gdy profesor stwierdził, że nie ma możliwości zmienienia zasad. Ślizgonka mocniej ścisnęła w dłoni swoją różdżkę, próbując zapanować nad złością. I zaraz, "osoby, która prowadzi zajęcia"? To jest klub czy zajęcia?! Zagotowało się w niej. Zwłaszcza, że zaczął się śmiać. A potem? A potem...!
- Protego! - Tallulah zadziałała instynktownie, celując różdżką tak, by obronić Lucy przed zaklęciem profesora. Chciał, żeby to było automatyczne? Proszę bardzo! Co prawda zaklęcie nie zadziałało, ale rzucone było w dobrej wierze.
- Glacius! - rzuciła jeszcze odruchowo, bo było to kolejne z pierwszych zaklęć, jakie przychodziły jej do głowy. Różdżka nie posłuchała, co Tallulah skwitowała soczystym "fuck", ale po kolejnej chwili uznała, że może tak było lepiej. Mimo wszystko to był profesor z jej wydziału. Wciąż, jego zachowanie było dla niej zwyczajnie niedopuszczalne.
- Zwracam się do pana z prośbą o przerwanie dalszych pojedynków do czasu, aż pewnych spraw sobie nie wyjaśnimy! - odezwała się momentalnie po tym z intencją opuszczenia różdżki. - To jest klub uczelniany, a nie zajęcia studenckie i pan powinien liczyć się z tym, co studenci mają do powiedzenia, bo tworzymy to zgromadzenie wspólnie. Bez studentów, którzy przyjdą na spotkania, klub nie będzie istniał - w przeciwieństwie do zajęć. Ponadto są tutaj osoby, które w Klubie Pojedynków są kolejny rok i mógłby pan chociaż zadać sobie trud aby spytać jak to wyglądało wcześniej - dodała następnie, starając się brzmieć spokojnie.


Ostatnio zmieniony przez Tallulah Rossreeve dnia Sro Mar 15, 2017 10:08 pm, w całości zmieniany 1 raz

Tallulah Rossreeve

avatar

avatar
Cytat : Let it go!

Gif :

Ranga : Magiarcheolog

Punkty doświadczenia : 159

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Angielka

Pieniądze : 70 G

Wydział Obrony Przed Czarną Magią i Transmutacji

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Mistrz Gry on Sro Mar 15, 2017 6:13 pm

The member 'Tallulah Rossreeve' has done the following action : Rzut kostką


#1 'k100' : 40

--------------------------------

#2 'k100' : 18

Mistrz Gry

avatar

avatar
Cytat : Los jest śle­py, ale tra­fia bez pudła.

Gif :

Ranga : Pan Życia i Śmierci

Punkty doświadczenia : 000

Punkty Życia : 100

Wiek : X

Krew : X

Narodowość : X

Pieniądze : X

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Colette Tomiczny on Sro Mar 15, 2017 6:29 pm

Na raz zaczęło się dziać tyle rzeczy, że Colette nie bardzo wiedział na co miał zwracać uwagę! Gorąco robiło się i na quasi-podeście i poza nim, z tym, że na pierwszym obrzucano się zaklęciami, a na drugim słowami – i te trzeba powiedzieć oboje oponentów wystrzeliwało je z siebie z ilością długich serii karabinka. I z taką samą też szybkością. Dlatego brunet cofając się ledwie o krok w tył kiedy pojedynek się rozpoczął, zaczął zwracać uwagę na to jak najlepszy kumpel raz triumfuje, a raz dostaje po dupie, a raz zerkając na przerzucających się argumentami czarodziejów. SERIO. Tomiczny był rozdarty przez wewnętrznego Szyderce chcącego przysłuchać się argumentom kłócących się studenta i profesora, a z drugiej po prostu nie mógł przepuścić ani chwili z sytuacji, w której Węgier obrywa od dziewczyny. To były istne katusze! Miał tylko nadzieje, że gość z aparatem narobi dużo zdjęć i nie będzie chciał wiele za odsprzedanie. Polak MUSIAŁ je mieć.
Pojedynek jednak zakończył się równie nieoczekiwanie, co zaczął, na tym, że Cat była kolejną łanią, która bez opanowania poleciała na Finte, oddając mu całą siebie bez reszty. Może to przez jego urok? A może to Mejbelin?
Grunt, że rozpraszacz zniknął, chłopak spokojnie miał poradzić sobie dalej sam, więc Tomiczny mógł skupić sto procent uwagi rozmowie pomiędzy Coro a Lucy. Akurat w chwili, w której mógł wychwycić nieszkodliwą nieścisłość. No i w której następstwie mógł też pochwalić się swoim refleksem, kiedy wytrącona z dłoni brunetki różdżka uleciała nieco do tyłu. Nie przystoi, by dama niewyzwana na pojedynek miała latać i zbierać swoją broń z podłogi, więc Colette zrobił mało widowiskowego, ale szybkiego susa w przód i pochwycił drewno, aż ciepłe od zaciskającej się na nim dłoni właścicielki. Chrząknął tylko, czekając na moment, kiedy będzie mógł się wtrącić pomiędzy mówiących i podszedł do Lucy oddając uprzejmie jej zgubę.
- Nie chciałbym stawać po żadnej ze stron, bo byłaby to wtedy walka nieco nierówna, ale chciałbym tylko zauważyć pewną nieścisłość i barierę komunikacyjną odnośnie pojęcia „roków” i „roczników” - pozostawię czystą semantykę w spokoju, ale chciałem tylko uściślić, że Profesor chciał na samym początku abyśmy poza ukłonem zwracali uwagę na rocznik oponenta i o wytłumaczenie tego zjawiska poprosiła Lucy. Ja w sumie zrozumiałem to jako prośbę o to by osoby z trzeciego roku i wyżej nie pastwiły się nad pierwszorocznymi np., bo z jasnych dla wszystkich względów potrafią więcej. O tylko tyle. - uśmiechnął się do członków nieco burzliwej wymiany zdań i wycofał się, pochodząc do kolegi, by pomóc mu ocucić zesztywniałą rudowłosą i dać jej ewentualnie gdzie usiąść. Sam Colette Drętwotą nigdy nie dostał i liczył się z możliwością pojawienia jakiś przykrych konsekwencji w następstwie jej działania. Złapał rudowłosą uprzejmie w pasie z cichym „Pani pozwoli” i pomógł jej stanąć na nogach, choć na zdjęcie zaklęcia musiał poczekać na Finte. Albo Heike.

_________________
Come closer.

Colette Tomiczny

avatar

avatar
Cytat : I am a GREAT MAN and one day If you are very lucky I might even be a GOOD ONE.

Gif :

Ranga : Smok Katedralny

Punkty doświadczenia : 34

Punkty Życia : 100

Wiek : 19 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Polak

Pieniądze : 78 G

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Maude Morel on Sro Mar 15, 2017 6:53 pm

Z początku nic nie zapowiadało katastrofy... Maude przyszła w końcu na zajęcia szlifować swoje umiejętności, narzucone przez profesora ograniczenia w niczym jej więc nie przeszkadzały. Studentka zagryzła jedynie delikatnie dolną wargę, zastanawiając się czy w ferworze walki zdoła odróżnić jedne zaklęcia od drugich i zgodnie z poleceniem ustawiła się pod ścianą. Od czasu do czasu zerkała jeszcze na Ichaboda, którego to po wejściu do sali niechcący wzięła za prowadzącego i starała się ocenić swoje szanse. Chłopak, choć wysoki, wyglądał raczej przeciętnie, co oczywiście w żaden sposób nie definiowało jego zdolności magicznych, ale mogło okazać się bardzo pomocne w fizycznym starciu, do którego właśnie doszło na prowizorycznym parkiecie. No co za pomysłowość! Atakować kogoś nawet bez różdżki! Och, i proszę nie doszukiwać się w tym kpiny... Morel najpewniej by na to nie wpadła, szkoda paznokci!
Powoli nastrajając się wewnętrznie na walkę, studentka starała się z początku ignorować wywód naburmuszonej dziewczyny. Jej ton i postawa były wybitnie nie na miejscu i przez chwilę miała nadzieję, że profesor wyprosi ją z sali... Cóż. Przeliczyła się... Mało tego, Purdy podjął dyskusję, czym wybitnie stracił w jej oczach. I pewnie by się nie wtrąciła. Pewnie zostawiłaby rozwój wypadków samemu sobie, gdyby tylko - na tak jawną niesprawiedliwość - coś się w jej wnętrzu nie zagotowało... Przeczekała całe starcie po czym powoli, z rękami złożonymi na piersi podeszła do profesora. Stanęła obok Colette.
- Monsieur wybaczy, ale gdyby pan słuchał naszych kolegów i koleżanek - wtrąciła się, jednocześnie przytaczając część jego wypowiedzi - to by pan wiedział, że nikt z nas nie podał swojego rocznika, o którykolwiek rocznik chodziło... I choć nieznajomość reguł faktycznie nie uprawnia do ich łamania, to w pana wywodzie, co zapewne wszyscy tu potwierdzą, zabrakło też informacji o tym, gdzie możemy się z tymi regułami zapoznać. - Na koniec zerknęła jeszcze krytycznie na trzymaną przez niego różdżkę. - I zapomniał pan się ukłonić. Skoro więc są równi i równiejsi, proszę wybaczyć, ale wolę pozostać przy formach grzecznościowych. Możemy już zaczynać? - Zakończyła z dumnie uniesioną głową i zerknęła na Ichaboda, zastanawiając się czy przypadkiem nie zostanie usunięta z sali za wolność wypowiedzi.
Morel nie wiedziała czy na uczelni istnieje grupa walcząca o prawa studentów. Już wkrótce miała jednak dokładnie zbadać sprawę...
Na prośbę Tallulah by zaprzestać walk, tylko sapnęła.

Maude Morel

avatar

avatar
Cytat : Piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresowanie.

Gif :

Ranga : Pannica

Punkty doświadczenia : 20

Punkty Życia : 100

Wiek : 18 lat

Krew : Czysta

Narodowość : Francuzka

Pieniądze : 70G 0S 0K

Wydział Nauk Biomagicznych i Środowiskowych

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Finta Mészáros on Sro Mar 15, 2017 9:35 pm

Ciężar ciała Cat wycisnął z Finty resztki powietrza, które ciągle miał w płucach.
- Basszameg - wymówił bezgłośnie. Spróbował jakoś się uwolnić, ale bezskutecznie. Może i by mu wyszło, gdyby postanowił po prostu zrzucić dziewczynę na bok, ale nie chciał jej potłuc. Przecież nie mogła podeprzeć się na rękach, żeby choćby obronić swój nos przed złamaniem. - Basszameg... - Powtórzył tym razem głośniej. Udało mu się w końcu wziąć głęboki oddech. Usłyszał komunikat, że pojedynek zakończony - no, on na pewno nie planował już miotać więcej ataków, a Cat choćby chciała, to nie bardzo mogła.
Na podest wdrapał się Colette.
- Rennervate. - Węgier na prośbę profesora cofnął zaklęcie, poczekał aż przyjaciel pomoże dziewczynie wstać i podniósł się do siadu. Plecy go bolały. I łokcie. I fasz. I był pewien, że nabił sobie guza. - No, Catriona, muszę przyznać - niesamowita wola walki! - Uśmiechnął się i roztarł potylicę. Chciał powiedzieć coś jeszcze, jednak jego uwagę przykuła sytuacja, która najwyraźniej zdążyła już nieźle się rozwinąć, kiedy on skupiał się na tym, żeby przetrwać (bo na tym polegała jego cała walka - na próbie przetrwania, kiedy nie bardzo ogarniał, co się właściwie dzieje). Wydawało mu się (albo nie wydawało?), że nie zdążyło minąć wiele czasu, ale kłótnia spoza parkietu pojedynkowego posunęła się tak daleko, że do akcji weszły różdżki.
I właściwie o co to wszystko...?
- Colette... Co przegapiłem? - Zapytał cicho z zaintrygowaniem.


Ostatnio zmieniony przez Finta Mészáros dnia Sro Mar 15, 2017 10:52 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________

Finta Mészáros

avatar

avatar
Cytat : Jeśli przestrzegasz wszystkich zasad, omija cię cała zabawa.

Gif : .

Ranga : Człowiek z ulotki

Punkty doświadczenia : 160

Punkty Życia : 98%

Wiek : 21

Krew : Półkrwi

Narodowość : Węgier

Pieniądze : 43G i coś

Wydział Magii Eksperymentalnej i Katedra Magicznego Sportu

Powrót do góry Go down

Re: Duża Sala Treningowa

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Strona 3 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach